Lekarze czują się oszukani przez rząd

Pikieta poparcia dla głodujących lekarzy rezydentów, w październiku 2017 roku, przed Urzędem Marszałkowskim w Rzeszowie. Fot. Wit Hadło

PODKARPACIE. Lekarze związkowcy 1 października zapowiadają wznowienie protestu. Będą pracować przez 48 godzin tygodniowo, bo tyle rekomenduje UE.

O co konkretnie chodzi lekarzom? O to, że pracują ponad siły. Że nasz system jest skrajnie niedofinansowany i źle zorganizowany. Że w Polsce pracuje za mało lekarzy. Że pacjenci czekają w kolejkach, a do tego medycy nie mogą ich leczyć tak, jak powinni, tylko tak, jak pozwala system. Że lekarze gros swojego czasu poświęcają na czynności organizacyjne i administracyjne. Że coraz trudniej o satysfakcję w tym zawodzie. Że system ochrony zdrowia się wali i rząd świetnie o tym wie, ale nic nie robi.

– W ubiegłym tygodniu przewodniczący Porozumienia Rezydentów, które jest organizatorem i pomysłodawcą protestu, odwiedził także Rzeszów.  Jaki będzie efekt jego rozmów z lekarzami na razie trudno mi powiedzieć. Faktem jest, że i lekarze rezydenci, i lekarze specjaliści są rozżaleni, bo wynegocjowaną ustawę okrojono tak, że wypaczono jej sens. Półtora roku temu rezydenci podpisali porozumienie z rządem, w którym ten zobowiązał się m.in. do zwiększenia nakładów na zdrowie do 6 proc. PKB w ciągu 6 lat. Wydatki na ochronę zdrowia wprawdzie wzrosły, ale rząd liczy je według PKB sprzed dwóch lat. Czyli nie dokłada tego, co obiecał. A to niejedyne niedotrzymane zobowiązanie. Podwyżki zabezpieczone są np. do lipca przyszłego roku, nie mamy pewności co dalej. Nie mamy poczucia stabilności – mówi Zdzisław Szramik, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Protest ma polegać na ograniczeniu czasu pracy łącznie z dyżurami do 48 godzin tygodniowo. O jej formie zdecydowali sami lekarze, który wzięli udział w ankiecie, gdzie mieli do wyboru m.in.: strajk włoski (wykonywanie tych samych obowiązków, tylko w znacznie wolniejszym tempie), rozwiązanie umowy z pracodawcą i ograniczenie czasu pracy. Wybrali to ostatnie rozwiązanie.

– Nasza akcja nazywa się „Zdrowa praca” i określa ogólny kierunek zmian. Standardy godzinowe pracy wytyczone przez UE wzięły się z obserwacji jej efektywności i bezpieczeństwa pracowników. U nas lekarze zwyczajowo pracują znacznie ponad normę. Ten trend należy kiedyś zahamować. Są naturalnie tacy, którzy chcą pracować dużo. Trzeba jednak pamiętać, że przepracowany lekarz naraża nie tylko swoje zdrowie, ale także pacjenta – mówią medycy. – Uważamy, że zatrudnianie lekarzy przez szpitale na zasadzie umów kontraktowych, wprowadzone kilka lat temu przez ówczesną Minister Zdrowia Ewę Kopacz, to złe, szkodliwe rozwiązanie. Lekarz zgodnie z kodeksem pracy ma obowiązek odpoczywać po dyżurze przez 11 godzin. Tymczasem kontrakt daje mu możliwość pracy bez odpoczynku. Ponadto lekarz na kontrakcie nie patrzy całościowo na pracę oddziału, lecz dba wyłącznie o to, co dzieje się podczas jego dyżuru. Utrudnia to ciągłość opieki nad chorymi, rodzi też animozje wśród pracowników, bo osoba na kontakcie zarabia więcej niż jego koledzy na etacie wykonujący te same obowiązki. Kontrakty to był pomysł na łatanie dziur w ochronie zdrowia, ale to pomysł niewłaściwy.  Chcemy pracować w jednym miejscu, w sensownym wymiarze czasu i za godziwe pieniądze – mówią.

Lekarze zapowiadają, że  protest zakończą dopiero wtedy gdy dostaną wiążące deklaracje na piśmie. Co ma się w nich znaleźć? Przede wszystkim 6,8 proc. PKB na publiczną służbę zdrowia, i to za  3 lata, nie za 5. I – co istotne – nakłady muszą wynikać z aktualnych dochodów państwa, a nie jak dziś, kiedy podstawę do wyliczeń stanowi PKB sprzed dwóch lat. Dodają, że od tego nie odstąpią. W styczniu 2018 gdy upieraliśmy się przy 6,8 proc. PKB, rząd przekonywał, że nie ma takich pieniędzy. Ulegliśmy i zgodziliśmy się na 6 proc. I co się okazało? Pieniądze bardzo szybko się znalazły, tylko na co innego.  Tymczasem na zdrowiu oszczędzamy tak samo jak 5, 10 czy 15 lat temu. W rezultacie w Polsce amputuje się najwięcej stóp w porównaniu do innych krajów europejskich, bo nie ma pieniędzy na przewlekłe leczenie tzw. stopy cukrzycowej. Żeby dostać u nas lek zapobiegający złamaniom w osteoporozie, trzeba najpierw doznać takiego złamania. Sanepid odnotował w 164 szpitalach uchybienia o krytycznym znaczeniu dla pacjentów. Osoba chora na mukowiscydozę żyje średnio 15 lat krócej niż na zachodzie, bo nie ma izolatek i pacjenci zarażają się krzyżowo… Czy oprócz dofinansowania systemu będziecie walczyć także o własne wyższe pensje? – Nasz postulat w tej kwestii nie ulega zmianie od lat. Dwie średnie krajowe dla lekarza w trakcie robienia specjalizacji, trzy średnie dla specjalisty. Tak jest np. w Czechach i na Słowacji.

Anna Moraniec

28 Responses to "Lekarze czują się oszukani przez rząd"

Leave a Reply

Your email address will not be published.