„Mam żal do rządu, który pozbawił mnie emerytury”

– Nie pozwolę, żeby tych, którzy poświęcili życie służbie ojczyźnie zrównywać z oprawcami PRL-owskim. Stawia się nas na jednym poziomie z zabójcami ks. Jerzego Popiełuszki. Nie ma we mnie zgody – mówiąc retoryką rządu PiS – na takie działanie! – mówi Bogusław Trzpit, były policjant. Fot. Paweł Dubiel

Ustawa dezubekizacyjna pozbawiła prawie 39 tysięcy byłych funkcjonariuszy emerytur i rent. To nie byli esbecy, tylko uczciwi policjanci. Wśród nich jest Bogusław Trzpit.

Poświecił życie dla dobra ojczyzny. Przepracował 25 lat, z czego 20 służył policji. W 2016 r. były funkcjonariusz, Bogusław Trzpit został jedną z ofiar represyjnej ustawy dekomunizacyjnej i stracił połowę emerytury. Wszystko przez kilkanaście miesięcy spędzonych w… wydziale paszportów. Jego dotychczasowe życie legło w gruzach. Żeby utrzymać rodzinę, musi pracować fizycznie. Postanowił jednak walczyć o przywrócenie emerytury, ale też  godności. Kiedy prawna ścieżka okazała się ograniczona, publicznie protestował i zwrócił się do mediów. 2 lipca Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie orzekł, że świadczenie zostało mu niesłusznie odebrane.

– Początek całej historii zaczyna się w 1987 r., kiedy dostałem powołanie do wojska. Można było odrobić służbę w zastępczych jednostkach. Zdecydowałem się na oddziały milicyjne. Po roku pojawiła się informacja, że w Wydziale Paszportów potrzebowano do pomocy pracowników. Następowała już odwilż polityczna, ludziom łatwiej było uzyskać paszporty, więc było dużo pracy. Do zakończenia służby wojskowej pracowałem jako pracownik pomocniczy. Do moich zadań należała praca w archiwum, układanie teczek, opisywanie ich, czy wpinanie do teczek nowo przyjętych wniosków, które później były wysyłane do jednostek realizujących wydawanie paszportów – opowiada Bogusław Trzpit, były policjant. Gdy zakończył służbę, pojawiła się szansa na etat mundurowego. – Kiedy przyjmowałem się do milicji, nie miałem nawet świadomości, że wydziały paszportowe były podległe pod służbę bezpieczeństwa – przekonuje. Pracując już jako zawodowy funkcjonariusz wykonywał te same czynności, co wcześniej – do czasu kiedy rozwiązano wydział.

Przekładanie teczek służbą państwu totalitarnemu

– IPN w Rzeszowie zarzuca mi, że w okresie od 1 maja 1989 r. do 31 lipca 1990 r. pełniłem służbę na rzecz państwa totalitarnego. Nie zgadzam się z tym! Nigdy nikomu nie wyrządziłem krzywdy, wręcz przeciwnie, moja praca polegała na pomocy – zapewnia emerytowany policjant. -Nie byłem osobą, która miała możliwości decyzyjne, komu przyznać paszport. IPN tego nie weryfikuje, bo ustawa nie przewiduje, żeby zajmował się rozpatrywaniem indywidualnych wniosków.

Gdy wydziały paszportowe przeszły pod urzędy wojewódzkie, Bogusław Trzpit musiał znaleźć sobie nowe miejsce pracy. – Mogłem przejść do UOP i policji. Chciałem kontynuować służbę i zostałem policjantem. Trudno mi powiedzieć czy wobec mojej osoby była przeprowadzona weryfikacja, ale jeśli mój raport o przyjęcie do policji został uwzględniony, To oznacza, że nie było żadnych przeciwwskazań do przyjęcia mnie – zauważa.

W Policji służył od 1990 r. do 2010 r. Pracował w Wydziale Ruchu Drogowego kompanii patrolowo-interwencyjnej, następnie Wydziale Konwojowym. Miał styczność z poważnymi przestępcami. Stres i inne czynniki spowodowały, że zdecydował się odejść. Ze względów zdrowotnych w 2007 r. przeszedł na emeryturę.

Represyjna ustawa

1 października 2017 r. weszła w życie ustawa dezuzbekizacyjna, przez samych zainteresowanych nazywana haniebną. – Do końca nie wierzyłem, że uda się to przeprowadzić. Potem przewidywałem, że mnie też dotknie – wyznaje. I tłumaczy: – Już w 2010 r. 2 miesiącach bycia emerytem objęła mnie ustawa z 2009 r. Tyle że ona była bardziej racjonalna, bo nie odbierała praw nabytych. Zmniejszono wtedy wskaźnik naliczania emerytury za okres służby przed 90 r. z 2,6 do 0,7 proc.  Kiedy przechodziłem na emeryturę, otrzymywałem 2800 zł netto. Straciłem 120 zł.

Zdaniem wielu funkcjonariuszy ustawa z grudnia 2016 r. jest wręcz represyjna. – To ugodziło w mój honor i godność jako człowieka oraz policjanta. Nie godzę się na to, żeby mi odbierano prawa nabyte. Prawo nie działa przecież wstecz. Podwójnego karania też nie ma – argumentuje były policjant. -Emerytura to nie jest przywilejem. Uzyskałem ją za 20 lat spędzonych w policji.

Policjanta pozbawiono jednak niemal połowy dochodów. – Moje życie legło w gruzach. Budżet, który miałem zapewniał mi dobre życie. Od 1 października dostałem emeryturę obniżoną o 1350 zł. Obecnie, już po waloryzacji, wynosi ona 1820 zł. Nie stać mnie na utrzymanie rodziny. Tym bardziej, że w 2015 r., kiedy w ogóle nie przyszło mi do głowy, że coś takiego może się wydarzyć, wziąłem w banku kredyt na dosyć wysoką kwotę. Miesięczna rata wynosi 900 zł, co stanowi połowę mojej emerytury. Na utrzymanie żony, dziecka, opłacenie mieszkania i innych mediów zostaje mi 800 zł. To jest tragedia! – mówi rozgoryczony. Aby przeżyć, został zmuszony podjąć pracę. – Pracuję fizycznie. Jestem wdzięczny pracodawcy, ale mam 52 lata. Być może to średni wiek, jednak jest ciężko. Byłem policjantem, osobą, która reprezentowała kraj, a teraz musiałem zejść do najniższego poziomu

Walka do samego końca

– Na początku się bałem, tak jak wielu ludzi, którzy nie potrafili sobie poradzić z całą sytuacją. Wiele osób zmarło lub odebrało sobie życie wskutek tej ustawy – wyznajeBogusław Trzpit. Na szczęście otrzymałem wiele wsparcia od swojej żony i to dzięki niej miałem siłę, by walczyć. Dziękuję jej za to, że zawsze ze mną była – podkreśla. To nie było łatwe, bo ludzie nie zawsze rozumieli, kogo naprawdę objęła ustawa dezubekizacyjna. – Czuję się człowiekiem gorszego sortu poprzez medialna retorykę i ciągłe dzielenie ludzi między sobą. Wiele osób zupełnie nie wie, czego dotyczy problem. W mediach przekazywano prostą informację, że „źli esbecy, którzy zarabiali po 18 tys. w końcu zostali ukarani”. Mam żal do rządzących, bo tak nie powinno wyglądać kierowanie państwem – zaznacza.

Na mocy ustawy dezubekizacyjnej prawie 39 tysięcy byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL ma obniżone emerytury i renty. Odwołanie do ministra, powołując się na art. 8a ustawy dezubekizacyjnej złożyło ponad 4,6 tys. byłych funkcjonariuszy lub członków ich rodzin. Wśród nich był Bogusław Trzpit. – Miałem nadzieje, że zostanie wyłączony. Przedstawiłem wiele dowodów. Po 1,5 roku ministerstwo wydało decyzję w mojej sprawie. Była odmowna – opowiada. Według ustawy, „w szczególnie uzasadnionym przypadku ze względu na krótkotrwałą służbę przed dniem 31 lipca 1990 oraz rzetelne wykonywanie zadań i obowiązków po dniu 12 września 1989 r., w szczególności z narażeniem zdrowia i życia’” emerytura może być przywrócona. – Urzędnicy stwierdzili jednak, że krótkotrwałość służby to pojęcie abstrakcyjne i nie potrafią się do niego odnieść. Jeśli chodzi o drugą przesłankę, powinienem chyba przewidywać, że nastąpi zmiana rządów politycznych, która wprowadzi taką ustawę. Czy to oznacza szukanie okazji do tego, żeby jakiś przestępca mnie postrzelił albo pozbawił życia? To paranoja!- nie ma złudzeń.

O rzeszowskim funkcjonariuszu stało się głośno, kiedy postanowił zaprotestować podczas uroczystości Komendy Miejskiej w Rzeszowie – Jednym z celów było nagłośnienie sprawy. Cały czas powtarzam, że nie można być obojętnym, bo to prowadzi do zapomnienia, dlatego zdecydowałem się na taką inicjatywę – mówi. – Moja była komenda otrzymała sztandar. Uznałem, że to dobry moment na pokazanie mojej krzywdy. Ścieżka prawna jest ograniczona, dlatego zdecydowałem się na protest. Zgłosiłem się też do mediów.

We wtorek „Rzeczpospolita” podała, że wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Jarosław Zieliński podpisał „pierwsze decyzje uchylające obniżenie świadczenia”. Według dziennika, 22 byłych funkcjonariuszy odzyskało wypracowane przez siebie emerytury. Ministerstwo nie podało jednak informacji kogo „ułaskawił minister.

2 lipca sąd rozpatrzył wniosek Bogusława Trzpita. – Sąd uchylił decyzję ministra spraw zewnętrznych, uznając, że przesłanki zawarte w ustawie zostały  niepoprawnie zostały rozpatrzone – wyjaśnia. Mimo wyroku nie czuje się jeszcze zwycięzcą. – To jeszcze nie jest koniec. W Polsce dochodzenie sprawiedliwości wymaga dużo cierpliwości, determinacji i zdrowia, nie mówiąc o pieniądzach. Czekamy z adwokatem na uzasadnienie wyroku i na to jak się do tego ustosunkuje szef MSWiA jako organ, który został pozwany – wyjaśnia. – Nie zamierzam się jednak poddać. Do końca życia będę walczył o sprawiedliwość i przywrócenie godności!

Wioletta Kruk

65 Responses to "„Mam żal do rządu, który pozbawił mnie emerytury”"

Leave a Reply

Your email address will not be published.