W szpitalach okresowo brakuje antybiotyków i leków onkologicznych

Na normalność w dostępie do leków możemy więc liczyć nie wcześniej niż za kilka może kilkanaście tygodni. Fot. Archiwum

PODKARPACIE. Leków brakuje już nie tylko w aptekach ogólnodostępnych, ale też w aptekach szpitalnych.

Kryzys lekowy nie został zażegnany i według ekspertów nie uda się go opanować w ciągu najbliższych dni, bo ani nie uda się zatrzymać nielegalnego wywozu za granicę, ani uruchomić nowych fabryk produkujących substancje czynne, które zamknięto w Chinach. Tymczasem z brakami leków borykają się już szpitale. – Okresowo oprócz leków na tarczycę czy cukrzycę, co nie zagraża bezpośrednio życiu pacjentów, brakuje nam antybiotyków, immunoglobulin stosowanych przy konflikcie serologicznym czy leków onkologicznych – słyszymy w kilku aptekach szpitalnych w regionie.

Co może oznaczać brak antybiotyku czy leku onkologicznego w szpitalu nie trzeba chyba nikomu, nawet laikowi, tłumaczyć. – Na dziś żadnemu pacjentowi szpitala leków nie zabrakło. Dziś np. dostaliśmy lek na tarczycę co prawda w jednej dawce, ale to już pozwoli lekarzom zaordynować je w odpowiedniej dawce pacjentom. Jeżeli chodzi o leki onkologiczne, to brakuje nam BCG Medac, ale mamy już zamiennik, przysłany dzięki centralnemu dopuszczeniu – wyjaśnia Ewa Franczyk, kierownik apteki szpitalnej w KSW nr 1 w Rzeszowie. I dodaje, że apteki szpitalne rządzą się trochę innymi prawami niż ogólnodostępne.

A tutaj jest gorzej

Z dostępnością leków jest gorzej niż było przed tygodniem, bo wtedy wymienialiśmy się ze sobą zapasami po to, by pacjentów nie odprawiać z kwitkiem. We wtorek (16 lipca) siedziałam do godz. 22 i wydzwaniałam do 6 hurtowni, z którymi stale współpracuję i udało mi się zamówić kilka opakowań jednego (!) leku na cukrzycę, z całej gamy tych, których pacjenci na co dzień poszukują – mówi dr n. farm. Lucyna Samborska, prezes Podkarpackiej Okręgowej Izby Aptekarskiej w Rzeszowie.

Nadal więc chorzy w poszukiwaniu leków przeciwzakrzepowych, cukrzycowych, nasercowych, krążeniowych, obniżających ciśnienie, przeciwalergicznych, dermatologicznych, na prostatę, astmę, padaczkę, POChP, przewód pokarmowy itd.) jeżdżą po całym regionie, a czasem Polsce. Pomaga im w tym teraz  specjalna, bezpłatna infolinia,  800 190 590. Niestety nie jest to doskonały sposób na znalezienie leku. Po pierwsze, bardzo często nie można się z nią połączyć, bo jest notorycznie przeciążona i często dzwoniący słyszy „wszyscy konsultanci są zajęci, proszę zadzwonić za kilka minut”. Po drugie konsultanci korzystają z zintegrowanego systemu monitorowania obrotu produktami medycznymi, który dane z aptek zbiera raz dziennie. Lek, który jest rano, już w południe może zostać wykupiony, a info o jego dostępności  pacjent może otrzymać  o godzinie 15. Przy tak dużych niedoborach farmaceutyków  to bardzo realne zagrożenie. – W pomoc pacjentom włączają się także lekarze, którzy coraz częściej dzwonią do mnie i pytają co mogą wypisać żeby pacjent nie wracał powtórnie w sprawie przepisania recepty. Słowem pytają co mamy z danej grupy leków – mówi Samborska.

Chwilowym rozwiązaniem z tej patowej dla pacjentów sytuacji może stanowić kupno leków u naszych sąsiadów. W Niemczech i Czechach, które posiadają większe zapasy leków, jest to możliwe, ale jednocześnie dużo droższe, np. stosowana w leczeniu cukrzycy metformina w Polsce kosztuje ok. 30 zł, natomiast w Niemczech to koszt 110 euro.

Co doprowadziło do kryzysu?

Ceny leków nie są przez firmy farmaceutyczne ustalane z góry, tylko dostosowywane do rynków lokalnych. Słowem kosztują tyle ile pacjent w danym kraju może za nie zapłacić. Innymi prawami rządzi się lista leków refundowanych – tu negocjatorem jest państwo, które w zamian za dobrą cenę gwarantuje pewną sprzedaż. W takich negocjacjach brane są pod uwagę różne kryteria, m.in. średnie wynagrodzenie. Polska ma jedno z najniższych w UE, więc wynegocjowane ceny także są niższe niż w innych krajach. Te same leki są więc w Polsce trzy, cztery razy tańsze niż np. w Niemczech. Dlatego leki zaczęły być masowo wywożone do innych krajów UE i tam sprzedawane z zyskiem. Rząd od lat próbuje walczyć z tym  zjawiskiem, na razie bezskutecznie. Z ponad 96 mln zł kar nałożonych przez głównego inspektora farmaceutycznego na „wywozowców” państwo nie wyegzekwowało złamanego grosza. Powód? Przestępcy posługują się tzw. spółkami słupami. Firmy rejestrują na bezdomnych parabiznesmenów z wysp Vanuatu. W zarządach spółek zasiadają zaś menedżerowie nie mający nawet nadanego numeru PESEL. Kogo więc obciążyć  i ścigać o zapłatę?  Od 6 czerwca br., za wywóz leków za granicę grozi nawet 10 lat więzienia. Czy ktoś pójdzie siedzieć? Drugim powodem braków leków jest uzależnienie od Chin.  Według prezesa Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego Krzysztofa Kopcia, w Polsce 80 proc. substancji czynnych leków pochodzi z Chin. Tymczasem Państwa Środka w ciągu ostatnich tygodni zamknęły kilkanaście fabryk farmaceutycznych jako element walki z zanieczyszczeniem środowiska. A  tego nie da się tak szybko odtworzyć, co prawda w Chinach i Indiach trwają już prace nad otwieraniem nowych fabryk, które mają zająć się wytwarzaniem substancji czynnych do leków. Nie ma jednak żadnej oficjalnej informacji, kiedy dokładnie sytuacja się ustabilizuje, a niezbędne leki wrócą na półki polskich aptek. Jeżeli wrócą, to najpierw trafią na rynki bogatszych państw.

Anna Moraniec

3 Responses to "W szpitalach okresowo brakuje antybiotyków i leków onkologicznych"

Leave a Reply

Your email address will not be published.