Placówki medyczne zapłacą do pół mln zł kary?

Obciążanie lekarza zlecającego badania pełnym kosztem diagnostyki może łamać prawa pacjenta. Fot. Archiwum

Uzależnienie ilości badań, od poborów lekarza, może łamać prawa pacjenta.

Rzecznik Praw Pacjenta analizuje sprawę na razie 28 umów podpisywanych z lekarzami przez placówki medyczne, które zawierają postanowienia przewidujące pomniejszenie wynagrodzeń lekarzy o koszty zleconych i wykonanych u pacjentów badań. Rzecznik Praw Pacjenta uważa, że możliwe jest naruszenia zbiorowych praw pacjenta. W przypadku potwierdzenia sytuacji, placówkom może grozić kara do pół mln zł.

Rzecznik stoi na stanowisku, że organizacja udzielania świadczeń zdrowotnych w oparciu o tego rodzaju umowy może budzić uzasadnione wątpliwości i ograniczać dostęp pacjentów do badań, a tym samym naruszać prawo do świadczeń zdrowotnych odpowiadających aktualnej wiedzy medycznej i udzielanych z należytą starannością. W razie potwierdzenia tych informacji i stwierdzenia naruszenia zbiorowych praw pacjenta placówka ma niezwłocznie podjąć działania naprawcze i wykonać zalecenia Rzecznika. W przypadku ich niewykonania Rzecznik Praw Pacjenta ma możliwość nałożenia kary do 500 tys. zł. Sprawa dotyczy umów, jakie specjalistom – a także lekarzom kończącym specjalizacje – proponują poradnie ambulatoryjnej pomocy specjalistycznej (AOS). Lekarz ma pracować na podstawie kontraktów, a to ile ostatecznie w miesiącu zarobi, jest uzależnione od tego, ile badań zleci pacjentom. Im jest ich więcej, tym dochód lekarza mniejszy. Tak skonstruowane kontrakty kilkanaście dni temu ujawnił Bartosz Fiałek z Zarządu Krajowego OZZL (o czym pisaliśmy w Super Nowościach). Sprawą zajął się samorząd lekarski, NFZ i RPP. Warto jednak pamiętać, że AOS w takiej rzeczywistości pracuje już od lat. Normą jest np. rozpisywanie diagnostyki pacjenta na kilka wizyt (tak, by rozbić koszt badań, bo za każdą wizytę Fundusz płaci osobno), lub kierowanie pacjenta na szpitalny oddział wyłącznie w celu wykonania badań diagnostycznych. Wtedy też sprawę komentował Zdzisław Szramik, wiceprzewodniczący OZZL i szef struktur wojewódzkich związku. – Osobiście nie spotkałem się z taką propozycją, zresztą nigdy bym jej nie podpisał. Od kolegów słyszałem jednak, że takie praktyki są stosowane, np. w izbie przyjęć czy szpitalnych oddziałach ratunkowych. Pacjent przychodzi tam skarżąc się na silny ból głowy, lekarz, któremu trudno się kierować chiromancją, zleca tomografię i jeżeli okazuje się, że chory nie ma tętniaka, to dyrektor każe mu badanie pokryć z własnej kieszeni – mówił. Dodał też, że osobiście odradza podpisywanie tego rodzaju umów, bo zachodzi tu kolizja interesów. Lekarz powinien działać zgodnie z najlepszą wiedzą, nie może być więc karany za to, że zachował się profesjonalnie. Ma stosować medycynę adekwatną do stanu zdrowia, a nie opłacalną dla niego czy płatnika. – To źle pozycjonuje lekarza w procesie diagnozowania. To po prostu wymysł chorej głowy – mówił związkowiec.

Niestety, część lekarzy, czasem nie do końca świadomie podpisało takie kontrakty. Zjawisko wygląda mniej więcej tak: placówka proponuje dość atrakcyjną umowę, gdzie zarobki stanowią określony odsetek kontraktu (np. 70 proc. z 10 tys. zł). Ale jednocześnie pracodawca informuje (często w dopisku, drobnymi literami), że lekarz ponosi koszt badań – USG, RTG, laboratoryjnych itp., czyli procent wartości kontraktu pomniejszany jest o wartość zleconych badań. To w efekcie zmusza lekarza do oszczędzania na badaniach.

Anna Moraniec

Leave a Reply

Your email address will not be published.