
FORTUNA I LIGA. CHOJNICZANKA CHOJNICE – PGE STAL MIELEC. Pierwszy wyjazdowy skalp trenera Dariusza Marca.
Nareszcie! Po trzech meczach bez zwycięstwa stalowcy zagrali tak, jak na faworyta przystało i pierwszy raz za kadencji Dariusza Marca przywieźli do domu 3 punkty. Zbigniew Smółka, były szkoleniowiec biało-niebieskich, który właśnie został strażakiem w Chojnicach, musiał się obejść smakiem.
Od chwili, gdy okazało się, że Smółka zadebiutuje w Chojniczance przeciwko Stali, ten mecz nie potrzebował reklamy. Osoba szkoleniowca wciąż wzbudza w Mielcu wielkie emocje. Spora część kibiców nie wybaczyła Smółce, że po zbudowaniu interesującej drużyny wybrał ofertę Arki Gdynia, w tajemnicy negocjując warunki umowy. Przed sobotnim spotkaniem Smółka o Stali wypowiadał się bardzo ciepło. – Pracowałem tam prawie dwa lata, sentyment pozostał, ale teraz mam do wykonania zadanie z Chojniczanką i tylko to się liczy – podkreślał. Smółka przejął zespół znajdujący się w strefie spadkowej, ale z pewnością grający poniżej możliwości. Mielczanie mieli prawo się obawiać. Do tej pory na wyjazdach uzbierali 6 punktów na 21 możliwych do zdobycia, ostatnie trzy spotkania były popisami nieskuteczności (zaledwie jeden strzelony gol), a w krainie tura szło im zawsze jak po grudzie. Męskie rozmowy w szatni najwyraźniej jednak podziałały, bo w sobotę drużyna Dariusza Marca wreszcie wyglądała jak poważny kandydat do gry w ekstraklasie. – Mój zespół zrozumiał, że bez biegania, bez walki, nie ma nic. Ostatnio dawał dużo od siebie, ale zawsze popełnialiśmy błędy i zamiast radości była frustracja. Tym razem zagraliśmy na zero z tyłu, co mnie bardzo cieszy – komentował opiekun PGE Stali.
Tura za rogi złapał i powalił na ziemię Mateusz Mak. Zdobył dwie bramki: pierwsza wymagała większej precyzji, druga odebrała gospodarzom nadzieję. Mistrz Polski z Piasta Gliwice powoli zaczyna pokazywać swój potencjał, to były jego trafienia numer 3 i 4 dla Stali. Za kilka miesięcy może dojść zresztą do ciekawej sytuacji, gdy bracia bliźniacy zamienią się miejscami. Mateusz awansuje z mielczanami na salony, Michał przeżyje rozczarowanie z dryfującą ku górze lodowej Wisłą Kraków.
– Jak się dostaje bramkę z tak mocną sportowo i mentalnie drużyną jak Stal, to potem trudno wrócić do gry. Mimo wszystko uważam, że goście za łatwo zdobyli te trzy punkty – mówił Zbigniew Smółka. – W przyszłość spoglądam jednak z optymizmem. Chojniczanka to klub zbudowany na pasji, dziesięć lat temu niewielu marzyło, by występował na poziomie pierwszej ligi. Czekają nas mecze o życie, ale mam doświadczonych zawodników i wierzę, że sobie poradzimy.
W Mielcu wszyscy odetchnęli, lecz mają też świadomość, iż jedna jaskółka wiosny nie czyni. A poprzeczka wędruje w górę, bo w niedzielę kapela Dariusza Marca zagra na boisku lidera Warty Poznań. Pod koniec lipca Stal wygrała z „Zielonymi” 2-1, przydałaby się więc powtórka z historii.
CHOJNICZANKA 0
PGE STAL 2
(0-1)
0-1 Mak (40.), 0-2 Mak (85.)
tsz


