Z dostępnością do leków od dłuższego czasu było różnie, ostatnie tygodnie dały jednak pacjentom naprawdę w kość. Musieli bowiem jeździć (często bez sukcesu) od apteki do apteki w poszukiwaniu najpopularniejszych medykamentów, stosowanych na co dzień przez tysiące pacjentów na najbardziej prozaiczne choroby.
Aptekarze przyznają bowiem, że chorzy mają mocno utrudniony dostęp do leków przeciwzakrzepowych, cukrzycowych, nasercowych, krążeniowych, obniżających ciśnienie, przeciwalergicznych, dermatologicznych, na prostatę i przewód pokarmowy, a problem braku dostępności dotyczy blisko pięciuset produktów leczniczych. Co na to rząd? Uruchomił może awaryjny zakup najczęściej brakujących produktów dla których nie ma nawet zamienników? Nie. Uruchomił za to specjalną bezpłatną infolinię. Ministerstwo zapewnia, że dzwoniąc na numer 800 190 590 gdzie czekają konsultanci narodowego funduszu zdrowia i inspekcji farmaceutycznej dowiemy się gdzie kupimy potrzebny nam lek. Z długiej listy brakujących leków wybieram szczepionkę odczulającą Novo Helisen i dzwonię na infolinię. Zgłasza się automatyczna sekretarka, która informuje, że o leki mogę zapytać po wciśnięciu cyfry 3. Wciskam. Po kilku minutach czekania słyszę sympatyczny jak wcześniej głos, że „obecnie wszyscy konsultanci prowadza rozmowy, prosimy o kontakt za kilka minut”. Mija 10/15 minut, próbuję ponownie, a potem znowu. Kiedy wreszcie udaje mi się połączyć z cyferką 3, dowiaduję się, że szczepionkę mogę dostać w Jaśle. To 65 km od Rzeszowa, przeszło godzina samochodem, jeżeli wyjadę natychmiast. A jeżeli w aptece mają tylko jedną fiolkę i kupi ją ktoś kto mieszka bliżej? Równie dobrze może jej szukać przecież kilkunastu/kilkudziesięciu pacjentów. I tak będzie z każdym z leków. Ludzie dodzwonią się, krzykną hura i ruszą do apteki Y po lek X. Szanse na otrzymanie leków mają tylko ci, którzy dotrą tam najszybciej. Ci pierwsi lek kupią, wyczerpią zapasy – spóźnieni odejdą z kwitkiem. Tylko stracą czas. W takim wypadku infolinia jedynie spotęguje zamieszanie związane z brakiem leków. A że Polak potrafi… w Internecie już teraz można kupić część z poszukiwanych leków. Tylko, że ceny są dość astronomiczne. O ile refundowany lek kosztuje 3,20 zł to nie refundowany można dostać za ponad 300 zł. Niezła przebitka. Oczywiście to nielegalny proceder, za który można trafić nawet za kratki. Pod warunkiem jednak, że zostanie namierzony przez odpowiednie służby.
Redaktor Anna Moraniec



5 Responses to "Zamiast leku – infolinia"