Grażynka, jesteśmy z Tobą. Partyjni figuranci nie zastraszą dziennikarzy

Żałuję, że nie byłam w środę przed siedzibą Radia Rzeszów i nie mogłam się solidaryzować z innymi dziennikarzami. A „Tylko solidarność może pomóc nam obronić wolność słowa i niezależność” napisali rzeszowscy dziennikarze w petycji sprzeciwu wobec dyscyplinarnego zwolnienia  dziennikarki Radia Rzeszów Grażyny Bochenek, tuż po proteście #MuremZaGrażyną zorganizowanym w ubiegłą środę, pod siedzibą Radia Rzeszów. Ubolewam tym bardziej, że Grażyna Bochenek była dla mnie wzorem, nie tylko jako koleżanka „po fachu”, ale jako Człowiek. Dobry, życzliwy, szczery, prostolinijny, zaangażowany. Szczerze też cieszyłam się z każdej jej nagrody czy wyróżnienia, a tych było mnóstwo i nie sposób je tu wymieniać. Bo Grażyna Bochenek była dziennikarką z krwi i kości. Nie bała się tematów trudnych, niewygodnych, kontrowersyjnych. Przedstawiała je w sposób profesjonalny i obiektywny, bo takie jest zadanie dziennikarza wolnych mediów. Niestety. Nie zostało to docenione  przez jej szefa, Przemysława Tejkowskiego, który kierowany tylko partyjnym „prikazem”, jak za czasów słusznie minionych, uznał ją za „persona non grata”  i ukarał za coś, za co powinien nagrodzić, czyli puszczenie opinii Słuchacza w audycji „na żywo” z 8 września. Słuchacza, który jest, a przynajmniej powinien być osobą, o którą publiczny nadawca powinien jak najbardziej zabiegać. Nie ważne, że akurat ten nie pochwalał  rządzącej władzy.  Czy zresztą naprawdę obraził prezydenta mówiąc, że „Prezydent powinien być mężem stanu, posiadać własną wolę i własne inicjatywy. W tym momencie mamy figuranta”? Można byłoby poddać to pod dyskusję, np. w następnej audycji. Ale nie. Dyrektor Radia Rzeszów jest czujny, i nie pozwoli by pod jego egidą doszło do obrazy władzy. Odsunął więc dziennikarkę od prowadzenia magazynów informacyjnych na żywo, kilka dni później nałożył karę nagany i odmówił zgody na prowadzenie wykładów dla studentów dziennikarstwa, by zaraz potem złożyć do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa znieważenia prezydenta (na szczęście prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa). Potem, były już same zakazy. „Niby mogłam chodzić do pracy, ale nic nie mogłam, to było upokarzające” – mówiła Grażynka.  Dlatego, 10 czerwca przeciwko Polskiemu Radiu Rzeszów złożyła do sądu pozew o „dyskryminację, mobbing i naruszenie dóbr osobistych”. Odzew?  Zwolnienie dyscyplinarne. Już 14 czerwca. Stąd mobilizacja dziennikarskiej braci. I słusznie. Na szczęście oprócz dziennikarzy Grażyna Bochenek ma wsparcie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Według której nagana, jakiej Tejkowski udzielił Bochenek “jest nie do pogodzenia ze standardami ustanowionymi w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka”. „Władze publicznego medium nie mogą prowadzić polityki kadrowej zmierzającej do tego, aby na jego antenie prezentowane było stanowisko pewnej tylko grupy politycznej lub społecznej”. „Ponadto, obowiązkiem władz mediów publicznych jest zagwarantowanie dziennikarzom możliwości wykonywania pracy bez nacisków; władze te powinny powstrzymać się od niepotrzebnej ingerencji w przekazywane treści” – czytam w komunikacie Fundacji.  W swoim orzecznictwie ETPC wielokrotnie podkreślał też, że brak proporcjonalności kary w odniesieniu do materiałów dziennikarskich, ze względu na efekt mrożący, jaki sankcja taka mogłaby wywołać – może powstrzymywać media od podejmowania tematów kontrowersyjnych lub nieprzychylnych i nieakceptowanych przez władzę. Podpisuję się pod tym obiema rękami. Ja też uważam, że przekaz nomen omen publicznego radia nie powinien polegać na wybiórczej selekcji treści. Nie ma zgody i nie powinno być, na takie ograniczenia. Wolność słowa powinna być fundamentem demokratycznego państwa. Nie w tym Państwie?  Wybór nadal leży w Państwa rękach. Dosłownie.

Redaktor Anna Moraniec

One Response to "Grażynka, jesteśmy z Tobą. Partyjni figuranci nie zastraszą dziennikarzy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.