
RZESZÓW. W stolicy Podkarpacia dla absolwentów gimnazjów i szkół podstawowych przygotowano łącznie prawie 7 tysięcy miejsc.
W ubiegłym tygodniu ruszyła rekrutacja do szkół średnich. O miejsca w liceach, technikach, a także szkołach branżowych starają się absolwenci szkół podstawowych oraz gimnazjów – dwa razy więcej osób niż przed rokiem. Teoretycznie każda szkoła powinna więc otworzyć dwukrotnie więcej klas, jednak nie wszędzie jest to możliwe, nawet jeśli nauka będzie się odbywać w różnych budynkach. Dostanie się do najlepszych szkół w mieście może być więc nie lada wyzwaniem dla młodzieży.
W Rzeszowie będzie 3600 absolwentów szkół podstawowych i gimnazjalnych. – W obu przypadkach ta liczba jest zbliżona. Więc mamy 1800 po podstawówce i 1800 – po gimnazjum – informuje Zbigniew Bury, dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta w Rzeszowie. – Od jakiegoś czasu obserwujemy nabór i wiemy, że pierwsze klasy szkół – do tej pory ponadgimnazjalnych – liczą 3600 uczniów. Zestawiając to z liczbą absolwentów, mamy proste przeliczenie, że 50 a nawet 60 proc. stanowią osoby, które rekrutują się spoza miasta. W związku z tym przygotowaliśmy prawie 7 tysięcy miejsc – mówi.
Diabeł tkwi w szczegółach. Dotąd młodzież najchętniej wybierała licea bądź technika, w zdecydowanej mniejszości szkoły branżowe. – Przygotowaliśmy niespełna 3000 miejsc w liceach, prawie 2700 w technikach i prawie 1500 w szkołach branżowych – zachowując proporcję, jaka wynikała z naszego doświadczenia – zaznacza dyr. Bury. Czy mimo tych wyliczeń może być ich za mało? – My miejsca oferujemy, natomiast może się zdarzyć sytuacja, że uczeń, który zadeklarował naukę w jakiejś szkole, ze względu na niższą liczbę punków, po prostu się do niej nie dostanie – tłumaczy dyrektor rzeszowskiego wydziału edukacji. Może się też okazać, że ta oferta nie jest dla niego, bo on nie chce z niej skorzystać. Co ważne, jeżeli ktoś nie dostanie się do placówki, którą wskazał w aplikacji, w naborze uzupełniającym będzie mógł aplikować tam, gdzie znajdą się jeszcze wolne miejsca.
W najlepszych szkołach tylko najlepsi
Najtrudniej będzie jednak dostać się do najlepszych i dotąd najchętniej wybieranych placówek. Zespół Szkół Elektronicznych w Rzeszowie przygotował tyle samo miejsc, co w ubiegłym roku. – Niestety nie udało się zorganizować więcej. Pracujemy od godz. 7.10 do godz. 19.10 i nie zmieści ani jeden oddział więcej. Musimy mieć odpowiednio wyposażone pracownie i nie możemy gdziekolwiek prowadzić lekcji – tłumaczy dyrektor szkoły, Jerzy Dudzic. – Postanowiliśmy, że do 4 oddziałów będziemy przyjmować absolwentów po gimnazjum i 4 po szkole podstawowej. Dostaną się tylko, ci którzy będą mieć największą liczbę punktów – dodaje.
Podobnie jest w jednym z najchętniej wybieranym LO nr II w Rzeszowie. – Do tej pory dyrektor Andrzej Szymanek przyjmował 340 osób do klasy pierwszej, to oznaczało, że robił 10 oddziałów. W tym roku zrobi co prawda 12 oddziałów, ale dla gimnazjalistów 6 i dla ósmoklasistów 6. Sumarycznie mogłoby się wydawać, że miejsc jest więcej, ale tak naprawdę jest ich mniej o 4 oddziały – tłumaczy dyr. Zbigniew Bury. Z kolei w LO Nr IX do tej pory było gimnazjum i można pokusić się o stworzenie więcej oddziałów. Podobnie jest w LO nr 3.
W dwóch wypadkach zaproponowano, aby na okres przejściowy szkoły realizowały naukę w dwóch różnych budynkach. Dotyczy to IV i I LO. – U nas będzie 8 klas po szkole podstawowej i 8 po gimnazjum, zamiast 10 jak dotąd. To daje 270 miejsc do jednego i drugiego typu – informuje Danuta Stępień, dyrektor IV LO w Rzeszowie. Plan jest taki, żeby uczniowie mieli zajęcia w budynku Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 8. – Przejście ode mnie od strony hali do bocznego wejścia do 2 minuty. Nie wiem, czy będę miała do dyspozycji pracownię informatyczna, a nie wyobrażam sobie prowadzenia lekcji bez takiej pracowni. Trzeba będzie też doposażyć szkołę, żeby korzystać z e-dziennika. Mam nadzieję, że to się poukłada – przyznaje dyrektor. Po pierwszym tygodniu rejestracji chętnych do szkoły jest już sporo. – Boję się, że tych miejsc będzie mało, bo powinnam utworzyć 20 oddziałów. Szkoda mi dzieci, których nie będzie na wywieszonych listach, bo zabraknie im niewiele punktów – zaznacza dyrektorka.
W I Liceum Ogólnokształcącym uda się otworzyć dwa razy więcej klas niż rok temu. – Wyszliśmy naprzeciw oczekiwaniom uczniów. Na ten moment przyjmujemy 6 klas po gimnazjum i 6 po szkole podstawowej. Przy czym limit miejsc w klasie wynosi 31, a nie jak do tej pory 34 – informuje Piotr Wanat, dyrektor I LO. Część zajęć będzie się odbywać w Szkole Podstawowej nr 31 przy ul. Pułaskiego, a tam w salach zmieści się mniej uczniów. Założenie jest też takie, że uczniowie nie będą biegać między szkołami. Absolwenci obu typów placówek dwa razy w tygodniu mają rozpoczynać i kończyć dzień w budynku na Pułaskiego. – W te dwa dni koncentrujemy większość przedmiotów, które nie wymagają zajęć laboratoryjnych. Korzystamy tam z 7 sal, co spowoduje, że lekcje będą się kończyły o 14 czy 15 a nie później, jak w szkołach przepełnionych – podkreśla dyr. Wanat.
We wtorek Rada Miasta pochyli się nad uchwałą, na mocy której obie szkoły będą mogły prowadzić zajęcia w innych budynkach.
Wioletta Kruk


