
APKLAN RESOVIA – SKRA CZĘSTOCHOWA. „Pasiaki” sięgnęły po 3 punkty, ale przed derbami Rzeszowa muszą poprawić skuteczność.
– Dzisiejsze zwycięstwo dedykuję ludziom, którzy po ostatnich dwóch porażkach nie zwątpili w naszą drużynę. Przyszli na stadion i dopingowali – mówił Szymon Grabowski, szkoleniowiec Apklan Resovii po meczu ze Skrą Częstochowa.
Zespół spod Jasnej Góry pokonał nie tak dawno Widzew Łódź, ma w składzie kilku ciekawych zawodników, a przed rokiem z Rzeszowa omal nie wywiózł 3 punktów. W sobotę nie miał jednak wiele do powiedzenia i gdyby nie 17-letni Mikołaj Biegański w bramce, skończyłoby się wynikiem 5-0 dla gospodarzy.
Zmarnowane „setki”
Golkiper Skry miał problemy z łapaniem piłki uderzanej z dalszej odległości i grą w powietrzu, ale gdy przyszło do prawdziwego egzaminu, zdał go na piątkę. W drugiej połowie wygrał pojedynki sam na sam z Serhijem Krykunem i Adrianem Dziubińskim. Wychodził do przodu, skracał kąt, czekał cierpliwie na reakcje strzelców i zamiast podwyższenia wyniku, Apklan Resovia zyskiwała tylko rzuty rożne. Biegańskiego należy oczywiście chwalić, ale jego postawa nie może być usprawiedliwieniem dla pomocników i napastników gospodarzy. Takich sytuacji marnować po prostu nie wypada! Krykun (na początku meczu z bliska nie trafił do pustej niemal bramki) i Dziubiński po naukę powinni się udać do kolegi z zespołu, Sebastiana Zalepy. Środkowy obrońca otworzył wynik, zachowując się w polu karnym jak rasowy egzekutor. Otrzymał piłkę od Szymona Kalińca i precyzyjnym strzałem umieścił ją w dłuższym rogu. – Służę pomocą – żartował Zalepa. – Bramka cieszy, tym bardziej, iż akcja zaczęła się od mojego przechwytu w środku pola. Wróciły nawyki z czasów gry we Flocie i Stali Mielec. Zwycięstwo doda nam wiary przed niedzielnym starciem ze Stalą Rzeszów – nie miał wątpliwości.
– Wygrał zespół lepszy, stwarzający okazje. Wiedzieliśmy, że Resovia zacznie wysoko, agresywnie, a jednak nie zapobiegliśmy temu. Źle weszliśmy w mecz, szybko straciliśmy gola. Bramka z karnego na 2-0 zabiła to spotkanie. Nie mieliśmy argumentów, by odpowiedzieć gospodarzom – przyznał trener Paweł Ściebura, który ma nadzieję, iż niedoceniana, pozostająca w cieniu Rakowa Skra, znów utrzyma się w lidze. – Na centralny szczebel dostaliśmy się po 66 latach. Głupio byłoby spaść po dwóch sezonach – opowiadał przed startem rozgrywek.
Trzy punkty i wyczyszczone głowy
Po porażkach z Olimpią i Górnikiem, gdzie „pasiaki” straciły gole w samej końcówce, najważniejszy był powrót na zwycięską ścieżkę. – Gra grą, ale wiadomo, że na zespół spogląda się przez pryzmat wyniku. Chodziło więc o to, żeby zdobyć trzy punkty i wyczyścić głowy. Podeszliśmy do tego meczu bardzo skoncentrowani, chcieliśmy być w grze przez 90 minut, żeby nie wróciły demony z przeszłości – tłumaczył Szymon Grabowski. Opiekun Apklan Resovii zgadzał się z dziennikarzami, że zwycięstwo powinno być okazalsze, a 2-0 to dla Skry najniższy wymiar kary. – Kulała nie tylko skuteczność. Niedokładne pierwsze podanie po przechwycie – tego jest wciąż za dużo. Zapewniam jednak, iż dostrzegamy wszystkie bolączki. No i Skra wcale nie była łatwym przeciwnikiem – odpowiadał.
Przed prestiżowym starciem ze Stalą na Stadionie Miejskim do poprawy jest zatem wykańczanie sytuacji, cieszyć może natomiast gra w defensywie biało-czerwonych. – Świetnie, że chłopcy po dwóch bombach otrzymanych w Łęcznej, ustrzegli się błędów w tyłach. Wszędobylscy pomocnicy Skry zostali zneutralizowani właśnie dlatego, że już od Daniela Świderskiego zaczynała się nasza skuteczna obrona – chwalił swoich zawodników Grabowski.
Tomasz Szeliga
[ngg src=”galleries” ids=”877″ display=”basic_thumbnail”]


