
RZESZÓW. W zdarzeniu ucierpiała również właścicielka zwierzęcia. 36-latka, broniąc pupila przed atakiem, została powalona na ziemię i ugryziona w przedramię.
– Rodger był z nami 3 lata. Był naszym ukochanym pupilkiem aż do tragicznego poranka, kiedy zginął z męczarniach zagryziony przez psa, nad którym nie zapanował jego właściciel – mówi Bogdan Surmacz z Rzeszowa. – To zdarzenie skończyło się dramatycznie również dla mojej córki, która nie tylko bezradnie musiała patrzeć, jak ginie jej przyjaciel, ale sama została zraniona. Córka jest osobą niepełnosprawną, a właściciel psa nawet nie udzielił jej pomocy, tylko… uciekł do samochodu. Nie może być tak, że ktoś chodzi po centrum miasta z takim groźnym psem, nie zakładając mu nawet kagańca. A gdyby na miejscu Rodgera było dziecko? – pyta nasz Czytelnik.
Dramat rozegrał się rankiem w niedzielę, 25 sierpnia. Około godz. 7 pani Beata wyszła z Rodgerem jak co dzień na poranny spacer. Mieszkają w centrum Rzeszowa, dlatego zazwyczaj spacerują w tamtym rejonie. – Byli na ul. Mickiewicza, w okolicy szalet, gdy zauważyła mężczyznę spacerującego z dużym psem, prawdopodobnie dogiem kanaryjskim. Widziała już go z nim wcześniej. Był na smyczy, ale bez kagańca i kolczatki, i widać było, że właściciel sobie z nim nie radzi. W obawie przed nim córka wzięła psa na ręce. W pewnym momencie została zaatakowana. Tamten pies rzucił się na nią, przewrócił na ziemię i wydarł z jej rąk Rodgera. Psiaka zagryzł, a córkę ugryzł w przedramię – opowiada pan Bogdan, ojciec poszkodowanej.
Pan Bogdan mieszka z córką zaledwie 100 metrów od miejsca zdarzenia. – Spanikowana córka przybiegła po mnie do domu. Gdy doszliśmy na miejsce, właściciel psa zadzwonił jedynie po żonę, która wsadziła psa do auta i chcieli odjechać – relacjonuje.

Pan Bogdan wezwał policję, a poszkodowana kobieta pojechała na SOR, gdzie dostała opatrzona, dostała zastrzyk przeciwtężcowy i skierowanie do poradni chirurgicznej. – Szokujące dla mnie jest to, że właściciel psa nawet nie pomógł Beacie. Pomogli jej przypadkowi ludzie, którym bardzo za to dziękuję. Jedyne co usłyszała córka, to że proponują jej innego psa lub pieniądze… – dodaje pan Bogdan, zapowiadając, że nie zostawi tak tej sprawy. – Nawet sąsiedzi mi mówili, że ten człowiek nieraz ostrzegał, żeby się do niego nie zbliżać, jak idzie z tym psem, bo może go nie utrzymać. Ludzie się go boją.
Nasz Czytelnik nie pozwolił, by zwłoki Rogera zabrali wezwani na miejsce pracownicy MPWiK. – Zleciłem przeprowadzenie sekcji zwłok, z której wynika, że nasz psiak miał wydartą nerkę, przebite płuco i krwotok wewnętrzny. Lekarz powiedział, że nie miał najmniejszych szans – dodaje. – Ten pies wręcz go rozszarpał! Nie rozumiem też, dlaczego nie trafił na kwarantannę, choć w karcie córki z izby przyjęć widnieje adnotacja: „Konieczne badanie weterynaryjne psa!”.
O sprawę zapytaliśmy na policji. – Przyjęliśmy zgłoszenie o tym zdarzeniu. Na miejsce przyjechał patrol i weterynarz. Sporządziliśmy dokumentację odnośnie do okoliczności przedstawionych przez obie strony. Będziemy prowadzić postępowanie pod kątem wykroczenia z art. 77 kodeksu wykroczeń dotyczącego trzymania psa i bezpieczeństwa w tym zakresie. Musimy przesłuchać świadków i poznać wszelkie okoliczności związane z tym zdarzeniem – mówi mł. asp. Tomasz Drzał z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie.
– Córka jest w strasznym stanie, bardzo to przeżywa. Zresztą nie tylko ona, ale również cała nasza rodzina. Jesteśmy wstrząśnięci tym, co się stało – kończy nasz Czytelnik.
ksz



15 Responses to "Zagryzł nam psa w centrum Rzeszowa!"