
Rozmowa z SERHIJEM KRYKUNEM, pomocnikiem Apklan Resovii.
– Gratuluję bramki! Sprawiłeś sobie najlepszy prezent na 23. urodziny. Rozumiem, że po meczu będzie impreza?
– Jaka impreza?! Regeneracja, zimna woda, kolacja i do łóżka spać (śmiech).
– Jesteście zadowoleni z tego punktu?
– Nie do końca. Mieliśmy więcej okazji, powinniśmy je wykorzystać.
– Mogłeś zamknąć ten mecz już w 35 minucie. Czemu nie uderzałeś po dłuższym rogu, jak wtedy, gdy zdobyłeś gola?
– Niestety, dokonałem złego wyboru. Szukałem krótszego rogu, jeszcze podniosłem piłkę i bramkarz zdążył zareagować.
– Prawie się udało w końcówce. Gdy inni oddychali rękawami, ty po raz kolejny wcisnąłeś pedał gazu.
– Faktycznie, mało brakowało do szczęścia. Obrońca Stali dobrze się zachował, końcem buta wygarnął mi piłkę spod nogi.
– Serhij, trenowałeś lekkoatletykę? Pytam, bo równie dobrze mógłbyś biegać sprinty.
– Szybkość to moja cecha wrodzona. Ale zapewniam, że mogę być jeszcze szybszy! Pracuję nad tym w każdym okresie przygotowawczym.
– Straconej bramki można było uniknąć. Macie o to do siebie pretensje?
– Tak. Na początku drugiej połowy oddaliśmy inicjatywę, pozwoliliśmy Stali pograć piłką i źle się to dla nas skończyło. Musimy wyciągnąć wnioski na przyszłość.
– Na trybunach siedziało wielu menadżerów, mecz pokazywała ogólnopolska telewizja. Intuicja mi podpowiada, że nazwisko Krykun zostało zapamiętane…
– Ten mecz może i był dużą promocją, ale w ogóle nie czułem tej otoczki. Skupiliśmy się tylko na przeciwniku.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


