Rzeszowski basen to będzie cacko

– Jesteśmy bliżej niż dalej – mówią o budowie nowoczesnego basenu przy ul. Matuszczaka w Rzeszowie Arkadiusz Skrzek (z lewej) i Grzegorz Lesiak. Lesiak to przewodniczący Komitetu Technicznego w skokach do wody i członek Zarządu Polskiego Związku Pływackiego. Skrzek jest wiceprzewodniczącym Komitetu Technicznego w skokach do wody. Obaj od lat związani są ze Stalą Rzeszów. Fot. Wit Hadło

Rozmowa z GRZEGORZEM LESIAKIEM I ARKADIUSZEM SKRZEKIEM z Komitetu Technicznego w skokach do wody.

– Co z tym basenem przy ul. Matuszczaka? Powstanie?
Grzegorz Lesiak: Powstanie. Jeszcze w tym roku ma zostać wyłoniony wykonawca w systemie „projektuj i buduj”. Od momentu podpisania umowy będzie miał on 24 miesiące na zrealizowanie zadania. Koniec 2022 roku to realny termin na otwarcie rzeszowskiego kompleksu.

– Telenowela ciągnie się od lat. Jesteście pewni, że nie skończy się kolejną zerwaną umową z wykonawcą? Najstarsi rzeszowianie nie pamiętają, kiedy to wszystko się zaczęło…
Lesiak: Nikt nie odpowie na pytanie, czy kolejne rozdanie zakończy się sukcesem. Raz, że wykonawca musi wypełnić obowiązki, dwa – nie wiemy jak będzie się kształtowała polityka budowlana, bo wiadomo, że ceny materiałów poszły w górę, koszty robocizny szaleją. Jesteśmy jednak – mówię o osobach z miasta i nas, konsultantach zaangażowanych w projekt – dużo mądrzejsi o doświadczenia z przeszłości. Sporo rzeczy postaramy się podopinać szybciej, najważniejsza jest funkcjonalność i bezpieczeństwo. Koszt inwestycji to ok. 25 mln zł i co istotne, połowa tej kwoty pochodzi z Ministerstwa Sportu. W tej kwestii nic się zatem nie zmienia.

– Basen spełniać będzie najwyższe standardy, czy jak w przypadku Stadionu Miejskiego, urzędnicy będą nam wmawiać, że to obiekt na poziomie światowym?
Lesiak: Jest wielce prawdopodobne, że to będzie cacko. Oczywiście przy tworzeniu obiektu mieliśmy z sobą biblię przepisów FINA (światowej federacji pływackiej – red.), ale dodaliśmy też mnóstwo detali takich jak bąbel maszyna czy loże VIP. Zaczęliśmy tłumaczyć w mieście, że remont pływalni nic nam nie daje w kontekście poważnego skakania. Dlaczego? Bo dziś 70 procent pracy wykonuje się w hali, a w basenie tylko 30 procent. Bez świetnie wyposażonej, nowoczesnej sali niecka jest bezużyteczna. Na szczęście posłuchano nas i przy Matuszczaka, pod jednym dachem, znajdą się basen i kosmiczna, mająca 300 m kwadratowych, sala.
Arkadiusz Skrzek: Ten basen projektowali w dużej mierze zawodowcy: trenerzy Andrzej i Grzegorz Kozdrańscy, zawodnicy, działacze, którzy zjedli zęby na skokach do wody. Wszyscy odwiedzili kilkadziesiąt obiektów tego typu na całym świecie. To, że zostaliśmy zaproszeni do zespołu w charakterze doradców, to był ze strony miasta krok milowy. Dlatego nie wyobrażamy sobie, że przy wyborze nowego wykonawcy miałby się pojawić projekt, który zniweczyłby dotychczasową pracę. Jeśli chcemy gościć najlepszych i mieć w Rzeszowie centrum przygotowań olimpijskich, idźmy wybraną ścieżką.

– Gdy Andrzej Rzeszutek był bliski wyjazdu na igrzyska do Rio, ogólnopolskie media rozpisywały się, że skakał w obiekcie z dziurą w dachu, bo inaczej uderzałby głową w sufit…
Skrzek: Stoczyliśmy wiele bitew z projektantem, któremu wydawało się, że przy Matuszczaka powstać ma klasyczny basen pływacki. Trochę się obawiamy, że tego, kto teraz przyjdzie, będziemy musieli przekonywać, iż trampoliny trzeba jednak ustawić w zupełnie innym miejscu. Ale to tak pół żartem, pół serio.
Lesiak: Jeden z braci Kozdrańskich zadzwonił z Gwangdżu i mówi, że tutejszy obiekt jako żywo przypomina ten nasz. Strach mnie obleciał. Czyżby ktoś dokonał plagiatu?! Porobili zdjęcia, wysłali i odetchnąłem. Basen w Korei Południowej stanowił niejako potwierdzenie naszej koncepcji, ale na szczęście różnił się i o „pożyczeniu” projektu nie było mowy.

– Poproszę zatem o szczegóły techniczne.
Lesiak: Budujemy nieckę do skoków do wody i przy okazji pływalnię. Niecka ma nietypowe wymiary: 25 metrów szerokości i 30 metrów długości. Oznacza to, iż możemy wydzielić cztery tory do pływania i zrobić 25-metrowy, głęboki na 180 cm basen. Mieszkańcy będą sobie pływać, a zawodnicy w tym czasie trenować skoki. Nikt nikomu nie będzie przeszkadzał. W części dla skoków znajdzie się oczywiście komplet przyrządów, w tym szerokie trampoliny 5 i 10-metrowe pozwalające na rozgrywanie zawodów w skokach synchronicznych. Trybuny na 300 miejsc plus 100 miejsc dla gości specjalnych. Sala będzie zintegrowana z pływalnią, zawodnicy przejdą na basen szklanym korytarzem. Staraliśmy się podejść do zagadnienia kompleksowo. Byliśmy z Arkiem na wielu obiektach, ale tak przyjaznego nie widzieliśmy nigdzie.
Skrzek: Niecka stwarza komfort zawodnikom, ale też kibicom i mediom. Pojawiają się także nowe możliwości. W Rzeszowie mogą powstać sekcje piłki wodnej i pływania synchronicznego. A nawet jeśli nie powstaną, mogą tu przyjeżdżać kluby i reprezentacje na zgrupowania. Głęboka na 5 metrów niecka będzie wykorzystywana przez płetwonurków, m.in. ze służb mundurowych, którzy potrzebują się zanurzyć.

– Rzeszów będzie organizatorem poważnych imprez?
– Skrzek: Inaczej tego nie widzimy. ME juniorów, ME seniorów, może MŚ juniorów – to wszystko jest w naszym zasięgu. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby mistrzostwa Europy juniorów 2023 odbyły się w Rzeszowie.
– Lesiak: Zamierzamy wykorzystywać pływalnię. Osiem godzin dziennie dla samych skoków do wody oznacza, iż możemy wystartować z piramidą szkoleniową i zaprosić do nas 150 dzieciaków. Zapewniam, że z naborem nie mielibyśmy problemu. Dyscyplina cieszy się w Rzeszowie estymą.

– Rzeszowskie skoki do wody od lat kojarzą się z sukcesami, ale mam wrażenie, że miasto nie umie tego wykorzystać.
Lesiak: To problem ogólnopolski, bo dyscyplina jest niszowa. Kiedyś usłyszałem jednak mądre zdanie: skoki do wody nigdy nie będą masówką, ale można je dobrze „sprzedać”. Spotkałem się ostatnio z Krisem Kolanusem, jedynym Polakiem, który zawodowo uprawia high diving i zwyciężył w zawodach światowej serii Red Bull Cliff Diving. Powiedział, że może przebierać w ofertach od reklamodawców. Inny przykład to Celebrity Splash, niby infantylny program telewizyjny, ale po jego emisji dostałem mnóstwo telefonów od rodziców z pytaniem, gdzie w Rzeszowie można zapisać dziecko na skoki do wody. Potencjał jest więc bardzo duży.
Skrzek: Sekcja jest w kryzysie, bo nie mamy obiektu, nie robimy naboru, ćwiczymy na ROSiR-ze z trampoliny 1-metrowej. A mimo tego ludzie są zainteresowani skokami. Nazwiska Serioży Koczariana i braci Kozdrańskich wciąż wiele znaczą. Nie chcemy tego zmarnować.

– Kibice przychodziliby na zawody czy byłoby jak z tenisem stołowym, który przyciąga garstkę największych zapaleńców?
Lesiak: Miasto Rzeszów posiada strategię rozwoju w obszarze sportowym, skoki do wody znalazły się tam obok najpopularniejszych piłki nożnej i siatkówki. Nasza dyscyplina pasuje do tworzenia pozytywnego public relations. Najważniejsi są ludzie. W Łodzi i Poznaniu mają piękne obiekty, ale nie mają fachowców i jest problem.

– Wasi najlepsi zawodnicy z konieczności trenują w innych ośrodkach. Zakładam, że są już tym faktem zmęczeni.
Skrzek: Kadrę narodową pod wodzą Andrzeja Kozdrańskiego mamy skoszarowaną w Łodzi. To tam przygotowują się Kaja Skrzek, Andrzej Rzeszutek i Kacper Lesiak, którzy końcem kwietnia 2020 roku powalczą w kwalifikacjach o olimpijski paszport. Mieszkają w Łodzi, w Rzeszowie bywają raz, dwa razy w miesiącu. Jeszcze gorzej ma kadra juniorów Grzegorza Kozdrańskiego, który praktycznie żyje na walizkach. Skoczkowie przemieszczają się po wszystkich kontynentach, 100-120 dni w roku przebywają poza domem.

– Wkrótce będziecie się denerwować, ściskając kciuki za tych, którzy powalczą o wyjazd do Tokio. Coś się zmieniło w systemie kwalifikacji? Łatwiej czy trudniej dostać się na olimpiadę?
– Lesiak:
Najtrudniejsze zadanie czeka skaczących w synchronie. Świat walczy tam tylko o cztery miejsca. Kacper i Andrzej sytuują się w okolicach dziesiątki, lecz o wszystkim zadecydują detale, bo kwalifikacje to zaledwie jeden konkurs! Faworyci nie zawsze wygrywają. W igrzyskach w Atenach złoto zdobyli Grecy, znajdujący się wtedy osiem miejsc w rankingu za Kozdrańskimi, którzy na olimpiadę w ogóle nie pojechali. W konkursach indywidualnych droga do Tokio wydaje się odrobinę łatwiejsza, walka toczyć się będzie o ok. 19 miejsc. Trzeba więc oddać „tylko” sześć (mężczyźni) i pięć (kobiety) dobrych skoków. W tej dyscyplinie sam udział w olimpiadzie jest czymś wielkim, spełnieniem marzeń, ponieważ oznacza przynależność do absolutnej elity.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

4 Responses to "Rzeszowski basen to będzie cacko"

Leave a Reply

Your email address will not be published.