Z Korczowej na Podkarpaciu do Santiago de Compostela w Hiszpanii, czyli…
Jest najbardziej znanym szlakiem pielgrzymkowym w Europie. Określa się go mianem „najpiękniejszej drogi świata”, „głównej ulicy Europy”, czy „drogi wiary”. Camino de Santiago, każdego roku przyciąga tysiące pielgrzymów zmierzających do grobu św. Jakuba. Droga św. Jakuba przecina cały kontynent, a jedna z jej ścieżek przebiega przez Podkarpacie. W czym tkwi jej fenomen i jakie były początki wielkiego ruchu pielgrzymkowego?
– W średniowieczu obok Rzymu i Jerozolimy Santiago de Compostela było jednym z trzech najważniejszych miejsc pielgrzymkowych. Przez całą Europę do grobu św. Jakuba podróżowało rocznie ok. pół miliona pielgrzymów. Z Polski zapewne nie tak dużo, jak z innych krajów, ale ewidentnie mamy wskazania, że kult św. Jakuba był bardzo żywy – twierdzi dr Łukasz Mróz, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Przeworsku, prezes Bractwa św. Jakuba w Przeworsku oraz inicjator wytyczenia Podkarpackiej i Lwowskiej Drogi św. Jakuba Via Regia.
Camino de Santiago Polsce, to raczej współczesne zjawisko. Pierwsze odcinki drogi powstały w 2005 r. Zaczynały się na zachodzie Niemiec i prowadziły przez Francję do Hiszpanii. – Na terytorium Polski nie było jako takich szlaków jakubowych, ale mamy tradycje pielgrzymkowe związane z rycerzami, zwłaszcza z Mazowsza. Potwierdzają to zarejestrowani już od XIV w. z imienia i nazwiska w Santiago de Compostela Polacy – zaznacza dr Mróz.
Obecne odcinki drogi św. Jakuba nawiązują do średniowiecznych szlaków pątniczych oraz traktów handlowych, po których pielgrzymi mogli bezpiecznie podróżować. – Na Podkarpaciu szczególny jest trakt handlowy Via Regia, zwany „Drogą Królewską” i prowadzący z Kijowa do Santiago de Compostela. Podróżowali nią kupcy, dyplomaci i rycerze, ale także pielgrzymi zmierzający do grobu św. Jakuba w Hiszpanii – wylicza prezes Bractwa św. Jakuba w Przeworsku. – Dziś ma swoje odzwierciedlenie w autostradzie A4.
Renesans pielgrzymek
Tradycja pielgrzymowania do hiszpańskiego sanktuarium odrodziła się dzięki Janowi Pawłowi II. – Kiedy w 1982 r. przybył z wizytą do Santiago de Compostela, ubrał strój pielgrzyma jakubowego i wygłosił słynne kazanie nazywane Aktem Europejskim. Nawoływał Europę do powrotu do chrześcijańskich korzeni, ale też zachęcał władze państw do nowego wytyczania szlaków jakubowych – wspomina dr Łukasz Mróz. Pierwsi wolę papieża wypełnili Hiszpanie i Portugalczycy. Wkrótce w całej Europie zaczęto czynić starania, aby powstawały kolejne odcinki. Szlak uznano za pierwszy Europejski Szlak Kulturowy i wpisano na listę UNESCO.
– W Polsce pierwsze działania związane z wytyczeniem szlaków zapoczątkowano w 2005 r. To był oddolny ruch zainicjowany przez osoby, które odbyły pielgrzymkę do sanktuarium. Duże wsparcie okazały władze kościelne, zwłaszcza w Jakubowie, gdzie jest sanktuarium św. Jakuba – zaznacza dr Mróz. – Najpierw powstała pierwsza nitka szlaku prowadząca z Głogowa właśnie przez Jakubów do Zgorzelca. Tam połączyła się z Camino de Santiago na terenie Niemiec. Wkrótce w całym kraju zaczęły się pojawiać kolejne szalki. Obecnie liczą już blisko 6 tys. km. 37 odcinków łączy granice Polski z Litwą (Droga Polska), Ukrainą (Via Regia), Niemcami (Via Regia, Dolnośląska, Lubuska i Pomorska Droga), Czechami (Beskidzka, Kłodzka, Nyska i Żytawska Droga) oraz Rosją (Pomorska Droga). – W zachodnich częściach Polski szlak od wielu lat jest popularny. Niektóre gminy wręcz „biją się”, żeby przebiegał przez ich terytorium. Szczególnie, że jako ESK ma niemały wpływ na rozwój turystyki – zauważa nasz rozmówca.
W województwie Podkarpackim Drogę św. Jakuba wytyczono stosunkowo niedawno. – Została oznakowana w 2012 r. – z inicjatywy stowarzyszenia Pro Carpatia, a na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego. Miała stanowić kontynuację istniejącego już na Dolnym Śląsku szlaku. Gdy na szlaku pojawiły się znaki i tablice informacyjne, my jako Bractwo św. Jakuba w większych miastach regionu postawiliśmy kilkanaście charakterystycznych dla Camino de Santiago słupów. Znajduje się na nich ceramiczna muszla oraz liczba kilometrów dzieląca dane miejsce od grobu św. Jakuba – opisuje prezes bractwa.
Początku szlaku Camino na Podkarpaciu należy szukać w Korczowej przy kościele pw św. Jakuba. Pierwotnie parafia była w Krakowcu, ale kościół uległ zniszczeniu i po przesunięciu granic pozostał na Ukrainie, więc po II wojnie światowej wezwanie przeniesiono do Korczowej. Sama świątynia jest przepiękna, posiada wiele ikonografii św. Jakuba. – W Korczowej nie ma pieszego przejścia granicznego, dlatego w 2013 r. oznakowaliśmy alternatywny odcinek z Medyki do Przemyśla, z myślą o rozszerzeniu go na teren Ukrainy. Tak się rzeczywiście stało. W 2015 r. oznakowano blisko stukilometrową Lwowską Drogę św. Jakuba – opowiada dyr Mróz.
Cała Podkarpacka Droga przebiega przez Korczową, Stubno, Przemyśl, Ujkowice, Rokietnicę, Jarosław, Przeworsk, Łańcut, Malawę, Rzeszów, Iwierzyce, Ropczyce. Kończy się w Pilźnie. Wzdłuż 200-kilometrowej drogi napotkamy też inne parafie pw. św. Jakuba. – Kolejnym jest piękny, drewniany kościół filialny w Krzemienicy koło Łańcuta i kościół w Górze Ropczyckiej. Warto zauważyć, że od czasu, kiedy powstał szlak pojawiają się też nowe motywy związane ze świętym – zauważa dyr. GOK. -W Gwizdaju (pow. przeworski) na ul. Trakt Królewski, która odwołuje się do Via Regia powstała kapliczka ze św. Jakubem. Dzięki miejscowemu stowarzyszeniu – piękna figura św. Jakuba pojawiła się także w Tuligłowach (pow. jarosławski).

7 lat temu członkowie Bractwa św. Jakuba jako pierwsi rozpoczęli pielgrzymowanie na Podkarpaciu. – Jeszcze w 2012 r. Jacek Hołub z Jarosławia wyruszył na szlak zimową porą, dokładnie 1 stycznia. Później ja dołączyłem do inicjatywy. Idea szybko się rozprzestrzeniała i do pątników dołączali kolejni pielgrzymi. W efekcie w 2014 r. grupa sympatyków założyła Bractwo w Przeworsku – wspomina dr Łukasz Mróz. Na szlaku można spotkać nie tylko „lokalsów”. – Przyjeżdżają pielgrzymi z Niemiec, Francji innych zachodnich krajów, którzy rozpoczynają tu swoją pielgrzymkę. Dwa lata temu dwójka Kanadyjczyków w Medyce zaczęła swoją wędrówkę do oddalonego o 4 tys. km Santiago de Compostela. Są też osoby z Podkarpacia, które z progu własnego domu przeszły całą tę drogę – zapewnia dyr. przeworskiego GOK. To oznacza 3-4 miesiące spędzone w drodze, więc i spore wyzwanie, a jednak chętnych nie brakuje. – Każdego roku przez Podkarpacką Drogę św. Jakuba przechodzi kilkudziesięciu pielgrzymów. Między 20 a 30 wyrusza z samego jej początku, by dotrzeć aż do katedry w Santiago de Compostela. Prowadzimy również statystyki tzw. Niedzielnego Pielgrzymowania. W jedną z niedziel miesiąca pątnicy przechodzą wybrany odcinek Podkarpackiej Drogi św. Jakuba. Liczba takich osób z roku na rok wzrasta – zapewnia.
Wyrusza się turystą, a wraca pielgrzymem
Pątników przemierzających Drogę św. Jakuba poznaje się po charakterystycznej muszli. – W średniowieczu była „certyfikatem” potwierdzającym odbycie pielgrzymki do Santiago de Compostela. Gdy pątnik docierał do celu, udawał się jeszcze do oddalonego prawie 100 km dalej przylądka Finsterre (tłum. kraniec Ziemi), uważanego za koniec Ziemi – mówi dr Mróz. Po wielomiesięcznej podróży mył się w oceanie i zabierał muszle małża Pecten Jacobeus, które można znaleźć tylko tam. – O tym, jak wielkie musiały mieć znaczenie, świadczy też fakt, że znajdowano je w grobach średniowiecznych rycerzy-pielgrzymów. Były traktowane praktycznie jak relikwie – zaznacza ekspert.
Dlaczego właśnie muszla? – Bo jest symbolem św. Jakuba, który był rybakiem. Znane są też legendy, że jeden z rycerzy, który udał się do Santiago, spadł do morza, krzyknął: „św. Jakub!” i nic mu się nie stało. Wyszedł z morza cały oblepiony muszlami – tłumaczy prezes bractwa. Sam św. Jakub w ikonografii przedstawiany jest jako patron pielgrzymów – w płaszczu, kapeluszu z szerokim rondem, podróżną sakwą, kosturem i bukłakiem na wodę. Nieodłącznym atrybutem jest oczywiście muszla, którą udekorowany jest płaszcz lub kapelusz. Jak zauważa nasz rozmówca, jeszcze przed wiekami typowy strój pielgrzyma świadczył o tym, że to jest osoba udająca się do sanktuarium św. Jakuba, zatem ma specjalne przywileje i podlega ochronie.
Każdego dnia do Santiago de Compostela wchodzą setki pątników. W lecie – nawet tysiące. – Wiele osób przyjeżdża do Hiszpanii, by tam wędrować. W schroniskach dla pielgrzymów można spotkać wszystkie języki świata. To zaskakujące, ale jest tam bardzo dużo Koreańczyków – zauważa Łukasz Mróz. Po drodze wędrowcy spotykają się w schroniskach i pomimo barier językowych zawiązuje się między nimi więź. W końcu każdy ma ten sam cel. – Ludzie śpiewają, pomagają sobie, częstują się tym, co mają. Atmosfera jest niesamowita. Mieszkańcy, których się spotyka też są życzliwi. Wskazują drogę, witają się. Kiedy widzą pielgrzyma i muszlę, zawsze służą pomocą. Tego nie można spotkać gdzie indziej, więc na pewno warto wyruszyć na ten szlak – przekonuje. Sam w Polsce przeszedł większość szlaków, ale krótkimi odcinkami, a drogę Via Regia od Medyki aż do Zgorzelca całą. W Hiszpanii pokonał odcinek Camino Frances, czyli najważniejszego szlaku Drogi Francuskiej, Camino Primitiwo oraz Ingles, czyli Drogę Angielską. Jak mówi, wędrowcy powinni być przygotowani na to, że pokonanie dłuższych odcinków, szczególnie w górskich terenach Hiszpanii jest sporym wyzwaniem. – Pogoda jest bardzo zmienna. Pamiętam, jak szliśmy Drogą Hospitaleros, 1200 metrów nad poziomem morza, niedaleko pięknych średniowiecznych ruin szpitali dla pielgrzymów. Podczas gdy w wiosce była piękna pogoda, w górach przyszło załamanie i spadł grad. To często się zdarza. Z kolei, kiedy idzie się przez Mesetę – równinę bez żadnej infrastruktury, która ciągnie się przez ponad 40 km, z nieba leje się żar i nie ma się, gdzie schronić – opisuje pielgrzym. – Pogoda na pewno uczy pokory – nie ma wątpliwości.
Wbrew pozorom taka podróż jest dla każdego. – Do Santiago de Compostella udają się również osoby niepełnosprawne. W skali ogólnoświatowej rocznie kilkadziesiąt takich osób otrzymuje specjalny certyfikat za przebycie minimum 100 km pieszo albo na wózku inwalidzkim. Znany jest przypadek młodego bankiera z Frankfurtu w Niemczech, który pokonał na wózku 2,5 tys. km. Z Polski – pan Grzegorz, który przebył szlak bez jednej nogi, z protezą – wylicza prezes Bractwa św Jakuba w Przeworsku. Te osoby potrafią zawstydzić. Pokazują, że można, tylko ważna jest intencja oraz chęci.
Długą wędrówkę wynagradza widok katedry w Santiago de Compostela i niebywała satysfakcja. – Po kilku miesiącach drogi z pewnością czuje się ogromne wzruszenie. Wielu pyta: „co dalej?” Bo kiedy tak długo drogę wyznaczała żółta strzałka, trudno zakończyć pielgrzymkę – wyznaje dr Mróz. – Jest taki zwyczaj, że po dotarciu do katedry, przychodzi się do w ołtarza głównego, gdzie stoi w figura św. Jakuba. Obejmuje się go, a później schodzi na dół. Pod ołtarzem znajdują się relikwie świętego. Jest czas na modlitwę – niestety krótką, bo czekają kolejni pielgrzymi – opowiada nasz rozmówca. Tutaj nie istnieje tzw. „czas poza sezonem”, kiedy unikniemy tłumów. – Pielgrzymi przychodzą cały rok, choć najwięcej jest ich w wakacje. Wielu chce zdążyć na 25 lipca, kiedy przypada święto św. Jakuba – zaznacza dr Mróz.
Motywy wędrowców są różne, także pozareligijne. – Szukają doznań duchowych albo wyciszenia – mówi dr Łukasz Mróz. – O tym, jak wielkim przeżyciem jest pokonanie szlaku św. Jakuba świadczy powiedzenie: „Na Camino wyrusza się turystą, a wraca pielgrzymem”.
***
Święty Jakub Starszy był jednym z grona dwunastu apostołów. Był świadkiem wyjątkowych momentów działalności Jezusa: wskrzeszenia córki Jaira, przemienienia na górze Tabor i modlitwy w Ogrójcu. Po Zesłaniu Ducha Świętego został pierwszym biskupem Jerozolimy. W 44 r. n.e. z rozkazu Heroda Agryppy I za swoje nauczanie o Chrystusie oraz nawrócenie wielu jerozolimskich Żydów ścięto go mieczem.
Po męczeńskiej śmierci w Jerozolimie, uczniowie Apostoła w obawie przed dalszymi prześladowaniami przewieźli ciało Jakuba na Półwysep Iberyjski. Łódź miała przybić do wybrzeży w pobliżu przylądka Finisterra, które nazywano Końcem Świata (z łac. finis terrae). Uczniowie Jakuba przenieśli jego ciało kilkadziesiąt kilometrów w głąb lądu i pochowali nieopodal domu bogatej poganki, Luporii, która pod wpływem cudów dokonanych z udziałem relikwii Świętego przyjęła chrzest. Miało to mieć miejsce w ósmym dniu przed kalendami sierpniowymi. Według dzisiejszego kalendarza – 25 lipca, kiedy obchodzone jest liturgiczne wspomnienie św. Jakuba.
Przyjmuje się, że między 820 a 830 r. grób apostoła odnalazł pustelnik Pelagiusz. Do miejsca, w którym znajdował się sarkofag z relikwiami miał go poprowadzić deszcz spadających na pole gwiazd. Powstałe w tym miejscu miasto nazwano Santiago (z hiszp. św. Jakub). Odkrycie relikwii świętego zapoczątkowało ruch pielgrzymkowy do jego grobu.
***
Euroregionalne Dni Jakubowe
Tuż przed wspomnieniem św. Jakuba od 19 do 21 lipca w Nowosielcach (gm. Przeworsk) odbędą III Euroregionalne Dni Jakubowe. Wezmą w nich udział przedstawiciele bractw i stowarzyszeń związanych z Camino de Santiago m.in. z Hiszpanii, Słowacji i Ukrainy. Celem wydarzenia jest promocja wiedzy na temat Drogi św. Jakuba, jako szlaku pątniczego i pierwszego Europejskiego Szlaku Kulturowego, który biegnie przez nasz region.
W programie przewidziano wiele wydarzeń kulturalnych i sportowych m.in. Jakubowy Rajd Rowerowy i Rajd Konny, Bieg „po muszlę św. Jakuba”, wystawę poświęconą Camino de Santiago oraz sesję naukową z udziałem osób, które pielgrzymkę do Hiszpanii rozpoczęły z progu własnego domu. Jednym z głównych wydarzeń będzie Finał XIX Konkursu „Nasze Kulinarne Dziedzictwo – Smaki Regionów” oraz rekonstrukcja historyczna „Victoria Nowosielecka” w 395. rocznicę obrony Nowosielec przed Tatarami. Sporymi atrakcjami będą turniej rycerski, warsztaty garncarskie czy obóz tatarski, w którym można będzie zobaczyć, ale i przymierzyć rycerskie akcesoria. W planie są także koncerty Kapeli Buen Camino, a także chóru hiszpańskiego z Nawarry. Gwiazdą wieczoru będzie Arka Noego. Szczegółowy program na stronie: www.gok.przeworsk.pl
Wioletta Kruk





