To nie jest atak na Kościół, to prawda o zwyrodnialcach

– Mam nadzieję, że każdy kto zobaczy film, będzie o nim myślał przez kilka kolejnych dni. I że ten film faktycznie będzie sprawiał ból – mówił Tomasz Sekielski kilka dni przed premierą. I w sobotnie popołudnie (o 14.30 na kanale You Toube/sekielski odbyła się premiera) przekonałem się, że miał rację. Obejrzenie dwugodzinnego filmu o pedofilii w polskim Kościele to emocjonalna huśtawka – co chwilę łzy napływały mi do oczu, to znowu krew uderzała mi do głowy z wściekłości. W dwóch momentach przeżywa się dodatkowy szok, bo oskarżenia dotyczą osób bardzo znanych. Po seansie prawdopodobnie upadnie legenda ks. Franciszka Cybuli, niegdyś kapelana „Solidarności” i prezydenta Lecha Wałęsy. W jednej ze scen do ks. Cybuli osobiście udaje się jego ofiara sprzed lat, która przypomina mu o krzywdach, jakich doznała z jego strony. To mężczyzna molestowany przez niego w dzieciństwie. Ksiądz do wszystkiego się przyznaje, ale jego tłumaczenie jest wstrząsające. Mówi, że to była „obopólna przyjemność”, chwila pieszczot, po których po prostu wracali do innych spraw. Czyli nic specjalnego. A na końcu ksiądz temu mężczyźnie oferuje jeszcze pieniądze. Z sugestią: weź kasę, tylko nie mów o tym nikomu. Ks. Cybula żył w poczuciu bezkarności niemal do samego końca. Zmarł trzy miesiące po konfrontacji ze swoją ofiarą. Wstrząsające jest to, że w zasadzie nie uważał, żeby stało się coś złego. Nie czuł się winny, nie przyznał się do winy, nie przepraszał. Potraktował tę sytuację na zasadzie: „porozmawiamy sobie o tym i problem z głowy”. A jak facet nie chce pieniędzy, no to jego strata. W filmie pokazana jest historia innego księdza, który w rozmowie ze swoją ofiarą także przyznaje się do wykorzystywania dzieci. Ale on zachowuje się już całkiem inaczej. Przeżywa i cierpi przed kamerą. Jest zszokowany, gdy dowiaduje się, że sprawiedliwość po niego przyszła i musi stanąć twarzą w twarz z kobietą, którą niegdyś molestował. Coś, co wydawało się być głęboko zasypane, jednak wychodzi na powierzchnię i wywołuje w nim wstrząs. Najpierw próbuje się tłumaczyć, że on tę dziewczynkę, którą wykorzystał, „tylko całował”. Potem zastrzega, że wykorzystywał tylko dziewczynki, ale nie chłopców, bo „chłopcy nigdy mu się nie podobali”. W taki sposób zaczyna się tłumaczyć. Potem mówi, że nie gwałcił dzieci „masowo”, choć równocześnie przyznaje, że ofiar było przynajmniej kilka. Kiedyś abp Józef Michalik sugerował publicznie, że czasami to dzieci kuszą księży i właściwie one same są winne. Ten ksiądz posługuje się podobną logiką. „Ojcowskie instynkty wobec dziecka”…. Mówi tej kobiecie, że to ona do niego przychodziła i w końcu narodziła się w nim namiętność. Namiętność u dorosłego faceta do 7-letniej dziewczynki! Jako ojcu chce mi się wyć i kląć!

Dokument moich kolegów dziennikarzy ujawnia porażającą prawdę, że w Polsce istnieje alternatywne państwo, w którym przestępcy i zwyrodnialcy skazani przez świeckie sądy prawomocnymi wyrokami kpią sobie z prawa. I to za cichą zgodą przywódców państwa kościelnego. Nie mam ani grama wątpliwości, że wielu polityków różnych opcji też udaje, iż problem zbrodniczej działalności niektórych księży nie istnieje. Ujawnienie gorzkiej prawdy o znanych biskupach i legendarnych kapelanach może się politycznie nie opłacać. A przecież to państwo ma obowiązek chronić i bronić swoich obywateli. Wszystkich obywateli, a nie tylko hierarchów kościelnych. Jeśli wśród polityków, policjantów i urzędników są ludzie, którzy tuszowali lub udawali, że nie widzą przestępstw pedofili popełnianych przez księży to dla mnie są wspólnikami zwyrodnialców.

Kiedyś napisałem, że jedną z najohydniejszych zbrodni są przestępstwa pedofilskie, które powinny być karane z cała surowością prawa bez względu na status, zawód czy pozycję w społeczeństwie lub Kościele sprawcy. Nie może być tak, że przestępcy są kryci dzięki mafijnej lojalności. Zgłaszanie podejrzenia przestępstw pedofilii hierarchom kościelnym, a nie prokuratorowi świadczy o tym, że kościół wciąż dąży do tuszowania prawdy. I mam pełną świadomość tego, że prawicowi publicyści uderzą zaraz w dzwony hipokryzji, którą nazwą wiarą, że ten film to atak na kościół i Boga. Może pojadą nawet dalej i dopatrzą się diabelskich sztuczek, które są atakiem i podnoszeniem ręki na Polskę. Ale moi drodzy nie dajmy się zwariować. Nie mieszajmy w to Boga i bądźmy z nim w pokoju i nie oskarżajmy diabła, cokolwiek myślimy o jego istnieniu. Bo to nie Bóg gwałci dzieci, tylko przestępca w sutannie. I to nie diabeł obnaża się ze sterczącym penisem przed dzieckiem tylko zwyrodnialec. Amen.

MARIUSZ WŁOCH, redaktor wydania

PS Wszyscy, którzy wsparli finansowo realizację tego filmu, mogą być z siebie dumni – przyczynili się do powstania bardzo ważnego dokumentu, który może być przełomowy. Wielki szacunek dla ofiar za odwagę i siłę, aby stanąć oko w oko z oprawcami. Dzięki Tomek i Marek za kawał profesjonalnej dziennikarskiej roboty.

10 Responses to "To nie jest atak na Kościół, to prawda o zwyrodnialcach"

Leave a Reply

Your email address will not be published.