
II LIGA. APKLAN RESOVIA – ROZWÓJ KATOWICE. „Pasiaki” na 10 miejscu. – Przed sezonem taki wynik wzięlibyśmy w ciemno – mówił trener gospodarzy.
– To był dobry sezon. Oczywiście mógłby być lepszy, ale przyszłość rysuje się w jasnych barwach – stwierdził Szymon Grabowski, szkoleniowiec Apklan Resovii, któremu porażka z Rozwojem nie popsuła samopoczucia.
APKLAN RESOVIA 1
ROZWÓJ 3
(1-1)
0-1 Baranowicz (19. – karny), 1-1 Feret (32.), 1-2 Chmarek (62.), 1-3 Gancarczyk (90.)
RESOVIA: Banek – Geniec, Zalepa, Makowski (71. Kmiotek), Kantor (47. Adamski), Feret, Świechowski (84. Obłoza), Domoń, Hajduk, Antonik, Twardowski
ROZWÓJ: Szczuka – Olszewski, Gancarczyk, Gałecki, Kowalski, Andrzejczak (58. Chmarek), Lazar, Baranowicz, Paszek (77. Kaletka), Gembicki, Kamiński (68. Woźniak).
Sędziował: Marcin Szrek (Kielce). Żółte kartki: Kantor, Domoń – Kowalski, Gancarczyk. Widzów: 400.
Myliłby się ten, kto sądził, iż pojedynek spokojnej o byt Apklan Resovii ze zdegradowanym wcześniej Rozwojem był tylko o pietruszkę (choć odkąd cena pospolitego warzywa wystrzeliła w górę, niniejsze sformułowanie powinno zostać przewartościowane…). Dla katowiczan gra szła o przyszłość. – Trzeba teraz jak najlepiej poukładać wszystkie klocki, by w najbliższym czasie móc przeżywać lepsze chwile – tłumaczył Tomasz Wróbel, trener gości. Rozwój pozostawał i będzie pozostawać w cieniu GKS-u, lecz to klub mający ważne miejsce na mapie Górnego Śląska. Jego wychowankami są Arkadiusz Milik i Tomasz Zdebel, grał tu kiedyś Mariusz Śrutwa, a trenerem był legendarny bramkarz z Lwowa Spirydion Albański, związany również z Resovią.
Rozwój korzystał w tym sezonie gremialnie z młodych zawodników, wygrał klasyfikację Pro Junior System, ale z powodu degradacji ominęła go finansowa premia od PZPN. O pieniądze z centrali do samego końca walczyła natomiast Apklan Resovia, stąd obecność w składzie aż 6 młodzieżowców. Rzeszowianie z tytułu PJS otrzymają 700 tysięcy zł (gdyby Siarka nie spadła, byłoby 200 tysięcy mniej), a to już – plus minus – jedna trzecia klubowego budżetu.
Rozwój nie jest rywalem, który przyciąga kibiców na trybuny, ale dla gospodarzy kwestia frekwencji była kluczowa. Do wizyty na Stadionie Miejskim zachęcali w specjalnie nakręconym filmie trenerzy i piłkarze, ponieważ wpływy z biletów miały zasilić konto akcji „#Czas wracać do domu”. Apel cudów nie zdziałał, trybuny się nie zapełniły, ale i tak wiele wskazuje, iż w następnym sezonie „pasiaki” będą rozgrywać mecze na swoim stadionie przy ul. Wyspiańskiego. Udało się już bowiem zebrać blisko 62 tysiące zł z potrzebnych na ten cel ok. 200 tysięcy zł.
Niedzielny mecz był sprawdzianem dla piłkarzy znajdujących się u progu kariery. Obaj trenerzy postawili solidarnie na sześciu młodzieżowców i to oni trafiali do siatki. Jako pierwszy uczynił to z karnego pomocnik Rozwoju (dyskusyjny faul Sebastiana Zalepy), wyrównał piękną „główką” Szymon Feret, a kapitalnym podaniem popisał się Mateusz Świechowski. Druga połowa toczyła się w strugach ulewnego deszczu, a do trudnych warunków lepiej zaadaptowali się goście. W 62 minucie przeprowadzili składną akcję zakończoną efektownym golem Mateusza Chmarka, który na boisku pojawił się raptem 240 sekund wcześniej. Kwadrans przed końcem rzeszowianie mieli wymarzoną okazję na wyrównanie, lecz Konrad Domoń przegrał pojedynek z bramkarzem. Wisienką na torcie była bramka z rzutu wolnego Seweryna Gancarczyka, wychowanka Podkarpacia Pustynia. Po jego przymiarce piłka ugrzęzła w „okienku”. – To zwycięstwo na otarcie łez. Niełatwo być dziś pracownikiem Rozwoju. Musimy zadbać jednak o naszą utalentowaną młodzież – spuentował Tomasz Wróbel, załamując ręce nad kondycją śląskiego futbolu. – Nie tylko my spadliśmy. Taki sam los spotkał „Gieksę”, Ruch i ROW Rybnik – wyliczał.
Tomasz Szeliga
[ngg src=”galleries” ids=”789″ display=”basic_thumbnail”]


