– Idę do końca na każdą piłkę

Adrian Dziubiński trafia na 2-1. Fot. Wit Hadło

Rozmowa z ADRIANEM DZIUBIŃSKIM, napastnikiem Apklan Resovii.

– Długo czekał pan na taki mecz. Ostatnimi czasy walczył pan, biegał, ale konkretów jednak brakowało.
– To prawda. Wszystko się zgadzało oprócz liczb, a przecież rozliczany jestem z bramek. Z Widzewem i GKS-em Katowice zagrałem dobrze, lecz kropki nad „i” nie postawiłem. Teraz piłka wpadła do siatki, nastąpiło małe przełamanie i liczę, że w następnym meczu znów ukłuję.

– Gole, które pan strzelał „Stalówce”, były dość oryginalne. Przy trafieniu na 2-1 wykazał się pan instynktem killera.
– Piłka była w górze, ale wiedziałem, że dostanie rotacji wstecznej i zmierzać będzie w stronę bramki. Na każdą piłkę trzeba iść do końca, bo nie wiadomo, co się wydarzy. Stanąłem nisko na nogach, zastawiłem się, wygrałem pojedynek z obrońcą i stojąc tyłem do bramki zaskoczyłem Krystiana Kalinowskiego.

– Nie ma pan litości dla dawnych kolegów. W dwóch meczach przeciwko Stali zdobył pan trzy gole.
– W Stalowej Woli było fajnie, ale odchodząc z klubu usłyszałem trochę niemiłych słów od kibiców. Teraz, sprawdzając kto strzela im bramki, może coś zrozumieją.

– Organizatorzy meczów przy Wyspiańskiego, do biletów powinni dodawać nervosol. Trzeba mieć zdrowe serce, żeby wytrzymać taką huśtawkę!
– Fajnie, że dajemy kibicom emocje, ale musimy coś zmienić. Ileż razy będziemy odwracać wynik w drugiej połowie? Trzeba wreszcie trafiać do przerwy i nie kusić losu.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.