
Brutalnie zamordowali człowieka. To nie było zabójstwo, ale istna masakra. Zakrwawione, obnażone zwłoki wyrzucili do przydrożnego rowu. Wywieźli je tam na taczkach, ukrywając pod prześcieradłem. Masakry dokonali w Słonnem k. Dubiecka 17-letnia Jessica i jej rówieśnik – Sebastian. Po wszystkim położyli się spać…
Motyw? „On (ofiara – dop. red.) próbował mnie pocałować, wyzywał mnie, nie reagował na zwracane mu uwagi” – zeznała w prokuraturze dziewczyna. Nastolatkowie obeszli się z mężczyzną wyjątkowo brutalnie. – Ofierze zadano co najmniej 15 ciosów siekierą w okolice głowy, powodując u niego rozległe obrażenia czaszkowe – opisuje prok. Beata Starzecka-Skrzypiec, zastępca Prokuratora Okręgowego w Przemyślu. – Bezpośrednią przyczyną zgonu było wyłamanie kości czaszki z rozfragmentowaniem mózgu. Obrażenia zostały zadane z dużą siłą – dodaje.
Kilka dni wcześniej nastolatkowie uciekli z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Kolonii Ossa na Mazowszu, w którym się poznali. Trafili do niego z powodu problemów wychowawczych: ona – w 2016 r., bo miała problem z alkoholem i narkotykami, wagarowała. On miał na swoim koncie włamania i pobicia. Oboje są dobrze znani policji zarówno rzeszowskiej (Jessica pochodzi z Boguchwały), jak i Dąbrowy Górniczej, skąd jest Sebastian.
Policja w Rzeszowie o „zniknięciu” dziewczyny została zawiadomiona 3 dni przed morderstwem. – 25 kwietnia dotarł do nas nakaz doprowadzenia jej do ośrodka wychowawczego. Wszczęliśmy poszukiwania – potwierdza Adam Szeląg, rzecznik rzeszowskiej policji. To nie był pierwszy raz, kiedy uciekła z ośrodka. – Ostatni raz została zatrzymana 19 marca i doprowadzona do ośrodka wychowawczego. W sumie szukana była przez nas kilkanaście razy – przyznaje Adam Szeląg.
Podobnie rzecz się miała z Sebastianem. Chłopak zanim trafił na Mazowsze, przebywał w Placówce-Opiekuńczo Wychowawczej „Przystań” w Dąbrowie Górniczej. – Wielokrotnie z niej uciekał i był doprowadzany – mówi Mariusz Miszczyk, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Dąbrowie Górniczej. – Zdarzały się sytuacje, że chłopak był zatrzymywany po ucieczce w ciągu dnia, po czym doprowadzany do ośrodka, a wieczorem policjanci już go widzieli gdzieś na mieście i znów musieli zatrzymać i doprowadzić. To zdarzało się notorycznie. 22 kwietnia otrzymaliśmy nakaz doprowadzenia go do ośrodka na Mazowszu, ale chłopaka nie było na terenie Dąbrowy Górniczej – dodaje.
W tym czasie był już z Jessicą w Słonnem, gdzie wraz z konkubentem mieszka jej matka. To właśnie w ich domu, w niedzielę, 28 kwietnia, rozegrał się dramat. Wojciech P. poszedł tam w odwiedziny. Skończyło się na wspólnej biesiadzie alkoholowej. Matki Jessicy nie było w tym czasie w domu, a przybrany ojciec dziewczyny spał.
Pomiędzy nastolatkami a Wojciechem P. doszło do sprzeczki, która przerodziła się w bójkę. – W jej trakcie Jessica pobiegła do piwnicy po siekierę i wręczyła ją Sebastianowi, który kilkunastokrotnie uderzył nią Wojciecha P. głównie w głowę, powodując jego zgon – opisuje prok. Beata Starzecka-Skrzypiec. – Następnie nastolatkowe przykryli zwłoki prześcieradłem, ułożyli je na taczkach i wywieźli z domu, porzucając je w pobliskim przydrożnym rowie w pobliżu nieczynnego ośrodka wypoczynkowego. Porzuciwszy zwłoki, podejrzani wrócili do domu i zaczęli sprzątać ślady po zbrodni: opłukali z krwi taczki, umyli ostrze siekiery i zmyli ślady krwi znajdujące się w mieszkaniu, a następnie poszli spać – dodaje.
Zwłoki 38-latka na drugi dzień rankiem zauważył stróż, który wracał z nocnej zmiany. Jessica i Sebastian zostali zatrzymani, a w przemyskiej prokuraturze usłyszeli zarzuty. On – zabójstwa poprzez działanie wspólne i w porozumieniu z Jessicą poprzez zadanie ciosów siekierą. Ona – działania wspólnego i w porozumieniu z Sebastianem oraz nakłonienia go do pozbawienia życia Wojciecha P. poprzez podanie mu narzędzia zbrodni. Aktualnie przebywają w areszcie tymczasowym, w którym pozostaną min. 3 miesiące.
Mieszkańcy Słonnego są w szoku, jak dwójka nastolatków mogła dopuścić się tak potwornego czynu. – Jacy ludzie z nich wyrosną? – zastanawiają się. Z takimi pytaniami zwróciliśmy się do Marzeny Trąd, lekarza psychiatry z Rzeszowa i biegłej sądowej – Proces kształtowania się osobowości kończy się w 21. roku życia, czasami później. W momencie gdy ta osobowość jest ukształtowana w taki sposób, że jest skłonność do przemocy, zachowań sadystycznych, do niskiego wglądu emocjonalnego w rozmaite zachowania, to jest niestety bardzo zły prognostyk na przyszłość – ocenia nasz ekspert. – Jest to kierunek rozwoju osobowości dyssocjalnej, czyli takiej, przy której człowiek ma dużą łatwość przekraczania granic moralno-społecznych, obowiązujących norm prawnych, ma skłonność do zachowań przemocowych, do znacznego egoizmu i do nieliczenia się z uczuciami innych ludzi. Nastolatek to młody dorosły, który jest już w ponad 50 proc. ukształtowany osobowościowo. Tutaj niewiele już można skorygować i z każdym rokiem mniej.
Skłonność do zachowań przemocowych i sadystycznych, jak opowiada Marzena Trąd, może się ujawniać już w młodym wieku, a niekorygowana wychowawczo, rozwija się. – Jak ma jeszcze do tego pożywkę w postaci zdemoralizowanego, quazi przestępczego środowiska, gdzie takie zachowania są postrzegane jako przejaw silnej osobowości, siły, skłonności przywódczych, skłonności te ulegają dodatkowemu wzmocnieniu. Już sam fakt przebywania w ośrodku szkolno-wychowawczym, gdzie przecież nie trafiają dzieci normalnie ukształtowane emocjonalnie, pochodzące ze zdrowych środowisk, konsekwentnie prowadzi do tego że takie osoby będą miały skłonność do zachowań przestępczych i to bez względu na płeć – przyznaje Marzena Trąd.
Sebastianowi i Jessice grozi długoletnie więzienie – maksymalnie 25 lat za kratami. Osób młodocianych nie można skazać na dożywotnie więzienie, które grozi za zabójstwo.
Czy po wyjściu z więzienia będą oni w stanie żyć normalnie? – Zakład karny to nie tylko osadzenie w celi i izolacja w sensie fizycznym. To są też oddziaływania penitencjarne, wychowawcze, pedagogiczne i psychologiczne – opowiada doktor Trąd – Sztab zatrudnionych tam specjalistów usiłuje skorygować zaburzoną osobowość, a przynajmniej nałożyć pewnego rodzaju ryzy na skłonności do zachowań przestępczych i przemocowych. Oczywiście trudno jest zrobić z osadzonych anioły, ale chodzi o to, by na tyle ich skorygować, by respektowali obowiązujące normy moralne i prawne.
– Sebastian zadał swojej ofierze 15 ciosów siekierą. Rozpłatał mu głowę. To nie było „zwykłe” zabójstwo, ale istna masakra. Zazwyczaj towarzyszy temu tak ogromne natężenie rozmaitego rodzaju emocji, że czasami szczegóły takiego zdarzenia są przez sprawcę odtwarzane tylko częściowo. Działa jak w amoku, stąd brak hamulca. To działa jak lawina, która trudno powstrzymać – tłumaczy nasz ekspert. – Ludzie agresywni częściej dokonują takich aktów i nie mają poczucia winy ani refleksji, że zrobili coś bardzo złego. W przypadku osobowości dyssocjalnej, łatwo przechodzi się nad tym do porządku dziennego i nie towarzyszy zazwyczaj temu poczucie winy. Ją widzi się dookoła – winna jest sytuacja, winne są okoliczności, winna jest ofiara bo sprowokowała… To szukanie szeregu wymówek i usprawiedliwień, które mają odsunąć poczucie winy od człowieka który to zrobił. Może to nie jest zrozumiałe dla ludzi o normalnie ukształtowanej osobowości, ale takie osoby istnieją w społeczeństwie. Zakłady karne są pełne osób o podobnej strukturze. To nie jest chora osobowość w sensie choroby psychicznej, ale bardzo zaburzona, która nazywa się osobowością nieprawidłową, dyssocjalną. Dawniej nazywano to psychopatią. Jedyną formą pomocy takim osobom są oddziaływania wychowawcze terapeutyczne, a przede wszystkim resocjalizacyjne.
Katarzyna Szczyrek




4 Responses to "Dlaczego bestialsko mordują… 17-latkowie"