Stal to długofalowy projekt

– Już sam fakt myślenia na tę chwilę o awansie do I ligi jest pozytywnym aspektem, który pokazuje, że idziemy w dobrym kierunku – tak o swojej niespełna dwuletniej działalności w Stali Rzeszów mówi jej prezes, Rafał Kalisz. Fot. SMS Stal Rzeszów

Rozmowa z RAFAŁEM KALISZEM, prezesem piłkarskiej Stali Rzeszów S.A. m.in. o postawie drużyny Janusza Niedźwiedzia, słynnej już premii za awans do Ligi Mistrzów oraz inwestycjach na Stadionie Miejskim przy ul. Hetmańskiej.

Po bardzo dobrym starcie do obecnego sezonu, w którym Stal Rzeszów przez pewien czas była nawet liderem II-ligowych rozgrywek, w ostatnim czasie biało-niebiescy mocno spuścili z tonu, czego efektem jest dopiero 7. miejsce, jakie obecnie zajmują. – Nie wolno patrzeć tylko na same wyniki. Trzeba patrzeć na całokształt. Obejmując Stal Rzeszów, nie patrzyłem na to, co wydarzy się w najbliższym roku, czy dwóch, tylko w ciągu 10 lat. Stal to długofalowy projekt – podkreśla jej prezes, RAFAŁ KALISZ.

– Nie martwi Pana to, co ostatnio dzieje się w Stali? Mam tu na myśli formę drużyny, a przede wszystkim wyniki, jakie osiąga?
– Jeśli chodzi o wyniki, to mamy problem z kontuzjami. Obecnie 9 piłkarzy jest kontuzjowanych, z czego dwóch wypadło nam na rozgrzewce przed ostatnim meczem w Elblągu. Patrząc na grę, to nie wygląda ona źle. Przegraliśmy z Olimpią 0-1, ale ci wszyscy, którzy oglądali mecz, widzieli jak wyglądali gospodarze, a jak wyglądaliśmy my.

– Skąd bierze się tak duża ilość kontuzji?
– Kontuzje to głównie wypadki losowe. Nie ma mowy o jakichś błędach w przygotowaniu zespołu. Urazy to przede wszystkim naciągnięcia i kontuzje, odniesione w trakcie meczów. Ta liga jest agresywna i czasami takie rzeczy się zdarzają. Na pewno to wszystko rozbija nasze przygotowania do poszczególnych meczów, bo jeśli wypada ze składu 9 zawodników, to nawet przy szerokiej kadrze, jest problem. Wydawało nam się, że mamy długą ławkę i dobrych zawodników, jednak w takich okolicznościach, każda drużyna miałaby problemy, z jakim obecnie my się zmagamy.

– Jednak nie jest Pan głuchy na to, co dzieje się w Stali?
– To nie jest tak, że prezes nie interesuje się tym, co dzieje się w klubie i drużynie. My cały czas rozmawiamy. Codziennie, po kilka godzin czy to z trenerem czy dyrektorem sportowym. Z trenerem może nieco mniej, bo praca trenera jest pracą trenera, a nie moją rolą. Natomiast z dyrektorem dyskutujemy o całości klubu, jego zarządzaniu. Klub idzie w bardzo dobrą stronę. Ludzie, którzy dołączyli do niego, to fachowcy i to wszystko będzie procentować. Jest bardzo duży plus tego wszystkiego, co udało nam się już zrealizować. Projekt posuwa się do przodu w bardzo dobrym tempie. Mam tu na myśli chociażby rozpoznawalność naszej szkoły, akademii czy wreszcie samego klubu. To wszystko bardzo szybko się zmienia i zmienia się na lepsze.

– Zgodzi się Pan z tym, że motorem napędowym wszystkiego jest pierwsza drużyna…
– Stal nagle nie przestała grać, nie zmieniła stylu. Gramy w miarę OK., mimo pewnych braków. Jest kilka błędów ale naprawdę nie ma tragedii. Ostatnie wyniki może to inaczej pokazują, ale obraz gry nie jest zły. Dalej jesteśmy drużyną, która stara się dominować, grać w piłkę. Brakuje nam ewidentnie skuteczności. Należy też pamiętać, że jesteśmy beniaminkiem, a przeskok z III do II ligi jest spory. Wystarczy popatrzeć, gdzie w tym momencie jest Legionovia (ostatnie miejsce w tabeli – przyp. red.) czy choćby Górnik Polkowice, który wprawdzie ostatnio zaczął punktować i iść w górę tabeli, ale ciągle jest za nami. Oczywiście, trzeba się przygotowywać do kolejnych sezonów, natomiast jest potrzebne – jak to w każdym biznesie – patrzenie długofalowe, jeżeli chcemy oczywiście dążyć do sukcesów w dłuższej perspektywie czasu. Nie sztuką jest bowiem odnieść sukces ponad miarę w rok, czy dwa, a potem drapać się po głowie i zastanawiać, co dalej? Jeżeli zdecydowaliśmy się na pewne osoby, to mają one u nas duży kredyt zaufania i na razie nie ma mowy o żadnych zmianach.

– Zapytam zatem wprost – trener Janusz Niedźwiedź może spać spokojnie?
– Potrzebny jest spokój i wiara w projekt, który będzie procentował w kolejnych latach, a wszystkie ruchy, nazwijmy je „tu i teraz”, nie wróżą niczego dobrego. Bądźmy poważni i zacznijmy tę polską piłkę zmieniać nie tylko przez pryzmat miesiąca, dwóch czy nawet pół roku.

– Nawiąże jeszcze do słynnego już zapisu w kontrakcie trenera Janusza Niedźwiedzia, który ma gwarantować premię za awans do Ligi Mistrzów. Rzeczywiście on istnieje?
– Nie wiem w ogóle, skąd to wyszło. Owszem, są premie za awanse, ale tylko do wyższych lig. O Lidze Mistrzów nie ma ani słowa.

– Kibice, u których Stal dobrymi wynikami z początku sezonu rozbudziła nadzieję na szybki awans, zaczynają się jednak powoli niecierpliwić…
– Sezon jest długi i do jego zakończenia pozostało jeszcze wiele spotkań, tak więc wszystko się może zdarzyć. Pamiętajmy, że my później kończyliśmy rozgrywki w III lidze, a co za tym idzie, mieliśmy o wiele krótszy okres przygotowawczy od większości obecnych II-ligowców. Mieliśmy też mniejsze możliwości różnych zmian. Jednak powtarzam, że zostało nam do rozegrania jeszcze więcej, niż połowa meczów. Nadzieje i możliwości klubu są duże i wcale nie zamykamy się na myślenie, że awansujemy do I ligi dopiero w kolejnym sezonie.

– Zatem awans tak, ale nie za wszelką cenę?
– Wchodząc do II ligi byliśmy osobami odpowiedzialnymi. Fajnie byłoby awansować na zaplecze Ekstraklasy już teraz, natomiast na realizację tego celu dajemy sobie dwa lata. Oczywiście, jeśli już w tym sezonie nadarzy się okazja awansu, to zechcemy ją wykorzystać. Teraz jest to nawet łatwiejsze, bo o awans bije się 6 zespołów. Na tę chwilę jesteśmy blisko tej szóstki i nasze straty do lidera czy wicelidera wcale nie są aż tak duże. Wszystko jest zatem w naszych rękach i nogach. No może nie wszystko, bo na kontuzje nie mamy do końca wpływu. Wchodząc do I ligi, musielibyśmy się mocno sportowo przebudować i wzmocnić, by móc myśleć o Ekstraklasie. Na tę chwilę mamy fajnych zawodników i skład, który powinien nam gwarantować – przy doświadczaniu, którego jeszcze trochę zbierzemy – tę I ligę. I o to walczymy.

– Sportowy awans to jedno, a stadionowa infrastruktura to drugie…
– Rozmowy z miastem prowadzone są cały czas. W najbliższym czasie będzie robione oświetlenie i podgrzewana murawa. Trzeba bowiem pamiętać, że nie tylko my walczymy o awans, ale również Resovia, która w przypadku gry w I lidze, swoje mecze będzie musiała rozgrywać przy Hetmańskiej. Pewnie, że zawsze lepiej jest grać u siebie, ale z drugiej strony chyba lepiej na innym stadionie, ale w swoim mieście, niż gdzieś tułać się po Polsce?

– Kiedy możemy się spodziewać tych inwestycji na Stadionie Miejskim w Rzeszowie?
– Z informacji, jakie posiadam z miejskiego ratusza, to oświetlenie ma być zrobione w pierwszym kwartale 2020 roku. Co do wymiany murawy i montażu podgrzewanej płyty, to gdzieś na przełomie II i III kwartału przyszłego roku, tak aby już w sezonie 2020/21 grać na nowym boisku.

– Czyli mecze rundy wiosennej obecnego sezonu Stal będzie już mogła rozgrywać przy sztucznym oświetleniu?
– Jest taka szansa, a jak to wszystko się ułoży z projektem i przetargami, to czas pokaże.

– Posiada Pan informacje, jak będzie wyglądało nowe oświetlenie?
– Na pewno nie będzie montowane na dotychczasowych jupiterach, które po prostu są za wysokie, w związku z czym jest za duża strata światła. Tak naprawdę nowe oświetlenie musi powstać od podstaw. Wszystko jest w rękach projektantów, którzy będą musieli to zweryfikować. Podejrzewam, że do podwieszenia oświetlenia będzie w części wykorzystana trybuna wschodnia i jej dach. Natomiast po drugiej stronie zostaną postawione dwa lub trzy maszty. Na pewno nie będą one jednak tak potężne, jak dotychczasowe jupitery.

– Gra przy sztucznym oświetleniu to z pewnością dodatkowy smaczek sportowej rywalizacji…
– Na pewno z perspektywy kibica lepiej jest pójść na mecz, rozgrywany o godz. 19 czy 20. Nie mówiąc już o meczach w środku tygodnia, o godz. 13 czy 14, co mija się z celem. Piłka jest przecież dla kibiców, a żadna to przyjemność grać przy pustych trybunach. Wszystko, co robimy, robimy właśnie dla nich, dla miasta, dla całego województwa, a nie dla siebie. Dla nas priorytetem jest to, by stadion się zapełniał kibicami, którzy będą z nami na dobre i na złe. Na razie, biorąc pod uwagę naszą kadencję czyli niecałe dwa lata, to myślę, że wszystko wygląda lepiej, niż to sobie planowaliśmy. Już sam fakt myślenia na tę chwilę o awansie do I ligi jest pozytywnym aspektem, który pokazuje, że idziemy w dobrym kierunku, Oby tak dalej!

Rozmawiał Marcin Jeżowski

3 Responses to "Stal to długofalowy projekt"

Leave a Reply

Your email address will not be published.