
GMINA SANOK. Tysiąc złotych nagrody oferują właściciele kotki, którą martwą znaleziono w studni, za wskazanie osoby, która mogła ją zabić.
Do zdarzenia doszło w podsanockich Kostarowcach. – Mimi trafiła do nas od koleżanki syna. Pamiętam dzień, w którym po nią pojechaliśmy. Leżała z kilkunastoma kotami na stole w ogrodzie. Wszystkie były czarne, tylko ona i jeszcze jeden kotek były czarno-białe. Oba miały już imiona – Dżejdżej i Mimi – tak nazwała je właścicielka. Zdecydowaliśmy się na Mimi – opowiada Ewa Kawałko, właścicielka kotki.
Rodzina szybko zżyła się ze zwierzakiem. – Stała się kolejnym członkiem rodziny i ulubienicą domowników. Wnosiła wiele radości w nasze życie – wspomina właścicielka kotki.
Jak każdy kot Mimi lubiła chadzać własnymi ścieżkami. Wieczory spędzała więc poza domem. – Tak było od wiosny, kiedy noce były już na tyle ciepłe, że mogła spędzać je na zewnątrz. Zawsze wracała rano około siódmej i miauczeniem dawała nam znać, aby wpuścić ją do domu – opowiada właścicielka.
Aż do 28 maja, kiedy Mimi nie wróciła z nocnego spaceru. – Na zewnątrz wypuściliśmy ją około 22, ale rano nie przywitała nas już swoim miauczeniem – relacjonuje nasza rozmówczyni.
Przywiązani do kotki właściciele rozpoczęli poszukiwania. – Ponad dwa tygodnie szukaliśmy Mimi w naszej miejscowości, przeczesaliśmy pola, część lasów, sprawdziliśmy rowy i posesje. Pytaliśmy mieszkańców wioski, czy nie widzieli naszej kotki, ale wszystko bez skutku – relacjonuje pani Ewa.
Wydrukowali kilkadziesiąt plakatów ze zdjęciem kotki i prośbą o wskazanie miejsca, gdzie może przebywać. Kiedy i to nie przyniosło rezultatu, o pomoc zaapelowali na Facebook’u. Za wskazanie informacji o miejscu jej pobytu oferowali 400 złotych. – Ludzie dzwonili i informowali nas, że Mimi widziana była w różnych miejscach w Sanoku. Codziennie przez trzy kolejne tygodnie przyjeżdżaliśmy więc do Sanoka i szukaliśmy kotki we wskazanych miejscach. Rozstawialiśmy żywołapkę (klatkę służącą do odłowu zwierząt przyp. red.) i transportowaliśmy ją w miejsca wskazane przez mieszkańców. Na poszukiwaniach spędzaliśmy dziennie wiele godzin, czasem aż do północy – opowiada Ewa Kawałko.
Mimo wielu telefonów od osób, które widziały podobną kotkę wałęsającą się po Sanoku i okolicach, poszukiwania nie dawały rezultatu. Aż do 2 lipca, kiedy zwierzę zostało znalezione w studni na terenie Kostarowiec. – To był dla nas szok… – przyznaje właścicielka kotki.
Pani Ewa nie wierzy, że Mimi zginęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku. – Kot, który wpada do studni, miauczy, próbuje się z niej wydostać. Mimi miała nienaruszone opuszki i pazurki, co świadczy o tym, że nie próbowała się ratować. Być może została więc przez kogoś ogłuszona i wrzucona do studni. Druga sprawa to wybroczyny krwi na pyszczku, skąd się wzięły skoro kotka się utopiła? – pyta.
Jeszcze tego samego dnia miejscowy weterynarz przeprowadził sekcję zwłok kotki. Jak informuje właścicielka, badanie wykluczyło potrącenie kota samochodem lub innym pojazdem oraz pobicie. Rentgen nie wykazał żadnych złamań. Weterynarz wstępnie wykluczył też otrucie.
Wyjaśnieniem okoliczności zdarzenia zajmuje się sanocka policja. – 2. lipca zostało wszczęte postępowanie w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa z artykułu 35. Ustawy o ochronie praw zwierząt, który dotyczy znęcania się nad zwierzętami – informuje Anna Oleniacz, rzecznik policji w Sanoku.
– Funkcjonariusze dokonali oględzin miejsca zdarzenia, zabezpieczyli ślady i wykonali dokumentację fotograficzną. Trwa ustalanie świadków, którzy zostaną przesłuchani. Kluczową rolę w tej sprawie będzie miał wynik sekcji zwłok i opinia specjalisty w tej dziedzinie, który jest w stanie wykazać, czy w zdarzeniu było działanie osób trzecich, czy też nie – dodaje Anna Oleniacz. Wyniki drugiej sekcji zwłok, która odbyła się w Krośnie będą znane w przyszłym tygodniu. Czyn zagrożony jest karą do trzech lat pozbawienia wolności.
Właściciele Mimi sprawcy szukają też na własną rękę. Za informację mogącą do niego doprowadzić oferują tysiąc złotych. – Wszystkim zgłaszającym gwarantujemy anonimowość. Chcemy przy okazji zaapelować do właścicieli czworonogów, aby zwracali większą uwagę na swoich pupili. Nikomu nie życzymy, aby musieli przechodzić przez to co my… – kończy pani Ewa.
Martyna Sokołowska




9 Responses to "Martwa kotka w studni. Nagroda za wskazanie sprawcy"