Lider znowu przy Hetmańskiej (ZDJĘCIA)

Stal Rzeszów pokonała w derbach Podkarpacia swoją imienniczkę ze Stalowej Woli i dobrych humorach przystąpi do zaplanowanych już na najbliższą niedzielę derbów Podkarpacia. Fot. Wit Hadło

STAL RZESZÓW – STAL STALOWA WOLA. Biało-niebiescy wrócili na zwycięską ścieżkę. Coraz trudniejsza sytuacja „Stalówki”.

Po dwóch meczach bez zwycięstwa, piłkarze Stali Rzeszów sięgnęli w sobotę po komplet punktów, pokonując przed własną publicznością swoją imienniczkę ze Stalowej Woli. Tym samym rzeszowianie są w tym sezonie wciąż niepokonani na stadionie przy ul. Hetmańskiej, której to twierdzy ponownie będą bronić już w najbliższą niedzielę w derbach Rzeszowa.

Rzeszowianie dość nieoczekiwanie rozpoczęli bez Wojciech Reimana, który do tej pory był etatowym pomocnikiem biało-niebieskich. Jego brak w środku pola był szczególnie widoczny przed przerwą, kiedy to gospodarze nie mieli za bardzo pomysłu na rozbicie szczelnej defensywy „Stalówki”. – Dajemy zawodnikom chwilę oddechu. Ta runda jest długa, bo ma co najmniej 21, a może 22, 23 mecze. Potrzeby zespołu są różne. Musimy być przygotowani na różne rozwiązania, czy to kartki, czy kontuzje, a czasem na słabszą dyspozycję któregoś piłkarza. Kadrę mamy wyrównaną i do tej pory te roszady nam się sprawdzają – argumentował swoją decyzję Janusz Niedźwiedź, trener Stali Rzeszów, który Reimana desygnował do gry dopiero w 78. min.

Dużo biegania na początek

Początek spotkania był mocno energetyczny, a na boisku zupełnie nie było widać różnicy, jaka dzieli obie drużyny w ligowej tabeli. Sporo biegania, jakie oglądaliśmy w początkowej fazie nie za bardzo miał przełożenie na dogodne sytuacje podbramkowe. Jako pierwsi odważniej zaatakowali rzeszowianie. Sławomir Szeliga przejął piłkę na środku boisk, a następnie zagrał do Dominika Chromińskiego, który jednak zamiast strzelać na bramkę rywala, zupełnie niepotrzebnie próbował zagrywać do jednego z partnerów. Później dość nieoczekiwanie do głosu doszła „Stalówka”. Wprawdzie strzał Roberta Dadoka nie mógł zaskoczyć Wiktora Kaczorowskiego, ale już po kąśliwym uderzeniu Piotra Witasika, golkiper biało-niebieskich musiał się sporo nagimnastykować, by złapać piłkę w rękawice. – Nie zdradzę taktyki, jaką mieliśmy na to spotkanie. Powiem tylko, że czasami staramy się zmiażdżyć przeciwnika już na początku, czasami dajemy mu trochę oddechu. Czasem jest to świadomy zabieg, a czasem nie – wyjaśniać Niedźwiedź. Z czasem to właśnie jego piłkarze przejęli inicjatywę. Szczęścia strzałem z dystansu próbował m.in. Łukasz Mozler, ale futbolówka – mimo iż skozłowała tuż przed bramą gości – padła łupem Łukasza Konefała. Stal próbowała rozbić szczelną defensywę „Stalówki” dalekimi wrzutkami w jej pole karne, ale obrońcy przyjezdnych radzili sobie z nimi bez większych problemów. Nie poradzili sobie za to ze strzałem z rzutu wolnego Piotra Głowackiego (faul Piotra Witasika na Sławomirze Szelidze – przyp. red.). Piłka po uderzeniu lewą nogą napastnika gospodarzy, musnęła po drodze jednego z graczy „Stalówki” i mimo, że Konefał miał ją praktycznie na ręce, wpadła do siatki. Gospodarze chcieli pójść za ciosem i jeszcze przed przerwą podwyższyć prowadzenie. Udało im się to jednak dopiero w II połowie., gdy na strzał zza linii pola karnego zdecydował się Łukasz Mozler, a stojący przed golkiperem „Stalówki” Damian Sierant zasłonił go na tyle skutecznie, że piłka wpadła do bramki obok zaskoczonego Konefała. W kolejnych minutach rzeszowianie mogli pokusić się o następne trafienia, jednak dwukrotnie strzały Piotra Głowackiego zdołał obronić bramkarz przyjezdnych. Ci sprawiali wrażenie mocno przestraszonych boiskowymi wydarzeniami i tym, że biało-niebiescy z minuty na minutę uzyskiwali coraz to większą przewagę. Gospodarzom w tym momencie należy się bura za to, że mając praktycznie rywala na deskach, nie dobili go, tylko pozwolili mu się w końcówce podnieść i wrócić do gry. – Przede wszystkim cieszymy się z tego, że zwyciężyliśmy, bo w dwóch ostatnich meczach, grając z topowymi rywalami, zdobyliśmy tylko punkt. Tym razem przeciwnikiem był zespół teoretycznie z dołu tabeli, a wszyscy widzieli, że mecz nie był łatwy. Szkoda początku II połowy, gdy prowadząc 2-0, mogliśmy ten mecz praktycznie zamknąć, bo mieliśmy okazję na 3-0 – przyznał po końcowym gwizdku Janusz Niedźwiedź.

Przebudzenie „Stalówki”

Czekający wciąż na premierowe zwycięstwo w roli szkoleniowca Stali Stalowa Wola, Szymon Szydełko próbował odmienić obraz swojego zespołu aż trzema zmianami, jakie przeprowadził w pierwszym kwadransie drugiej połowy. Dopływ świeżej krwi długo jednak nie pozwalał gościom na zmianę boiskowych wydarzeń. To Stal Rzeszów nadal dyktowała warunki gry ale już nie forsowała tak tempa i znacznie bardziej szanowała piłkę. Chwilami nawet za bardzo, co próbowała skrzętnie wykorzystać „Stalówka”. W 77. min przyjezdni zmarnowali dwie wyśmienite okazje. Najpierw dośrodkowanie Michała Fidziukiewicza zdołał w ostatniej chwili zablokować Damian Kostkowski, a chwilę później Kaczorowski w sobie tylko znany sposób instynktownie wybił piłkę na rzut rożny. Bez szans był za to rzeszowski golkiper po uderzeniu z rzutu wolnego Bartosza Sobotki, który przymierzył w samo okienko, tym samym dając „Stalówce” nadzieje, że jeszcze w tym meczu wszystko jest możliwe. W końcówce to rzeszowska Stal musiała się bronić przed naporem przyjezdnych, a że czyniła to skutecznie, to właśnie ona dopisała do swojego dorobku 3 pkt. – Bardzo szkoda mi tego spotkania, bo uważam, że było ono najlepsze w naszym wykonaniu, odkąd jestem trenerem Stali. Graliśmy dobrze w piłkę i próbowaliśmy stwarzać sobie sytuacje, których we wcześniejszych meczach nie mieliśmy zbyt wiele. Jest wielki niedosyt po straconych bramkach, które same sobie sprokurowaliśmy, a obie były do wybronienia. Duży plus za to, że zespół przegrywając 0-2, podniósł się. Pozostaje nam łapać jak najwięcej punktów i szanować każdy punkt, zdobyty na wyjazdach, których teraz mamy pod dostatkiem i czekać na powrót na swój stadion – mówił Szymon Szydełki, trener „Stalówki”.

Marcin Jeżowski

[ngg src=”galleries” ids=”878″ display=”basic_thumbnail”]

Leave a Reply

Your email address will not be published.