Zmiany są nieuniknione

Fot. Wit Hadło

Rozmowa z JANUSZEM NIEDŹWIEDZIEM, trenerem Stali Rzeszów

Szkoleniowca biało-niebieskich „złapaliśmy” na zasłużonych wakacjach. – Takie jest życie trenera. Jestem na urlopie, ale wieczorami z pewnością bez pracy się nie obejdzie – uśmiechał się opiekun już II-ligowej Stali, która w klubowym zaciszu buduje skład na ruszający pod koniec lipca sezon.

– Awans ze Stalą Rzeszów to pana największy sukces w dotychczasowej karierze trenerskiej?
– Na pewno jest to niezapomniana chwila, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę okoliczności. Mam tu na myśli przede wszystkim tę potężną, niespotykaną wręcz rewolucję kadrową. I fakt, że tak przebudowany zespół już w pierwszym roku osiągnął sukces, na pewno jest dużym osiągnięciem. Oczywiście – puchary „idą” do gabloty, ale dla mnie jako szkoleniowca szczególnie istotne jest to, że ciężką pracą wycisnęliśmy razem z tymi zawodnikami bardzo dużo. Podobnie było zresztą w poprzednich klubach, m.in. Podhalu Nowy Targ czy Jarocie Jarocin, dlatego nie będę umniejszał wynikom, które osiągałem z tymi zespołami.

– W którym momencie sezonu zdał pan sobie sprawę, że już nic Was nie zatrzyma?
– Wszyscy wierzyliśmy cały czas, jednak – paradoksalnie – to po remisie w Sandomierzu, wobec porażki Podhala w Lublinie, byliśmy pewni, że tego dokonamy. Mogliśmy w tym meczu jeszcze bardziej zaryzykować, tym bardziej że w międzyczasie zmarnowaliśmy pewnie z 15. sytuacji. Postanowiliśmy jednak za bardzo nie kusić losu.

– Mocno zmieni się drużyna personalnie w II lidze?
– Najważniejsza informacja jest taka, że mamy już poukładany zespół, a rok temu startowaliśmy niemal od zera. Drużyna jest uporządkowana, więc znajdujemy się w kompletnie innej sytuacji, choć oczywiście pewne zmiany są nieuniknione. I nie wynikają one tylko z naszych ambicji, bo doszłoby do nich nawet, gdyby nie udało się awansować. W tej sytuacji zapewne rozmawialibyśmy z trochę innymi zawodnikami, gdyż wielu piłkarzy zwyczajnie nie jest zainteresowanych grą na poziomie III ligi. Ilu nowych graczy zakontraktujemy? Nie wiem. Myślę, że wiele wyjaśni się w najbliższym tygodniu.

– Kiedy wracacie do treningów?
– Spotykamy się we wtorek, 25 czerwca, i już na początku przygotowań wyjeżdżamy na 6-dniowe zgrupowanie do Sanoka. Oczywiście, jako trener chciałbym mieć już skompletowaną kadrę na pierwszych zajęciach, dlatego – mimo urlopów – intensywnie nad tym pracujemy.

– Podobnie jak w poprzednim sezonie, i tym razem celem numer jeden będzie awans?
– Myślę, że już dziś pasowałoby znów przekłuć balonik, tak jak przed rokiem na konferencji zrobił to dyrektor Michał Wlaźlik. Lubię rozmawiać o celach krótkoterminowych, a tym jest na razie wzmocnienie tego zespołu. Okres przygotowawczy będzie ultrakrótki, dlatego najpierw musimy skupić się na codziennej, przemyślanej pracy, która ma dać efekty w meczach o punkty. Pewnie dopiero w połowie rundy jesiennej będziemy mogli powiedzieć o tym, w jakim miejscu się znajdujemy i w co mierzymy. Proszę nie zapominać: jesteśmy beniaminkiem! Musimy się nauczyć tej ligi, a występują w niej uznane marki. Owszem, chcemy odegrać znaczącą rolę, natomiast nie ma co zbyt dużo gadać, tylko skupić się na swoich obowiązkach.

– Wyjątkowo ceni sobie pan etos pracy. Ten wakacyjny wyjazd też będzie nią wypełniony?
– Takie jest życie trenera. Jestem na urlopie, ale wieczorami z pewnością bez pracy się nie obejdzie. Maksymalnie na palcach dwóch rąk mogę policzyć dni w roku, kiedy mogę się totalnie zresetować i uwolnić głowę od piłki nożnej. To zresztą wyjątkowo potrzebne, żeby swoje myślenie i pomysły przenieść na wyższy poziom. Mam nadzieję, że podczas tego urlopu uda mi się kilka takich dni spędzić (śmiech).

Rozmawiał TOMASZ CZARNOTA

Leave a Reply

Your email address will not be published.