Nasz region, ze względów światopoglądowych, od x lat był województwem, w którym liczba przeprowadzonych aborcji była jedną z najmniejszych w kraju. Ostatnio liczbę zabiegów można było wręcz liczyć na palcach jednej ręki. Po protestach organizacji pro-life, pikietowaniu przed szpitalami, które przeprowadzały zabiegi ze względu na nieodwracalne uszkodzenia płodu (a nie z podejrzeniem choroby Downa, jak sugerowali niektórzy działacze), epatowaniu rozerwanymi płodami, szpitale oficjalnie zapowiedziały, że takowych zabiegów nie wykonują. Mają do tego prawo. Tak jak kobiety do decydowania, czy urodzić dziecko tak bardzo upośledzone, że nigdy nie powie jej „mamo”, nie przytuli się, ba, będzie latami leżeć i cierpieć. A na to cierpienie będzie patrzeć nie kto inny, tylko matka. Często sama, pozostawiona przez męża czy partnera, dźwiga na sobie cały ciężar opieki, 24 godziny na dobę, bez chwili odpoczynku. Dźwiga prawdziwy, a nie wyimaginowany krzyż. Często przez kilkadziesiąt lat podejmuje heroiczny trud, by opiekować się niepełnosprawnym dzieckiem. Dokonuje niemal cudów, by dziecko, które potrzebuje całodobowej opieki, uczyć podstawowych czynności, rehabilitować, leczyć. Rezygnuje ze swojego życia, pracy, samorealizacji. Jestem mamą zdrowych synów i babcią zdrowych wnucząt, mogę jedynie wyobrazić sobie, z jakimi problemami na co dzień borykają się rodzice niepełnosprawnych dzieci. Jednak to co sobie wyobrażam, pozwala mi rozumieć kobiety, które, mając do wyboru urodzenie dziecka – rośliny, zdecydują inaczej. Mówię to z tym większą stanowczością, że byłam kiedyś świadkiem apelu matek o eutanazję dla swoich niepełnosprawnych dzieci i siebie, bo nie mają już sił na opiekę, a nie chcą ich zostawić na opiekę państwa. Na szczęście matka natura jest bardziej łaskawa niż działacze pro life czy lekarze i położne z wrażliwymi sumieniami. Dzieci z naprawdę dużymi wadami rodzą się stosunkowo rzadko. W końcu 50 proc. ciąż ulega poronieniu samoistnemu (to o czymś świadczy!). Niestety, i tak co roku rodzi się kilka tysięcy dzieci niepełnosprawnych w różnym stopniu, często w stopniu bardzo znacznym. Jeżeli ktoś nie wierzy, może odwiedzić rzeszowskie hospicjum dla dzieci, które mimo dość dużej śmiertelności swoich podopiecznych wciąż jest pełne.
Redaktor Anna Moraniec



2 Responses to "Upośledzone dzieci rodzą się też na Podkarpaciu"