„Zielona energia to ratunek dla regionu i kraju”

– Gdy zbudujemy elektrownię na Wisłoce, do mieszkańców Mielca popłynie woda lepszej jakości – zapewnia Henryk Kaczor, pełnomocnik Małej Elektrowni Wodnej „Mielec”. Fot. Wit Hadło

20 sierpnia br. opublikowaliśmy artykuł pt. „Elektrownia na Wisłoce zagraża ujęciu wody!”, w którym Bogdan Bieniek, przewodniczący Rady Miasta Mielca, apeluje do magistratu o podjęcie wszelkich działań administracyjnych w celu blokady przedsięwzięcia. Dziś prezentujemy stanowisko Henryka Kaczora, pełnomocnika Małej Elektrowni Wodnej „Mielec”, który odpiera zarzuty i przekonuje, że powstanie elektrowni w tym miejscu będzie z korzyścią dla mieszkańców.

– Zacznijmy od tego, że inwestycja zyskała poparcie wielu ekspertów m.in. z Politechniki Warszawskiej, Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu czy Instytutu Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie. Raport środowiskowy i opinie wykazały jednoznacznie, że elektrownia nie będzie szkodzić środowisku, w tym Naturze 2000, ani rybom i innym organizmom żyjącym w wodach Wisłoki. Co najistotniejsze: woda będzie lepszej jakości od doprowadzanej obecnie do wodociągów mieleckich – podkreśla Henryk Kaczor. – Przykładowo, elektrownia wodna w Pilźnie, która pracuje od ponad 20 lat, nie brudzi wody na wodociągi dębickie, gdyż turbiny są żeliwne, błyszczące jak złoty zegarek. Nie może być też mowy o zwiększeniu fali powodziowej, gdyż powłoki, które będą piętrzyć wodę przy napływie każdej większej wody, automatycznie się obniżą do poziomu zero. Mieszkańcy Mielca mogą spać spokojnie! – zapewnia Kaczor. Twierdzi on, że władze mieleckie, torpedując przedsięwzięcie, działają z ogromną szkodą dla miasta i środowiska.

– Spiętrzona woda uratuje wiele gospodarstw rolnych, ponieważ nawilży tereny przyległe do rzeki z jednej i drugiej strony. Ostatnio w polskich rzekach jest zaledwie po parę centymetrów wody. Brak tlenu powoduje “przyduchę” i masowe wymieranie ryb. Na każdej gminie ciąży obowiązek posiadania dostatecznej ilości zielonej energii. Jeśli władze Mielca tego nie zrozumieją, stracą miliony złotych z tytułu podatków od wartości inwestycji – ostrzega Kaczor. Dla wątpiących w zbawczą moc zielonej energii ma przykłady z zagranicy. – 95 procent energii elektrycznej Norwegii pochodzi właśnie z elektrowni wodnych. Zarazem kraj ten jest największym producentem i eksporterem ryb, w tym łososia norweskiego. Jak widać, jedno z drugim można pogodzić, ale w tym kraju nie ma nawiedzonych działaczy wędkarskich i pseudoekologów. Polska w 2020 roku będzie zmuszona zapłacić co najmniej 8 mld zł kary do Unii Europejskiej za brak zielonej energii elektrycznej. Zapłacimy też za wypuszczanie potężnej ilości dwutlenku węgla CO2 z elektrowni węglowych. Ostatnie lata to w Polsce susze i dramatyczne obniżenie wód gruntowych. Konieczne jest budowanie zapór, próg i jazów na rzekach. Trzeba piętrzyć wodę, zatrzymywać ją, a przy progach budować elektrownie. W trybie pilnym należy budować zbiorniki retencyjne i gromadzić wodę, bo niebawem będzie ona droższa od mleka. Obecnie po każdej większej ulewie woda ucieka błyskawicznie do morza. Trzeba uświadamiać społeczeństwo, a nie wprowadzać je w błąd. Działajmy, bo wkrótce może być za późno! – apeluje.

Leave a Reply

Your email address will not be published.