
RZESZÓW. 41-letni Grzegorz B. odpowiada za zabójstwo chłopca i pastwienie się nad dziewczynką. 25-letnia Karina B., matka dzieci – za współudział.
W Sądzie Okręgowym w Rzeszowie powoli dobiega już końca proces w głośnej sprawie, która poruszyła całą Polskę – zabójstwa półrocznego niemowlęcia i znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad nim i jego starszą siostrą – 2-letnią wówczas Leną. Oskarżonym: matce rodzeństwa i jej przyjacielowi grozi dożywocie. W poniedziałek, 4 listopada, odbyła się kolejna rozprawa.
– Termin następnej, ostatniej już w tym roku rozprawy został wyznaczony na 16 grudnia. Zaplanowane są jeszcze cztery terminy styczniowe – mówi sędzia Tomasz Mucha, rzecznik Sądu Okręgowego w Rzeszowie. – Zakończenia procesu spodziewać można się w pierwszym kwartale przyszłego roku – dodaje.
Sprawa zabójstwa maleńkiego Maksia i pastwienia się nad Lenką to jeden z najbardziej drastycznych przypadków dotyczących znęcania się nad dziećmi w ostatnich latach. Wszystko zaczęło się w lipcu 2017 r., kiedy półroczny wówczas Maksymilian trafił do szpitala w ciężkim stanie. Niemowle miało pękniętą czaszkę i obrzęk mózgu oraz połamane żebra, a na jego ciele widniały zabliznione ślady po biciu. Lekarze nie byli w stanie uratować jego życia.
Karetkę do potwornie skatowanego malucha wezwała jego matka – Karina B., mieszkająca wówczas z dziećmi na os. Projektant w Rzeszowie. Początkowo sledczy uznali, że to ona jest główną podejrzaną o skatowanie dziecka. Kobieta została zatrzymana. Nieoczekiwanie jednak zarzut zabójstwa Maksia usłyszał przyjaciel kobiety – Grzegorz B., były pracodawca ojca Maksia. B. wyznał śledczym, że od około 1,5 roku znęcał się nad siostrzyczką niemowlęcia – 2-letnią wówczas Lenką. Jak tłumaczył, to, że dziecko się go boi… dawało mu satysfakcję i sprawiało przyjemność. W toku dalszego postępowania, mężczyzna wszystkiego się jednak wyparł. Wciąż bez ospowiedzi pozostawało jednak pytanie – jak zginął mały Maksiu. Z relacji Grzegorza B. wynikało, że śmierć dziecka była nieszczęśliwym przypadkiem. Obierając telefon miał upuścić chłopca, który rzekomo spadł na podłogę na głowę. Wyniki sekcji zwłok dziecka potwierdziły jednak, że doszło do jego zabójstwa. Jak ustalili śledczy, Grzegorz B. zadał mu dwa ciosy twardym i tępym narzędziem w okolice głowy. Zanim do tego doszło, chłopiec miał być przez niego maltretowany. Do aktów przemocy na dziecku miało, zdaniem śledczych, dochodzić w okresie od czerwca 2017 do 28 lipca 2017 r. U niemowlęcia doszło wtedy m.in. do złamania żeber. Horror Lenki miał zacząć się rok wcześniej (akt oskarżenia mówi o okresie od czerwca 2016 r. do 28 lipca 2017 r.). W tym czasie Grzegorz B. miał bić ją po całym ciele, powodując stłuczenia głowy i klatki piersiowej, szarpać, popychać, ciągnąć za włosy, naderwać lewe ucho, przypalać jej ciało i rzęsy papierosami, dusić ją aż się posikała.
Zarzuty w tej wstrząsającej sprawie usłyszała również matka dzieci. Zdaniem śledczych, 25-latka doskonale wiedziała, jak Grzegorz B. zachowuje się względem nich. Dawała na to jednak przyzwolenie, godząc się na to, by pozostawały pod jego wyłączną opieką. Karina B. odpowiada przed sądem za pomocnictwo Grzegorzowi B. do pozbawienia życia swojego synka, pomocnictwo do drastycznego znęcania się nad chłopcem, pomocnictwo w zamiarze ewentualnym w fizycznym znęcaniu się ze szczególnym okrucieństwem nad córką Leną i znęcanie się fizyczne oraz moralne nad córką. Kobieta miała wyzywać ją wulgarnymi słowami, szarpać i zaniedbywać jej higienę osobistą.
Zabójstwo zagrożone jest karą nawet dożywotniego więzienia. Taka sama kara grozi za pomocnictwo w zabójstwie, dlatego zarówno Grzegorzowi B., jak i Karinie B. grozi dożywotnie więzienie. Proces obojga ze względu na dobro małej Lenki toczy się za zamkniętymi drzwiami.
Katarzyna Szczyrek


