
ŻOŁYNIA, WARSZAWA. Zdesperowana po nieudanym zabiegu kobieta pisze do ministra zdrowia.
„Pismo, które kieruję do Pana Ministra to jest mój krzyk rozpaczy, tragedii i błagania Pana o pomoc dla mnie. Po trzecim pobycie w 4, Wojskowym Szpitalu Klinicznym z Polikliniką we Wrocławiu i trwającym łącznie ośmiomiesięcznym procesie leczenia wypisano mnie do domu w stanie, według karty informacyjnej, ogólnym i miejscowym dobrym. Tymczasem ręka moja jest nadal niesprawna, boleśnie zwisa razem ze zdeformowanym barkiem, co powoduje piekący i swędzący ból. Błagam o pomoc – pisze Bogumiła Kulpa z Żołyni, której dramat opisywaliśmy na łamach Super Nowości..
– Nie mogę nigdzie uzyskać pomocy, bo w placówkach służby zdrowia jestem odsyłana do tych, „którzy to zrobili”. Tymczasem 4 lipca 2019 roku, w czasie ostatniej kontroli ambulatoryjnej w szpitalu lekarz oznajmił, że nie jest w stanie mi pomóc, bo nie wie jak. Ja też do tego szpitala boję się wrócić, tam mnie skrzywdzono i ciężko okaleczono – dodaje Bogumiła Kulpa
Wcześniej z prośbą o pomoc zwracała się już do Zastępcy Komendanta ds. Lecznictwa Szpitalnego w ww. lecznicy, poinformowała też Rzecznika Praw Pacjenta, Dolnośląski Oddział Narodowego Funduszu Zdrowia we Wrocławiu i Prokuraturę Okręgową we Wrocławiu. „Wierzę, że moja sprawa rozpatrywana jest w tych instytucjach zgodnie z przewidzianą procedurą, według określonego trybu, ale ja potrzebuję pilnej pomocy specjalistycznej, aby ulżyć mi w cierpieniu, uratować moją rękę i moje życie, kogo mam błagać, gdzie iść prosić o pomoc i jak długo jeszcze muszę czekać?” – pisze w liście do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. „Dlatego tak jak na wstępie błagam Pana Ministra o pomoc, w postaci prośby Pana skierowanej do placówki specjalistycznej, która specjalizuje się w tego typu zabiegach i która zechciałaby przyjąć mnie na leczenie, ulżyć mojemu tak ogromnemu cierpieniu i uratować moją rękę i moje życie”.
Do listu pani Bogusława dołączyła kopie pism skierowanych do wszystkich instytucji, w których już szukała pomocy. W rozmowie z redakcją tłumaczy, że ostatnie dni spędziła w szpitalu w Łańcucie, gdzie zajmowano się nią troskliwie, wspomagając coraz słabsze serce. Czeka ją koronorografia, ale dopiero po usunięciu zwichniętej protezy barku. – Jakie to jest straszne mieć świadomość, że pod skórą mam „coś”, czego nie mogę sama wyciągnąć, a umieszczono to tam wbrew mojej woli. A 15 października 2018 r. byłam przyjęta do szpitala z ręką z ograniczoną sprawnością, której nie mogłam podnieść do góry, nie bolała, miałam zerwane ścięgna III-go mięśnia nadgrzebieniowego i podgrzebieniowego – mówi. Kobieta dodaje, że na bliźnie pooperacyjnej tworzą się jej guzki, a w dole pachowym bolący i piekący guz. – Czuję rozsadzający ból w kości ramienia, cała ręka jest obrzęknięta, drętwa, sinieje, a przy próbie ruchu występuje przeraźliwy prąd wzdłuż ręki, prawej ręki. Cierpię ogromnie fizycznie, psychicznie nie znajduję ukojenia, cierpi moja cała rodzina.
Anna Moraniec


