Czyste głowy przy Hetmańskiej

STAL RZESZÓW – BŁĘKITNI STARGARD. Przełamanie po miesiącu niemocy.

Po czterech meczach bez zwycięstwa, w tym dwóch porażkach, piłkarze Stali Rzeszów w końcu odnaleźli swój rytm. I choć w sobotę momentami mocno fałszowali, po spotkaniu wszyscy przytaknęli, że tym razem liczyły się nie środki, którymi dążono do celu, a sam efekt końcowy.

– Potrzebowaliśmy tego przełamania. Nasza gra nie była tak płynna jak dotychczas, a mimo wszystko sięgnęliśmy po trzy punkty. Dziś szczególnie gratuluję chłopakom, bo wytrzymali i zadali ciosy w końcówce – mówił na konferencji prasowej trener Stali, Janusz Niedźwiedź, na którego spadła ostatnio dość spora krytyka. – Nie możemy działać na zasadzie chorągiewki i dokonywać np. poważnych zmian taktycznych co chwilę, tylko dlatego, że nie idzie. Wierzymy w naszych piłkarzy, musimy dać im wsparcie, energię, odpowiednio zmotywować, żeby nie popełniali błędów – dodawał pytany o przywiązanie do pewnych boiskowych rozwiązań.

Zawodnicy z Hetmańskiej, jak to mają z zwyczaju, całkiem nieźle zaczęli pojedynek. Już w 7. minucie swojego 6. gola w tym sezonie zdobył Artur Pląskowski, zaskakując Mariusza Rzepeckiego strzałem lewą nogą. Wydawało się, że bramkarz Błękitnych mógł w tej sytuacji zachować się o niebo lepiej, jednak piłkę, która przeleciała tuż obok niego, zauważył w ostatniej chwili, gdyż był zasłonięty przez swoich obrońców. Biało-niebiescy szybko mogli „poprawić”, ale zbyt długo z podaniem do „Pląsa” zwlekał Dominik Chromiński. Co gorsza, po raz kolejny, gdy Stal pierwsza zdobyła bramkę, niejako naturalnie cofnęła się do defensywy, dając rywalowi sporo przestrzeni. – Dziś na takie zachowanie wpłynęły chyba nasze ostatnie wyniki, a co za tym idzie psychika. W takim momencie włącza się podświadomość, że tak samo działo się w poprzednich meczach. Ciężko z tym sobie poradzić, dlatego tym bardziej się cieszę, że się nam udało, bo teraz wyczyściliśmy głowy – zaznaczał szkoleniowiec rzeszowian.

Polskie problemy

Goście wyrównali w 68. minucie za sprawą wprowadzonego chwilę wcześniej Patryka Paczuka. Był to w zasadzie najpoważniejszy błąd biało-niebieskiej defensywy tego dnia, a warto zauważyć, że po raz pierwszy w środku pola zagrał Radosław Sylwestrzak. Były obrońca Widzewa Łódź do tej pory zaliczał jedynie epizody, ale w sobotę w końcu wskoczył do podstawowego składu i zaprezentował się bardzo dobrze. Cieszył się z tego trener Niedźwiedź, komentując przy okazji kolejną żółtą kartkę Wojciecha Reimana i fakt, że kapitana Stali zabraknie w niedzielę w Elblągu. – Słuchałem ostatnio wywiadu Vitala Heynena, który stwierdził, że w Polsce ciągle mamy z czymś problem. Podpisuję się po tym. To nie jest problem, że Wojtka zabraknie, tylko naturalna kolej rzeczy, że poszczególni zawodnicy z różnych powodów będą wypadać. Po to zbudowaliśmy szeroką kadrę, żeby na takie sytuacje być przygotowanym.

Podejście szkoleniowca rzeszowian można uznać za słuszne, jednak nie ulega wątpliwości, że Reiman to centralna postać Stali. To on zresztą trafił z Błękitnymi na 2-1, popisując się mocnym uderzeniem zza pola karnego, czyli tzw. specjalnością zakładu. Piłkarze ze Stargardu nie zwiesili jednak głów i gdyby nie poprzeczka już w doliczonym czasie gry po próbie Wojciecha Fadeckiego, humory w rzeszowskim obozie byłyby zgoła inne. Tymczasem odsłonięci goście zostali skarceni na „do widzenia” jeszcze przez Patryka Plewkę, dla którego był to debiutancki gol w barwach Stali.

– Jestem zadowolony z zespołu, bo pokazaliśmy dobrą, zorganizowaną piłkę. I to po trudach 12-godzinnej podróży. Nie narzekamy jednak, bo nas każdy wyjazd sporo kosztuje – puentował Jarosław Piskorz, trener Błękitnych, którzy, rzeczywiście, muszą wyjątkowo często kontrolować poziom oleju w klubowym autokarze.

STAL 3
BŁĘKITNI 1
(1-0)
1-0 Pląskowski (7.)
1-1 Paczuk (68.)
2-1 Reiman (73.)
3-1 Plewka (90+4.)

tc

Leave a Reply

Your email address will not be published.