Pogrążają go dowody zza grobu

Mariusz M. nie czuje się winny, skorzystał z odmowy do składania zeznań, a w ostatnim słowie poprosił o uniewinnieni. Fot. Bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. 59-letni Mariusz M. nie ujawnił cienia skruchy, ale…

Wyszukiwał swoje ofiary bardzo starannie, wykorzystywał ich naiwność, a czasem słabość do alkoholu i nagabywał dotąd, aż zgodzili się zrobić to, co sobie zaplanował. Gdy było już po wszystkim, stawiał flaszkę lub rzucał trochę kasy. Do dziś nie ma żadnych skrupułów. Prokurator zażądał wczoraj dla Mariusza M. 8 lat pozbawienia wolności. Pełnomocnik pokrzywdzonych nie krył, że to za mało.

Przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu zakończył się przewód sądowy w sprawie Mariusza M. oskarżonego o wyłudzanie kredytów przy pomocy osób trzecich. Według aktu oskarżenia mężczyzna skłonił do zaciągnięcia kredytów i przekazania pieniędzy cztery osoby na około 230 tysięcy złotych. W trakcie rozprawy, okazało się jednak, że osób, które także brały na niego kredyty było dwa razy więcej.

Znaliśmy się 30 lat, a teraz nie mam za co żyć

Mechanizm działania 59-latka. był taki sam, a jego ofiarą padły osoby, które mu ufały, byli to jego bliscy i dalsi koledzy. Świadek, który złożył we wtorek zeznania przyznał, że znał się z oskarżonym 30 lat. Razem pracowali, przesiadywali w tej samej piwiarni, widywali się niemal codziennie. Mężczyzna miał do Mariusz M. zaufania i nie przyszło mu do głowy, że ten może go oszukać. Dziś jest wrakiem człowieka. Odeszła od niego żona, jest na łasce i niełasce dorosłych córek. Z emerytury, która pozwoliłaby mu żyć skromnie, ale godnie, zostaje mu miesięcznie 326 zł.

– Nie mam za co żyć – przyznał wczoraj świadek. – Jestem załamany i też myślę o samobójstwie tak jak Janek. On mi życie złamał, zmarnował. Nie wiem jak mnie skołował, bo ja bym w życiu takich pożyczek nie zaciągnął. Brałem małe pożyczki na 1000-2000 zł i je zawsze spłacałem. Teraz ZUS mi wyliczył, że mam do oddania ponad 120 tysięcy złotych. Ja nie mam za co żyć. Niech mi sąd coś pomoże, bo ja nie mam jak żyć.

Pożyczka na 299 procent

Świadek, który złożył we wtorek zeznania przyznał, że Mariusz M. zaproponował mu, żeby wziął dla niego pożyczkę i zapewniał, że sam ją spłaci. – Ja się najpierw nie chciałem zgodzić, ale przyjechał jeszcze raz, namawiał mnie, dał mi coś do wypicia, jakiś ten swój wynalazek. On zawsze takie wynalazki miał w samochodzie. I mnie skołował. Zawiózł mnie do banku i ja tam podpisałem dokumenty. Potem wszystkie je zabrał do reklamówki. Ja ich więcej nie widziałem. Chciałem, żeby mi podpisał takie oświadczenie, że będzie spłacał, ale nie chciał. I jeszcze mi mówił: „tylko nie mów nikomu, tylko nie mów nikomu”. I innym pewnie też tak mówił i przez to nikt mnie nie ostrzegł. Ja się dopiero później dowiedziałem, że jego ludzie szukają, że on ludzi naciąga, że Janek się przez niego powiesił i ten drugi, że też nie żyje. Gdybym ja to wcześniej wiedział to bym się nigdy nie dał naciągnąć.

Jak ujawnił prokurator, wysokość oprocentowania jednej z zaciągniętych przez świadka pożyczek na rzecz oskarżonego była oprocentowana na 299 proc. Świadek nie miał o tym pojęcia, w ogóle nie wiedział na jakich zasadach bierze pożyczki.

Działał jak oszust, nie ma skrupułów

W ostatnim słowie, prokurator zażądał dla oskarżonego 8 lat pozbawienia wolności, 5 tys. zł grzywny i zasądzenie obowiązku szkody w wysokości zaciągniętych kredytów, czyli około 230 tysięcy złotych. Oskarżony miałby także ponieść koszty procesu. Prokurator mówił o tym, że Mariusz M. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, nie wyrównał szkód, nie przeprosił pokrzywdzonych.

– Działał jak oszust i od początku działał z takim zamiarem, aby ludzi oszukać. Gdyby był uczciwy spisywałby z nimi oświadczenia, ustalał harmonogram spłat. A on wykorzystywał naiwność ludzką, zacierał ślady, zabierał dokumenty. Działał w sposób ciągły. W wyniku działań oskarżonego Jan W. załamał się i odebrał sobie życie. Jego przedśmiertne nagranie to głos przypominający jego krzywdę i cierpienie – mówił prokurator Marek Grela. – Dziś też słyszeliśmy o krzywdzie jakiej doznał świadek. Jego życie także załamało się w wyniku działań oskarżonego.

Odpowiada za oszustwa, ale ma na sumieniu ludzkie życie

Adwokat Tomasz Kokowski, pełnomocnik rodziców mężczyzny, który zmarł na zawał serca, a którego Mariusz M. miał naciągnąć na wzięcie 115 tysięcy złotych kredytów przyznał, że kara 8 lat pozbawienia wolności za czyny, których się Mariusz M. dopuścił jest zbyt mała.

– Oskarżony odpowiada za oszustwa, ale faktycznie powinien odpowiadać także za doprowadzenie do śmierci jednej, a może nawet dwóch osób. Za morze wylanych przez ich bliskich łez i za dramat tych, którzy teraz zostali z kredytami zaciągniętymi dla niego. Dobrze, że na sali sądowej są dziś media, bo ten proces powinien być przestrogą dla naiwnych, którzy dają się oszukać takim oszustom jak oskarżony i dla takich, którzy liczą na łatwe wzbogacenie się kosztem innych – mówił mec. Tomasz Kokowski.

Obrońca oskarżonego przyznała, że świadkowie nie byli w stanie wykazać dokładnych kwot, jakie zaciągali, nie potrafili powiedzieć kiedy to robili, jakie było oprocentowanie, przez co trudno wskazać nawet zakres sprawstwa oskarżonego. Pani adwokat zawnioskowała o uniewinnienie swojego klienta. On sam także w ostatnim słowie poprosił o uniewinnienie. Ogłoszenie wyroku, sąd zaplanował na 21 maja br.

mrok

2 Responses to "Pogrążają go dowody zza grobu"

Leave a Reply

Your email address will not be published.