Dlaczego zalało Kolbuszową?

Karol Wesołowski, przewodniczący Zarządu Osiedla nr 2, uważa, że podtopienia były nie tyle efektem deszczów, co ingerencji człowieka w środowisko naturalne. Fot. Paweł Galek

KOLBUSZOWA. Powódź była efektem tylko i wyłącznie opadów deszczu, czy może również ingerencji człowieka w środowisko naturalne?

Po powodzi w Kolbuszowej, o której w ub. tygodniu usłyszała cała Polska, na szczęście pozostały już tylko wspomnienia. Pracę natomiast rozpoczęły komisje, których zadaniem jest oszacowanie strat, które wyrządziła woda. Jeden zespół ocenia zniszczenia w infrastrukturze publicznej, drugi zajmuje się mieniem prywatnym. Wiadomo już, że najbardziej ucierpiały Kolbuszowa Górna, Kolbuszowa Dolna oraz część miasta. 

Woda zalała posesje, pola uprawne, budynki mieszkalne i gospodarcze. Podtopiło też piwnice bloków przy ul. Jana Pawła II i Partyzantów.  Ucierpiały drogi. Np. obok skansenu razem z wodą „popłynął” cały chodnik. Zniszczone została też elementy melioracji i sieć wodno-kanalizacyjna. Karol Wesołowski, przewodniczący Zarządu Osiedla nr 2, uważa, że podtopienia były nie tyle efektem aury, co ingerencji człowieka w środowisko naturalne.

Ingerencja człowieka w rzekę

– W wielu przypadkach zalane posesje były efektem wadliwej konstrukcji kanalizacji deszczowej bądź np. zakostkowania odpływów wody np. przez sąsiada – twierdzi Karol Wesołowski. – Każda ingerencja człowieka w przyrodę powoduje jakieś konsekwencje. Może to truizm, ale tak właśnie było w przypadku Kolbuszowej.  Inna sprawa, że warunki pogodowe sprzyjały tej sytuacji. Po prostu ziemia nie przyjęła tak dużej ilości wody.

– Większość mieszkańców, z którymi rozmawiałem, uważa też, że podtopienia były efektem zabudowania i zakostkowania terenów zalewowych – zaznacza szef osiedla nr 2.

Z taką tezą nie zgadza się Krzysztof Matejek, sekretarz Urzędu Miejskiego: – Powodem podtopień Kolbuszowej były opady deszczu. Tylko i wyłącznie – przekonuje. – Było tego naprawdę bardzo dużo. W zasadzie cała południowa Polska była w stanie pogotowia powodziowego, więc nie jesteśmy wyjątkowi. Gdyby Nil nie był uregulowany, podtopienia z pewnością byłyby duże większe.  Jest dużo szybszy spływ tej rzeki niż kiedyś – podkreśla. – Woda z terenu naszego miasta płynie na rozlewiska w Zarębkach i dalej.

Spuszczano wodę ze stawów?

Nasi Czytelnicy sugerują, że spory udział w podtopieniach Kolbuszowej mogło mieć też spuszczenie wody do Nilu ze stawów hodowlanych. Miało tak się stać po to, aby ochronić zabytkową zabudowę skansenu. – To nieprawda – zapewnia sekretarz. – Po przekroczeniu pewnych poziomów w stawach woda sama przelewa się przez te śluzy i nikt nie jest w stanie tego kontrolować. To nie jest tego typu zbiornik, gdzie jest tama, która, w zależności od tego jaki jest poziom wody, jest opuszczana lub nie. To są zwykłe stawy rybackie.

Paweł Galek

Leave a Reply

Your email address will not be published.