Znajomy „Cygana” pogrąży polityków PiS?

Nie milkną echa tajemniczej śmierci Dawida Kosteckiego. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW, KRAJ. Nowe fakty w sprawie śmierci Dawida Kosteckiego.

„Proszę przekazać Mariuszowi Kamińskiemu pozdrowienia. Chodzi o spotkanie w hotelu. On będzie wiedział, o co chodzi” – miał powiedzieć Maciej M. w rozmowie telefonicznej z „Gazetą Wyborczą”. Mężczyzna jest dobrym znajomym tragicznie zmarłego Dawida Kosteckiego. 2 tygodnie po śmierci byłego boksera próbował popełnić samobójstwo w rzeszowskim więzieniu.

Do próby samobójczej Macieja M. doszło 9 sierpnia. Mężczyzna usiłował założyć sobie na szyję pętlę wykonaną ze sznurówki. Natychmiast został przez współwięźniów powstrzymany, a pętla odcięta. Po tym zdarzeniu trafił na specjalistyczny oddział psychiatryczny do szpitala w Krakowie. Maciej M. na początku lipca miał zeznawać w procesie Tomasza G., który jest oskarżony o rozbój sprzed kilkunastu lat. To właśnie w tym procesie zeznania miał złożyć także Dawid Kostecki. W czerwcu były bokser został przetransportowany do aresztu Warszawa-Białołęka, w którym przebywał już Tomasz G. Proces nie rozpoczął się, bo na rozprawę nie stawił się jeden z pełnomocników oskarżonego. Kolejna rozprawa miała odbyć się 14 sierpnia, ale Kostecki jej nie dożył.

Właśnie w Szpitalu Psychiatrycznym im. Babińskiego w Krakowie, Maciej M. zdążył powiedzieć dziennikarzowi TVN24, nim rozmowę przerwał im funkcjonariusz: – „Dawid Kostecki się nie powiesił. Dawida Kosteckiego dojechali tak samo jak mnie. Niech pan to nagłośni”… Po tym, jak Maciej M. skontaktował się z mediami, został przeniesiony. Nie podano jednak dokąd.

Dziennikarzom „Gazety Wyborczej” udało się ustalić, że trafił do szpitala przy zakładzie karnym nr 2 przy ul. Kraszewskiego w Łodzi. W piątek 16 sierpnia Maciej M. wysłał do „Gazety Wyborczej” wiadomość. Twierdzi, że obsługa szpitala oraz służba więzienna próbują udowodnić jego niepoczytalność. Mężczyzna w swojej celi miał znaleźć m. in. gwoździe. Dlatego boi się, że zostanie oskarżony, że to on je przemycił, aby zrobić sobie krzywdę. Prócz tego ma nie mieć w swojej celi prądu. Jak poinformowała „GW” bliscy Macieja M. odwiedzili go w zakładzie karnym, ale nie mogli wynieść na zewnątrz oświadczenia do mediów, które przygotował mężczyzna. Maciejowi M. udało się jednak dodzwonić do „Gazety Wyborczej”. W krótkiej rozmowie powiedział, że grożono mu śmiercią. – W zakładzie karnym w Rzeszowie wychowawca powiedział mi „Lepiej, żebyś pier*** się na linę” – powiedział Maciej M. Stwierdził także, że ma informacje, które mogą obciążyć ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę i byłego wiceministra, europosła PiS Patryka Jakiego.  – Proszę przekazać Mariuszowi Kamińskiemu pozdrowienia. Chodzi o spotkanie w hotelu. On będzie wiedział o co chodzi – po tych słowach Maciej M. się rozłączył.

Maciej M. jest określany przez polityków opozycji mianem „ostatniego świadka afery podkarpackiej”. Kilka dni temu posłowie PO apelowali do ministra sprawiedliwości o nadanie Maciejowi M. statusu świadka koronnego i objęcie go szczególną ochroną.

Opr ksz

10 Responses to "Znajomy „Cygana” pogrąży polityków PiS?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.