
RZESZÓW. – Tak dłużej być nie może, wymiotujemy od tego smrodu z Res-Drobu, a w nocy jest hałas nie do zniesienia – mówią najbliżsi sąsiedzi zakładu drobiarskiego.
– Pani wojewodo, apelujemy do pani o powołanie sztabu kryzysowego w związku z uciążliwością Res-Drobu – mówiła w piątek do Lucyny Podhalicz, wicewojewody podkarpackiego, jedna z członkiń Stowarzyszenia Nasz Czysty i Zdrowy Rzeszów. – Gdy są upały, to nie możemy otworzyć okien w blokach, bo taki jest smród. Z tego powodu w pokojach mamy 35 stopni Celsjusza. Czy ma dojść do tragedii, żeby nas urzędnicy potraktowali po ludzku, bo właściciele Res-Drobu mają nas za nic.
W sąsiedztwie Rzeszowskich Zakładów Drobiarskich Res-Drob na osiedlu 1000-lecia mieszka 10 tys. osób. Z tego 4 tys. z nich jest bezpośrednio zagrożonych odorem i hałasem wydobywającym się z firmy. Codziennie, a szczególnie w lecie, czuć odrażający smród z zakładu, przypominający padlinę. Dodatkowo jeszcze nie da się spać, bo w nocy prowadzona jest produkcja i hałas jest nie do zniesienia.
W miniony piątek odbyło się w Urzędzie Wojewódzkim kolejne spotkanie mieszkańców osiedla 1000-lecia, przedstawicieli Stowarzyszenia Nasz Czysty i Zdrowy Rzeszów, Rady Osiedlowej Rzeszowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej oraz przewodniczącego Rady Osiedla 1000-lecia.
Jak poinformował Jan Trzebiński, naczelnik ds. monitoringu w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska, z powodu przekroczenia hałasu na Res-Drob nałożono w sumie 22,5 tys. zł kar, ale nadal jest za głośno przy nocnej produkcji. Dlatego kary mogą nadal być wymierzane. Również dr Mirosław Weltz, wojewódzki inspektor weterynarii, dodał, że jego służby przez ostatnie 3 lata nałożyły kary na zakład drobiarski na kwotę 100 tys. zł za ubój późno w nocy.
– Gdy słucham po raz kolejny wyjaśnienia urzędników, to mogę tylko załamać ręce – mówił Mieczysław Doskocz, przewodniczący RO 1000-lecia. – Od 9 lat mieszkańcy męczą się z powodu smrodu i hałasu z Res-Drobu, a inspektorzy nie zrobili nic, żeby zapadła decyzja o zamknięciu zakładu. Oczekujemy nie wyjaśnień prawnych, a podejścia ludzkiego do tej sprawy. Działania urzędników nic nie dają, panowie Jurkiewiczowie, ojciec i syn, właściciele Res-Drobu, z nikim się nie liczą. Nakładane kary na nich nie działają. Zgłosiliśmy sprawę do prokuratury, ale nic się w tej sprawie nie dzieje.
Przeczytaj pełny tekst artykułu w papierowym wydaniu Super Nowości.
Mariusz Andres




7 Responses to "Mieszkańcy domagają się powołania sztabu kryzysowego"