Spokojne głowy przed hitami jesieni

Resoviacy nie pierwszy raz w tym sezonie pokazali charakter. W nagrodę dopisali do swojego dorobku 3 punkty za zwycięstwo nad Elaną Toruń. Fot. Wit Hadło

APKLAN RESOVIA – ELANA TORUŃ. To był siódmy kolejny mecz rzeszowian bez porażki. I jeden z trudniejszych.

Wygrana nad Elaną i utrzymanie pozycji lidera oznaczają, iż do szlagierowych pojedynków z Lechem Poznań (wtorek) i Widzewem Łódź (niedziela) resoviacy przystąpią w doskonałych nastrojach. Waleczni piłkarze Szymona Grabowskiego znów posłali rywala na deski w ostatnich minutach.

Tym razem trybuny w ekstazę wprowadził Szymon Feret. 20-letni skrzydłowy kropnął w 87. min bez zastanowienia i piłka zatrzepotała w siatce. Piłkarze z Torunia, którzy przeżywają jesienią ciężkie chwile, z rozpaczy aż złapali się za głowy. – Cóż, byliśmy blisko sprawienia niespodzianki. Okazało się jednak, że wciąż nie umiemy rozgrywać końcówek i cały wysiłek poszedł na marne – ubolewał Bogusław Pietrzak. Doświadczony trener zastąpił na początku października Ariela Jakubowskiego, ale jeszcze nie wyprowadził Elany na spokojniejsze wody. Wciąż czeka na premierowe zwycięstwo z drużyną, która w poprzednim sezonie walczyła o awans, a dziś broni się przed spadkiem.

Poprzeczka wisiała wysoko

Znany z pracy w ekstraklasie Pietrzak komplementował gospodarzy. – Gra Resovii jest adekwatna do zajmowanego przez nią miejsca w tabeli – mówił – Większość moich zawodników przekonała się dziś, jak trudno jest na boisku lidera. Niektórzy do zajęć byli nieprzygotowani, ale budowali się w trakcie meczu i chwała im za to. Okazało się, że możemy, jednak później tego nie ustaliśmy.

Torunianie przegrali, lecz poprzeczkę zawiesili wysoko. Początek w ich wykonaniu był imponujący. Agresywna gra i odbiór piłki już na połowie Resovii sprawiały, że miejscowi tylko się bronili, momentami dość chaotycznie. “Pasiaki” zaczęły zagrażać bramce Elany po pół godzinie (strzelali Dawid Kubowicz, Szymon Kaliniec, Adrian Dziubiński i Serhij Krykun), a na początku II połowy objęły prowadzenie. Krykun podał do Kamila Radulja, który popisał się soczystym uderzeniem z pola karnego.

Po kartce dla trenera

Goście się nie poddawali i po rzucie rożnym wyrównali. Rzeszowscy trenerzy upierali się jednak, iż gol nie powinien zostać uznany, ponieważ zawodnik Elany przed strzałem w ewidentny sposób odepchnął Kubowicza. Gorące protesty skończyły się żółtą kartką dla Szymona Grabowskiego. Nomen omen, szkoleniowiec toruńskiej ekipy został ukarany w taki sam sposób. – Może to i niecodzienna sytuacja, ale… sędzia ma zawsze rację – komentował sarkastycznie Bogusław Pietrzak.

– Przed tygodniem w Polkowicach za dobrą grą nie poszedł wynik, teraz już tak. Cieszy, że strzelamy bramki, że nie załamują nas trudne momenty. Wolałbym jednak, abyśmy trafiali do siatki wcześniej, bo okazje są. Wtedy gol dla Elany byłby tylko na otarcie łez – zauważył szkoleniowiec rzeszowskiej drużyny.

„Graba trenerem, Resovia gra z charakterem!” – skandowali kibice po ostatnim gwizdku. Biało-czerwoni nie dali się zepchnąć z fotela lidera i w doskonałych nastrojach przystąpią do szlagierowych pojedynków z Lechem Poznań w Pucharze Polski (wtorek) i Widzewem w Łodzi (niedziela). Przed derbami Rzeszowa resoviacy integrowali się w jednym z hoteli, przed meczem z „Kolejorzem” nie ma na to czasu. – Niech chłopaki się regenerują i odpoczywają z rodzinami. Atmosfera jest bojowa, zrobimy wszystko, by godnie zaprezentować klub i miasto – zapewnił Grabowski.

APKLAN RESOVIA 2
ELANA 1
(0-0)
1-0 Radulj (53.), 1-1 Sokół (75.), 2-1 Feret (87.)

Tomasz Szeliga

[ngg src=”galleries” ids=”896″ display=”basic_thumbnail”]

One Response to "Spokojne głowy przed hitami jesieni"

Leave a Reply

Your email address will not be published.