
KRAJ, PODKARPACIE. Rządowy program walki z wykluczeniem komunikacyjnym okazał się klapą.
Zakończono drugi nabór na dofinansowanie transportu zbiorowego z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych. Choć już ten sierpniowy nie cieszył się zbyt dużym zainteresowaniem, okazuje się, że może być gorzej. Tylko na Podkarpaciu w ramach drugiego naboru na dofinansowanie przewozów autobusowych przeznaczono 16,34 mln zł. Wsparcie dostaną cztery samorządy, a ich łączna kwota to… niecałe 101 tys. zł.
W sierpniu podpisano umów w ramach pierwszego naboru do programu. – Można powiedzieć, że samorządowcy podkarpaccy stanęli na wysokości zadania, bowiem wartość wniosków, która została pozytywnie rozstrzygnięta przez wojewodę, przez urząd wojewódzki, jest najwyższa w całej Polsce – podkreślał wiceminister infrastruktury Rafał Weber. Dofinansowanie w wys. 3,3 mln zł przeznaczono na 207 linii komunikacyjnych na Podkarpaciu, które obejmą 80 gmin. Liderami były powiat jarosławski, który otrzymał ponad 1 milion zł oraz stalowowolski z kwotą ponad 600 tys. zł.
Garstka samorządów zainteresowana programem
Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych to element rządowych obietnic związanych z walką z wykluczeniem komunikacyjnym. Problem w tym, że z puli 300 mln zł większość pozostanie niewykorzystana, bo do programu zgłosiła się garstka samorządów. Już w pierwszym naborze nie było szału, a teraz jest już prawdziwa katastrofa.
Na Podkarpaciu w ramach drugiego naboru na dofinansowanie przewozów autobusowych przeznaczono 16,34 mln zł. Wsparcie o łącznej kwocie niecałych 101 tys. zł dostaną 4 samorządy: Powiat jarosławski (51,428 tys. zł na 6 linii), Gmina Fredropol (32604 zł na 3 linie), Gmina Orły 11650 zł na jedną linię) oraz Gmina Korczyna (5148 zł na jedną linię).
Zainteresowanie programem w kraju jest podobne. W woj. małopolskim wnioski o dofinansowanie (na łączną kwotę 116 tys. zł z ponad 15 mln zł) złożyło 8 samorządów. Na Mazowszu chętnych było 11 samorządów, którzy ubiegali się łącznie o 256 tys. zł (z puli 17,1 mln zł), na Dolnym Śląsku – 6 (na kwotę 100 tys. zł z dostępnych 19,3 mln zł). Nieco większe zainteresowanie wykazano w województwie lubelskim. Tam 6 samorządów starało się o przyznanie 95,6 tys. zł (do wzięcia było 23,27 mln zł). W woj. opolskim chętnych było 7, choć łączna suma, o którą aplikowano wyniosła – 61,1 tys. zł (po pierwszym naborze zostało 10,53 mln zł).
Może być gorzej? Owszem. Na Pomorzu zarejestrowano tylko 3 wnioski na 225,5 tys. zł (do wzięcia było 14,5 mln zł), a na Pomorzu Zachodnim zaledwie 2 – na 21,7 tys. zł (w puli było 17,6 mln zł) . W województwach: wielkopolskim, lubuskim i warmińsko-mazurskim chętnych nie było w ogóle.
– Samorządowcy nie raz sparzyli się na funduszach rządowych, które dziś są, ale nie wiadomo, czy będą w kolejnym budżecie – mówił w rozmowie z nami Artur Chmaj, ekonomista z WSIiZ. – Jeżeli mają uruchomić linie autobusowe, na które obecnie mają fundusze, ale w przyszłości już niekoniecznie, podchodzą do tego z dużą rezerwą. Żaden samorządowiec nie pozwoli sobie na to, żeby uruchomić połączenie, które za rok zlikwiduje – tłumaczył. A jak podkreśla, transport jest dość nieprzewidywalny. Założenie kosztów takich usług jest obarczone sporym błędem. – Dość trudno przewidzieć też na nie popyt. To kolejny powód do ostrożności. Kiedy PKS przestał obsługiwać wiele linii – nie tylko nierentownych – z niewielką liczbą podróżujących, ale także na trasach bardziej uczęszczanych – pojawili się prywatni przewoźnicy, którzy wypełnili lukę po komunikacji publicznej – zauważa Artur Chmaj. Mówienie przez rządzących o odbudowie transportu może i zyskuje poparcie wyborców, pytanie jednak, jak duże jest faktyczne zapotrzebowanie na nowe linie autobusowe i czy ktokolwiek to sprawdził?
Wioletta Kruk



8 Responses to "Samorządowcy nie chcą korzystać z programu PiS"