Samorządy nie chcą rządowych pieniędzy?

Od 1 września autobusy dojadą tam, gdzie do tej pory brakowało publicznego transportu. Fot. Wit Hadło

KRAJ, PODKARPACIE. Rząd przekazał 300 mln zł na walkę z wykluczeniem komunikacyjnym, ale samorządowcy niechętnie wnioskują o pieniądze.

207 nowych linii autobusowych obejmujących 80 gmin w 11 powiatach woj. podkarpackiego powstanie dzięki umowom podpisanych w ramach Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych na 2019 r. Podkarpackie samorządy wydadzą łącznie ponad 3,3 mln zł, podczas gdy do wykorzystania było… niemal 20 mln zł! Dlaczego do szumnie zapowiadanego przez rząd programu walki z wykluczeniem komunikacyjnym nie ustawiają się kolejki chętnych?

Na początku tygodnia odbyły się uroczystości podpisania umów w ramach Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych. – Można powiedzieć, że samorządowcy podkarpaccy stanęli na wysokości zadania, bowiem wartość wniosków, która została pozytywnie rozstrzygnięta przez wojewodę, przez urząd wojewódzki, jest najwyższa w całej Polsce – podkreślił w poniedziałek wiceminister infrastruktury Radał Weber. – Wprawdzie nie wykorzystaliśmy całego limitu środków, który był przyznany dla naszego województwa – była to kwota 19,6 mln zł – ale zagospodarowaliśmy dzięki aktywności samorządów kwotę 3,3 mln zł – mówiła wojewoda podkarpacki Ewa Leniart. Dofinansowanie przeznaczone zostanie na 207 linii komunikacyjnych na Podkarpaciu, które obejmą 80 gmin w 11 powiatach województwa, tj. ok. 900 tys. mieszkańców. Przewozy ruszą od 2 września, czyli od nowego roku szkolnego.

W pilotażowym naborze wniosków wzięło udział 17 podmiotów. Spośród nich 16 otrzymało pozytywną ocenę: Związek Gmin „PKS” Rzeszów, Powiatowo-Gminny Związek Komunikacyjny w Powiecie Jasielskim, powiaty: Krośnieński, Sanocki, Brzozowski, Stalowowolski, Łańcucki,  Jarosławski; gminy: Baranów Sandomierski, Wiśniowa, Krzywcza, Tuszów Narodowy, Przecław,  Wojaszówka, Kolbuszowa, Stubno. Liderami są powiat jarosławski, który otrzymał ponad 1 milion zł, a także stalowowolski z kwotą ponad 600 tys. zł.

Niewielu chętnych do rządowego programu

Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych to element rządowych obietnic związanych z walką z wykluczeniem komunikacyjnym. Problem w tym, że programu  zgłosiła się zaledwie garstka samorządów. Z 300 mln zł przeznaczonych przez rząd zdecydowana większość pozostanie niewykorzystana. W woj. dolnośląskim do wzięcia było 20,19 mln zł, a między 8 gmin i 6 powiatów rozdysponowano zaledwie ponad 800 tys. zł. Na Warmii i Mazurach do podziału było blisko 23 mln zł, tymczasem do wojewody trafiło zaledwie 9 wniosków o dopłatę 294,5 tys. zł. W zachodniopomorskim z prawie 18 mln zł wykorzystano niespełna 264 tys. zł, a w Wielkopolsce z prawie 20 mln zł niespełna milion zł.

– Samorządowcy nie raz sparzyli się na funduszach rządowych, które dziś są, ale nie wiadomo, czy będą w kolejnym budżecie – mówi Artur Chmaj, ekonomista z WSIiZ. – Jeżeli mają uruchomić linie autobusowe, na które obecnie mają fundusze, ale w przyszłości już niekoniecznie, podchodzą do tego z dużą rezerwą. Żaden samorządowiec nie pozwoli sobie na to, żeby uruchomić połączenie, które za rok zlikwiduje – tłumaczy ekonomista. A jak podkreśla, transport jest dość nieprzewidywalny. Założenie kosztów takich usług jest obarczone sporym błędem. 

– Dość trudno przewidzieć też na nie popyt. To kolejny powód do ostrożności. Kiedy PKS przestał obsługiwać wiele linii – nie tylko nierentownych – z niewielką liczbą podróżujących, ale także na trasach bardziej uczęszczanych – pojawili się prywatni przewoźnicy, którzy wypełnili lukę po komunikacji publicznej – zauważa Artur Chmaj. – Pytanie, ile w rządowym pomyśle propagandy a ile rzeczywistego zapotrzebowania i czy ten popyt rzeczywiście będzie tak ogromy? – zastanawia się. Coraz większy udział w transporcie mają  też samochody osobowe. – To w pewien sposób zaspokaja ten popyt. Pozostają ludzie, którzy z pewnych względów nie mogą jeździć samochodem, ale nie są to gigantyczne rzesze – nie ma złudzeń ekonomista.

Trudno mówić o rentowności w przypadku linii, która będzie docierać na peryferie do kilkudziesięciu pasażerów. – Pomysł jest pod potrzeby polityczne. Brakuje rozsądnego oszacowania potrzeb. Populistyczne twierdzenie, ze transport publiczny padł i trzeba go odbudować, to hasło, które się podoba – zwłaszcza mieszkańcom, którzy kiedyś mieli te regularne połączenia – mówi Artur Chmaj. – Natomiast trzeba mieć świadomość, że odbudowanie tego do czasów, jakie były przed 20 laty może być trudne.

Wioletta Kruk

4 Responses to "Samorządy nie chcą rządowych pieniędzy?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.