
Co wiemy i czego nie wiemy o tajnym współpracowniku rzeszowskiej bezpieki „Łukaszu”. Czy i gdzie są dokumenty dotyczące tajnej współpracy ks. Stanisława Maca z SB?
Podobizna księdza Stanisława Maca, dawnego proboszcza rzeszowskiej katedry znajduje się na drzwiach świątyni. Tymczasem IPN już dość dawno ujawnił, że był on tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Łukasz”. Teraz jednak sprawa ucichła, a kapłan nadal traktowany jest jako ikona walki z komunistycznym reżimem.
Pierwsze wzmianki o tajnym współpracowniku SB o pseudonimie „Łukasz” pojawiły się w 2005 roku w materiale historyka, dr. Dariusza Iwaneczko pt.: „Władza a opór społeczny w Polsce południowo-wschodniej”. Z tej publikacji dowiadujemy się o osobie TW „Łukasza”, która przewija się w wielu wątkach. Najkrócej rzecz można ująć tak, że to dzięki właśnie temu tajnemu współpracownikowi bezpieka doskonale orientowała się w działaniach i planach rzeszowskich środowisk opozycyjnych i duszpasterstwie ludzi pracy w latach osiemdziesiątych.
Tu warto przypomnieć, że duchowni byli swoistym ewenementem wśród werbowanych przez bezpiekę. A to dlatego, że w ich przypadku nie wymagano podpisu werbowanego zgadzającego się na tajną współpracę. Dlatego zdarzali się duchowni, którzy byli zarejestrowani jako tajni współpracownicy wcale o tym nie wiedząc. Dr Dariusz Iwaneczko, dziś szef rzeszowskiego Oddziału IPN, mówi: – Na podstawie zgromadzonych materiałów nie jesteśmy w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy współpraca ks. Stanisława Maca z bezpieką była świadoma i aktywna – wyjaśnia historyk. – Miałem okazję rozmawiać z księdzem S. Macem – opowiada Iwaneczko. – Nie zaprzeczał, że widywał się z funkcjonariuszem bezpieki, ale odżegnywał się stanowczo od tego, by przekazywał mu jakieś istotne informacje dotyczące opozycji czy duszpasterstwa ludzi pracy – podkreśla. Jednocześnie przyznaje jednak, że część kapłanów, których usiłowano werbować w tamtym okresie w ogóle odmawiała spotkań z funkcjonariuszami.
Dla wielu ks. Stanisław Mac był i nadal pozostaje ikoną i symbolem walki z komuną. Na tyle ważną, że między innymi jego podobizna znajduje się na spiżowych drzwiach rzeszowskiej katedry wraz z podobiznami działaczy opozycji antykomunistycznej z regionu. Oficjalnie pierwszymi osobami, które przeszły przez te drzwi w czerwcu 1991 roku byli ówczesny papież Jan Paweł II i właśnie ks. Stanisław Mac, który kierował wówczas rzeszowską katedrą.
Działacz opozycyjny regionu rzeszowskiego, Tadeusz Kensy dziś mówi o tych drzwiach, że są jak „gorący kartofel”. Dlaczego? – No cóż, takie drzwi to unikat, a tymczasem mało kto o nich wspomina – uśmiecha się ironicznie T. Kensy. – Nic dziwnego poniekąd, bo obok ks. Maca, czyli TW „Łukasza” są na nich podobizny 6 innych tajnych współpracowników bezpieki – dodaje. Jak wspomina Kensy, artystka, która wykonywała zdobienie drzwi wzorowała się na fotografiach opozycjonistów, które właśnie on jej udostępniał. – Było to w 1989 roku, nikt wówczas jeszcze nie wiedział o teczkach bezpieki i ich zawartości – wyjaśnia.
Tymczasem prawdziwa „bomba z opóźnionym zapłonem” wybuchła w 2011 roku, kiedy to wydana została książka pt. „Strajki i porozumienia w Ustrzykach Dolnych i Rzeszowie 1980/81” autorstwa dwóch historyków z IPN-u, Janusza Borowca i Bogusława Wójcika. Tu również pojawia się postać TW „Łukasza” z takim oto, nie pozostawiającym cienia wątpliwości, przypisem: „Stanisław Mac, ur. 27 IV 1936 w Cieszacinie Małym, duchowny katolicki. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1960 r., proboszcz parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rzeszowie. 13 XII 1982 r. zarejestrowany przez SB jako TW „Łukasz”. W 1990 r. wyrejestrowany z sieci OZI (AIPN Rz, Kartoteka odtworzeniowa byłego WUSW w Rzeszowie”.
Autorzy publikacji podkreślali wówczas, że nie natrafili na żaden dokument, który potwierdzałby zakres i sposób współpracy księdza Maca z bezpieką. Natomiast teczki pracy TW „Łukasza” nie ma. Została bowiem zniszczona na początku roku 90. zeszłego wieku wraz z teczkami innych tajnych współpracowników bezpieki będących duchownymi. Niemniej o sprawie stało się głośno.
Sam kapłan tak wówczas komentował ją w lokalnych mediach: – To jest banda, nie ma z kim rozmawiać – mówił o IPN ks. Mac. – To nieuczciwość, świństwo! Jestem tu 40 lat, moi parafianie mnie znają i wiedzą, jak walczyłem (…). Nie ma żadnych donosów, żadnych moich podpisów, nawet protokołów z procesu nie podpisywałem, bo zawsze znalazłem jakiś błąd – przekonywał wówczas i przypominał, że jeszcze w roku 91 zeszłego wieku bezpieka przed papieską wizytą w Rzeszowie rozpuszczała kompromitujące go plotki, jakoby przegrał kościół w karty.
W chwili, gdy ukazała się publikacja Borowca i Wójcika rzeszowskiemu Oddziałowi IPN-u szefowała Ewa Leniart, obecna wojewoda podkarpacka. Nie ma co ukrywać, że wówczas „oberwała rykoszetem” za całą tę sprawę. Część jej partyjnych kolegów z PiS, w tym obecny wicemarszałek województwa podkarpackiego, Stanisław Kruczek, domagała się odwołania jej ze stanowiska dyrektora Oddziału IPN w Rzeszowie, a nawet relegowania z szeregów partyjnych! Tak się, jak widać, nie stało, a ówczesna pani dyrektor chcąc ratować sytuację i siebie winą za całą sprawę obarczyła…media. W specjalnie wówczas wydanym oświadczeniu jej autorstwa czytamy: – W dniu 9 maja 2011 r. w WDK w Rzeszowie odbyła się prezentacja sześciu książek wydanych przez IPN O/Rzeszów. W jej trakcie zainteresowanie mediów skierowane zostało niemal wyłącznie na wspomnianą publikację, a ściślej mówiąc na przypis odnoszący się do ks. Stanisława Maca – pisała wówczas Ewa Leniart dodając, że stwierdzenia zamieszczone w jednej z gazet sprowadziły pracę autorów książki do poziomu sensacji, wywołanej celowo do osobistych rozgrywek przez byłych działaczy opozycji demokratycznej. Nie omieszkała też wspomnieć o nas – Ks. Stanisław Mac użył na łamach „Super Nowości” wobec pracowników IPN O/Rzeszów określenia: „To banda – nie ma z kim rozmawiać”. Sformułowanie to nie jest bez orzeczenia sądowego dopuszczalne nawet wobec przestępców, narusza wszelkie standardy dobrych obyczajów i kultury osobistej – zauważyła.- Tymczasem pragnę podkreślić, iż materiały dotyczące TW o ps. „Łukasz” są udostępniane na zasadach określonych w ustawie o IPN, zaś wiedza ta była znana Międzydiecezjalnej Komisji Historycznej dla rozpoznania i weryfikacji zasobów IPN dotyczących przypadków współpracy duchownych z tajnymi służbami PRL – zakończyła E. Leniart.
Od tamtego czasu sprawa ucichła. Ks. Stanisław Mac przeszedł na emeryturę w 2011 roku. Według naszych nieoficjalnych informacji miał starać się o możliwość dłuższej posługi, ale niechętny temu miał być ówczesny metropolita przemyski, abp Józef Michalik. Natomiast w roku 2014 ukazały się dwa numery periodyku „Aparat represji w Polsce Ludowej 1944-1989”. Podczas dość kameralnego spotkania promocyjnego „wypłynęła” także sprawa ks. Stanisława Maca. Całe spotkanie drobiazgowo opisali w „Tajnej historii Rzeszowa” Sławomir Bury i Marcin Maruszak. Pozwalamy sobie zacytować, co wówczas mówił Marek Wójcik, działacz opozycyjny: – Rzeczywiście, czytając wyciągi z raportów TW „Łukasza” to jest tak jakbym słyszał opinie wypowiadane nie tylko do mnie przez ks. Stanisława Maca, ówczesnego proboszcza na temat ludzi „Solidarności”, naszej wiarygodności, naszej moralności. Takimi ludźmi, jak Jarosław Szczepański, Marek Wójcik, Józef Konkel, Tadeusz Kensy, Janusz Szkutnik, ks. Stanisław Mac gardził. I nie krył pogardy dla tych ludzi. Byliśmy dla niego nikim, zawadą i problemem. Byliśmy dla niego korzyścią tylko jednego dnia, kiedy z całej Polski zjeżdżali ludzie na obchody i wtedy powiedzmy sobie jasno, była duża taca. Wtedy byliśmy ważni. Cała reszta jest dokładnie zawarta w tych wyciągach. Proszę mi wierzyć, tych kilka wyciągów z doniesień TW jest to bardzo wiarygodny portret tego człowieka, tego kapłana, który uważał, że duszpasterstwa ludzi pracy, duszpasterstwa rolnicze przegrają, a ich twórcy to ludzie, którzy się do niczego nie nadają – czytamy w „Tajnej historii Rzeszowa”.
Rzecz cała w tym, że przecież cały czas podkreślano, że nie ma szczegółowych dokumentów dotyczących działalności TW „Łukasza”, a jedynie szczątkowe. Skąd zatem słowa Marka Wójcika o wyciągach z raportów TW „Łukasza”, w którym ten rozpoznał ks. Stanisława Maca? Postaramy się tego dowiedzieć.
A tymczasem Tadeusz Kensy napisał kiedyś tak: – Kto wreszcie i jak zmaże hańbę uhonorowania na spiżowych drzwiach rzeszowskiej katedry nie tylko wizerunku Maca -„Łukasza”, ale także co najmniej sześciu innych tajnych współpracowników bezpieki? – i nadal podtrzymuje to pytanie. – Historia zatacza jakiś niesamowity krąg – mówi dziś T. Kensy. – Podczas zeszłorocznych uroczystości rocznicowych podpisania porozumień w Rzeszowie i w Ustrzykach mszę św. celebrował ks. Mac, TW „Łukasz”, a jednym ze składających uroczystą ofiarę był …inny tajny współpracownik bezpieki – stwierdził dawny działacz opozycyjny. – I nikogo to nie oburza, nikt o tym nie mówi… – wzdycha ze zdumieniem.
Monika Kamińska



2 Responses to "TW „Łukasz” grzeszył w sutannie"