Skromny bohater z przemyskich wodociągów

Krzysztof Niejedli (drugi z lewej) to skromny i cichy bohater! Zachował zimną krew i uratował rażonego prądem młodszego kolegę Rafała Smyka (pierwszy z prawej). Ostatnio była okazja by uhonorowali go Mariusz Kwaśny, prezes PWiK-u (pierwszy z lewej) i prezydent Przemyśla, Wojciech Bakun (w środku). Fot. Monika Kamińska

PRZEMYŚL. Młodego pracownika PWiK-u poraził podczas pracy prąd! Uratował go starszy kolega.

Gdy szli wykonać banalny pomiar w znanym sobie miejscu, ani młody pracownik przemyskiego PWiK-u, Rafał Smyk, ani jego starszy znacznie kolega Krzysztof Niejedli, nie myśleli, że coś może pójść nie tak, a tym bardziej, że jeden z nich może stracić życie! Tymczasem tylko dzięki zimnej krwi i odwadze pana Krzysztofa nie doszło do tragedii.

To był zwyczajny dzień pracy w przemyskich „wodociągach”. Rafał Smyk, w PWiK-u pracujący od 3,5 roku, szczęśliwy młody mąż i tato 1,5-miesięcznego synka wraz ze swoim znacznie starszym stażem kolegą, Krzysztofem Niejedli, „wodociągowcem” od 35 lat otrzymali polecenie wykonania pomiaru ciśnienia wewnętrznej instalacji wodociągowej u jednego z klientów. Rzecz dla nich, rzec można, banalna, bo montażem wodomierzy zajmują się na co dzień. W dodatku znali miejsce, gdzie mieli wykonać zadanie, bo sami tam montowali wodomierz w marcu zeszłego roku. Ich zadaniem było: zamknięcie wody, odkręcenie wodomierza, podłączenie manometru do instalacji wodociągowej przed wodomierzem, wykonanie pomiaru ciśnienia oraz zamontowanie z powrotem wodomierza, czyli „bułka z masłem”.

Jednak nie poszło „jak po maśle”, bo w pewnym momencie Rafała Smyka poraził prąd. Nie to jednak było najgorsze, a to, że młody mężczyzna nie mógł oderwać się od rury, która była pod napięciem. Porażenie prądem spowodowało zaciśniecie się mięśni na niej i Rafał Smyk wciąż rażony był prądem. Krzysztof Niejedni nie stracił zimnej krwi, wiedział, ze nie może bezpośrednio dotknąć Rafała, bo i jego porazi prąd. Chwycił go więc za szelki i usiłował oderwać od rury. Udało się dopiero za trzecim razem. Wtedy K. Niejedli wezwał pomoc.

Najprawdopodobniej starszy kolega uratował młodszemu po prostu życie. Teraz, a od tego zdarzenia minęło blisko 2 miesiące, Rafał Smyk nadal przebywa na zwolnieniu lekarskim i dochodzi do siebie, ale czuje się już na tyle dobrze, że w miniony piątek (20 wrzenia) przyszedł do siedziby PWiK-u, by uroczyście podziękować koledze. Okazja była, bo cichego, skromnego człowieka, jakim jest Krzysztof Niejedli postawiły za jego zimną krew i odwagę uhonorować władze miasta i PWiK-u. – Nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, jak skończyłaby się ta historia, gdyby nie zdecydowana i odważna reakcja pana Niejedlego. Dziś chcemy w uroczysty sposób podkreślić wyjątkowość tego, co się stało – powiedział prezydent Przemyśla, Wojciech Bakun. Ciepłych słów nie szczędził też swemu podwładnemu prezes PWiK-u, Mariusz Kwaśny, ale najbardziej wzruszające były słowa Rafała Smyka: – W imieniu swoim, mojej żony i synka dziękuję za uratowanie życia. Życzę wszystkim takiego kolegi i współpracownika – powiedział R. Smyk.

Monika Kamińska

Leave a Reply

Your email address will not be published.