
Jakim człowiekiem był pochodzący z naszego regionu, zamordowany 21 lat temu, Marek Papała?
Wymagał od innych, ale przede wszystkim od siebie. Stał na czele policji, jednak zawsze czuł się jednym z wielu funkcjonariuszy. – Choć został komendantem głównym, gdy przyjeżdżał do rodzinnego Pruchnika dla wszystkich był po prostu Markiem – kolegą, sąsiadem, znajomym – wspomina siostra generała Marka Papały.
Był najstarszy z trójki rodzeństwa. – Ja byłam od niego młodsza o 4 lata, a brat Andrzej o 10. Najpierw opiekował się mną, a później najmłodszym bratem. Byliśmy ze sobą bardzo blisko – wspomina Krystyna Bogdanowicz z Pruchnika, siostra Marka Papały. – Kiedy szłam do Liceum Ekonomicznego, on kończył Liceum Ogólnokształcące im. M. Kopernika w Jarosławiu. Nauczył mnie grać w tenisa stołowego i zdążył jeszcze zapisać do „Startu” w Jarosławiu. Razem jeździliśmy na zawody. Pani Krystyna zdradza, że brat miał też inne talenty: – Marek potrafił zagrać na każdym instrumencie, który mu podano, czy to była harmonijka ustna, czy akordeon. Choć samouk, nie miał wykształcenia muzycznego, był prawdziwym wirtuozem – przekonuje Krystyna Bogdanowicz. – Przygrywał na różnych uroczystościach rodzinnych, a my śpiewaliśmy. W naszym małym rodzinnym domku gromadziło się czasem do 30 osób. To były wspaniałe czasy! – wspomina.
W dzienniku przy nazwisku Papała nauczyciele wpisywali wyłącznie „bardzo dobry”. – Był tak ambitny, że „4” w ogóle go nie cieszyła – opowiada pani Krystyna. – Brał udział w wielu konkursach i olimpiadach przedmiotowych, zdobywając pierwsze miejsca. – Później przez to pokutowałam, bo stale porównywano mnie do brata. Wiecznie słyszałam: „Jak to, nie bierzesz udziału w konkursie, przecież Marek go wygrał!”. Zresztą, moje dzieci, mimo że miały inne nazwisko, przechodziły to samo – śmieje się.
Już w młodości Marek był bardzo lubiany – nie tylko przez nauczycieli, ale i kolegów. – W liceum on i Kaziu Szymczycha byli jedynymi chłopcami w klasie. Przyjaźnili się. Jeden poszedł do policji, a drugi do zakonu. Kazimierz został misjonarzem. Obecnie jest Sekretarzem Komisji Episkopatu do spraw Misji. Do dziś jest serdecznym przyjacielem naszej rodziny – zapewnia pani Krystyna. – Pamiętam, że przyjeżdżało do nas wielu jego kolegów i koleżanek, których przygotowywał do klasówek.
W szkole średniej późniejszy generał poznał też swoją życiową miłość. – Któregoś dnia, gdy drogi były zaśnieżone, dojechaliśmy później i spóźniliśmy się do szkoły. Wybiegający z szatni, Marek wpadł na Gosię. Zatrzymał się, żeby ją przeprosić. Tak rozpoczęła się ich znajomość – opowiada nasza rozmówczyni. – On był wtedy w III klasie, a ona w I. Już jako milicjant wyjechał do szkoły podoficerskiej w Krakowie. W 1980 r. został przyjęty do Wyższej Szkoły Oficerskiej w Szczytnie. Nie chcieli się rozstać z Małgosią, dlatego przed wyjazdem się pobrali. Marek nie miał nawet ukończonych 21 lat – mówi ze śmiechem. Po ślubie razem wyjechali do Szczytna. Tam urodziła się im córka – Natalia.
Miał być prawnikiem
Przyszły mundurowy aplikował na prawo w Lublinie, jednak się nie dostał. Wybrał więc policję. – Brat był blisko związany z siostrą mojej mamy i jej mężem, który przed wojną był milicjantem. Wujek nie miał dzieci i traktował Marka jak syna. Prawdopodobnie jego opowieści o służbie zaprocentowały tym, że sam przywdział mundur – domyśla się pani Krystyna. Już jako policjant poszedł na studia. Co więcej, uzyskał nawet tytuł doktora prawa.
Jakim był policjantem? Podwładni opowiadali, że wymagał dużo od innych, ale też, a może przede wszystkim – od siebie. – Był sprawiedliwy. Miał swoje zasady, które obowiązywały nie tylko jego, ale też podwładnych – zaznacza pani Krystyna. W życiu zawsze kierował się kodeksem etycznym i był wierny swoim przekonaniom.
W 1997 r. Marek Papała został mianowany na Komendanta Głównego Policji, a następnie odebrał nominację generalskie. Miał 38 lat. Był najmłodszym generałem w Europie. – To było święto rodzinne! Oczekiwaliśmy tego momentu przed telewizorem. Byliśmy niesamowicie dumni. Nie mieliśmy żadnych koneksji, które by go popychały. Do wszystkiego doszedł ciężką pracą – podkreśla siostra mundurowego. Nawet gdy przyjeżdżał na święta, przywoził ze sobą dokumenty, które musiał przejrzeć czy wypełnić.
Nowy komendant planował gruntownie zreformować służbę w policji. – Miał ambicjonalne podejście do tego, żeby jak najwięcej zrobić dla policji, ale też kraju – uważa nasza rozmówczyni. – Za jego kadencji wprowadzono obowiązkowe badania psychologiczne dla przyszłych policjantów. Wprowadzał innowacje, które podpatrzył np. w USA. Stworzył biuro do spraw walki z narkotykami, które było zalążkiem przyszłego Centralnego Biura Śledczego. W całym kraju zaostrzono walkę z przestępczością zorganizowaną. Za kratki trafiło tysiące różnego kalibru przestępców, w tym szefowie gangów z Pomorza. Skutecznie walczono też z gangami narkotykowymi. – W tamtym czasie słyszeliśmy o dużych sukcesach policji. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że to niebezpieczne dla Marka. Zbyt mocno zaangażował się w „oczyszczanie środowiska”, niestety z narażeniem życia – ocenia pani Krystyna.
Gen. Papała interesował się również losem policjantów, szczególnie tych, którzy ucierpieli na służbie. 21 lipca 1997 r. Podczas obchodów Święta Policji, ogłosił powołanie Fundacji Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach, która istnieje do tej pory. Podczas gdy generał troszczył się o innych, rodzina martwiła się o Marka. – Kiedy tuż przed śmiercią przyjechał na zjazd klasowy, oburzałam się: „Mareczku, jak ty możesz sam przyjeżdżać? Nie boisz się? Przecież jesteś generałem!” pamiętam jego znamienne słowa: „Codziennie na służbie giną policjanci. Oni nie mają obstawy, to dlaczego ja, jako generał, miałbym ją mieć?”
Nie wyobrażał sobie świąt bez najbliższych
Prywatnie Marek Papała był niesamowicie rodzinny. Nie wyobrażał sobie świąt bez najbliższych i każde spędzał w Pruchniku. Kiedy przyjeżdżał w rodzinne strony, ze wszystkimi się witał. Nie lubił, gdy zwracano się do niego: „Generale”. Tutaj był jednym z Pruchniczan.
Nigdy nie zapominał o korzeniach. Miejscowy komisariat policji dzięki jego staraniom dostał nowego poloneza i sporo sprzętu, m.in. kamizelki kuloodporne. Strażacy cieszyli się nowym samochodem. Z jego inicjatywy powstała też hala sportowa – zaznacza jego siostra. Pomaganie miał we krwi. – Nasz tata był społecznikiem. Mocno angażował się w życie Pruchnika. Był prezesem OSP w Pruchniku, udzielał się w Akcji Katolickiej, był członkiem straży Bożego Grobu, Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Pruchnickiej, ławnikiem w sądzie, radnym w gminie, kuratorem sądowym – wylicza pani Krystyna. – To on nauczył nas miłości do naszej małej ojczyzny.
W styczniu 1998 roku po bójkach kibiców z policją w Słupsku, w czasie których poniósł śmierć 13-letni Przemek Czaja, Marek Papała złożył dymisję na ręce Jerzego Buzka. Pozostał jednak w dyspozycji premiera. Wkrótce zaproponowano mu objęcie stanowiska oficera łącznikowego polskiej policji w Belgii. Miał zajmować się sprawami związanymi z międzynarodową przestępczością zorganizowaną. Zdał egzamin państwowy z języka angielskiego i planował wyjazd. Był koniec czerwca. – Chciał jeszcze zorganizować wakacje moim dzieciom. Mój 10-letni syn i 11-letnia córka pojechali z moją mamą do Warszawy. Brat przyjechał po nich na dworzec, ale okazało się, że pociąg jest opóźniony, więc wrócił jeszcze do domu – opowiada pani Krystyna. Gdy w końcu dwójka dzieci z babcią dotarła do stacji w Warszawie, nikt na nich nie czekał. Wezwano ich za to przez megafon, a później przewieziono do komisariatu. Tam policjanci poinformowali matkę o śmierci syna. Czekające na korytarzu dzieci usłyszały straszny płacz. W środku nocy całą trójkę przewieziono do mieszkania Papałów.
– Ja w tym czasie czekałam na telefon od Marka u rodziców w domu. Tato oglądał spokojnie mecz, ja rozwiązywałam krzyżówki. Koło godziny 22 wbiegła do domu moja ciocia, krzycząc, że Marek został postrzelony. „Postrzelony?! Żyje?!” – dopytywałam. „Nie żyje” – usłyszałam. Nie mogłam w to uwierzyć. Moje dzieci tam były, mama, a ja nie miałam żadnych informacji, ani o nich, ani o bracie. Miałam przed oczami wizje, że moja mama i dzieci też nie żyją… Osiwiałam w ciągu jednej nocy… – wyznaje siostra zamordowanego. Na Podkarpaciu były w tym czasie burze, trudno było gdziekolwiek się dodzwonić. – Do 3 rano wybierałam numer do Małgorzaty. W końcu dowiedziałam się, że dzieci dotarły i będą wracać – mówi. Przez lata nie mogli się z tego otrząsnąć. – Moje dzieci przeżyły traumę. Gdy przywieziono je pod blok mojego brata, Marek jeszcze był w samochodzie – zaznacza. Do dziś to pamiętają. Dookoła było ogromne zamieszanie, dużo samochodów i ludzi zadeptujących ślady. Mimo że życie stracił pierwszy policjant w kraju, już na samym początku śledztwa popełniono wiele błędów. – Tuż po tym wydarzeniu promotor Marka, prof. Brunon Hołyst stwierdził, że jeżeli sprawca nie zostanie wykryty w ciągu pół roku, to prawdopodobnie w tym stuleciu się to nie wydarzy… – przypomina sobie pani Krystyna. Niestety, te słowa okazały się prorocze.
Klęska policji
Marek Papała został pochowany 2 lipca 1998 na cmentarzu w rodzinnym Pruchniku. Miał zaledwie 39 lat – Jego śmierć była dla Pruchnika tragedią. Tutaj nigdy nie był generałem, tylko po prostu Markiem. Kolegą, sąsiadem, znajomym – nie ma wątpliwości nasza rozmówczyni. – Na pogrzeb zjechały masy ludzi z całego powiatu. Ulice były oblężone. Wszyscy chcieli go pożegnać. Tak jakby był ich bliskim krewnym.
Rodzinie bardzo zależało na odnalezieniu zabójcy. Od samego początku mówili o tym głośno i apelowali do najwyższych urzędników państwowych. – Rodzice do samego końca wierzyli, że poznają nazwisko sprawcy. Przez te wszystkie lata otrzymywali mnóstwo listów z całej Polski od ludzi, którzy byli zaangażowani w sprawę. Jeszcze w ubiegłym roku dostaliśmy list od pana ze Śląska, który prowadził własne śledztwo – zdradza pani Krystyna. Krewni zbierali wszystkie artykuły i książki, które poruszały temat śmierci Marka Papały. Niestety, do dziś nie udało się prawomocnie skazać sprawcy zabójstwa Marka Papały. Sami doszli do wniosku, że sprawa jest zbyt zawikłana i zbyt wiele osób zostało w to zmieszanych, żeby to ujawnić.
Historia śmierci gen. Papały obrosła legendami, pojawiało się wiele hipotez, kto mógł stać za jego zabójstwem. – To wielka klęska policji, że komendant główny nie był chroniony, zginął w takich okolicznościach, a przede wszystkim, że morderca nie odpowiedział za tę zbrodnię – mówi z żalem pani Krystyna. – Zleceniodawca prawdopodobnie ma się dobrze, a sprawca nie żyje…
Siostra Marka Papały wyznaje, że gdy odeszli jej rodzice, zgasła w nich ostatnia nadzieja, że człowiek, który zabił im syna trafi za kraty. – Nigdy jednak nie pogodzimy się ze śmiercią Marka i z tym, że już go z nami nie będzie – wyznaje Krystyna Bogdanowicz. – Przed pierwszymi świętami bez niego jak zawsze zaglądaliśmy do okna, sprawdzając, czy do nas jedzie… Teraz, wmawiam sobie, ponieważ dużo podróżował po świecie, że znowu wyjechał. Dzięki temu mam wrażenie, że gdzieś jest…
***
25 czerwca 2014 r. w Szkole Podstawowej Nr 1 im. Komisji Edukacji Narodowej w Pruchniku otwarto Izbę Pamięci Generała Marka Papały. Znajdują się tu świadectwa, dyplomy, praca doktorska, artykuły naukowe byłego komendanta, czy kronika z wycinkami z gazet na jego temat, które kolekcjonowali jego rodzice. Jest także replika munduru generalskiego oraz szabla generalska ufundowana przez emerytowanych funkcjonariuszy policji. Izba Pamięci jest dostępna dla wszystkich. Aby ją zwiedzić oraz wysłuchać prelekcji siostry Marka Papały, należy wcześniej się umówić pod nr tel. 16 6288059. Zwiedzanie jest bezpłatne.
***
Marek Papała (ur. 4 września 1959 r. – zm. 25 czerwca 1998 r.) służbę w Milicji Obywatelskiej rozpoczął w 1979 jako ochotnik w Batalionie Centralnego Podporządkowania w ramach odbywania zasadniczej służby wojskowej. W 1980 został przyjęty, a w 1983 ukończył Wyższą Szkołę Oficerską Milicji Obywatelskiej w Szczytnie. Rok później rozpoczął służbę w Komendzie Głównej Milicji Obywatelskiej w Biurze Ruchu Drogowego, gdzie pracował m.in. jako inspektor, naczelnik wydziału, zastępca dyrektora i dyrektor Biura. W 1985 roku ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego, a pięć lat później uzyskał tam stopień doktora nauk prawnych. W 1995 awansował na zastępcę Komendanta Głównego Policji. 3 stycznia 1997 na wniosek Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji Leszka Millera, Prezes Rady Ministrów Włodzimierz Cimoszewicz mianował Marka Papałę Komendantem Głównym Policji w stopniu inspektora. Następnie awansowano go na stopień policyjny nadinspektora Policji. 29 stycznia 1998 złożył dymisję, która została przyjęta.
Wioletta Kruk










One Response to "Nie tylko generał"