W drodze po ostatnią perłę w koronie

Łukasz Łagożny od dekady wspina się po najwyższych szczytach świata. 13 grudnia wyruszy w kolejną podróż, której celem będzie Masyw Vinsona na Antarktydzie. Jeśli wyprawa zakończy się sukcesem, będzie pierwszym mieszkańcem Podkarpacia, który zdobędzie Koronę Ziemi. Fot. Archiwum prywatne

SANOK, PODKARPACIE. Masyw Vinsona na Antarktydzie – to ostatni szczyt, jaki dzieli sanoczanina Łukasza Łagożnego od zdobycia Korony Ziemi. W podróż po ostatnią perłę do swojej upragnionej korony wyruszy 13 grudnia. 

– Cel jest prosty – pojechać, wyjść na górę i wrócić – żartuje Łukasz. Po chwili jednak poważnieje i mówi. – Oczywiście nic za wszelką cenę. Przez lata wspinaczki nabrałem pokory i nauczyłem się unikać zbędnego ryzyka. Góra poczeka, a życie i zdrowie jest jedno. Mam do kogo wracać. 

W Sanoku na Łukasza czekają bliscy – żona i trójka dzieci. – Wiem, że moje wyprawy bardzo ich stresują, dlatego staram się co kilka dni dzwonić przez skype’a lub telefon satelitarny. Wprawdzie rozmowy są bardzo drogie, a z zasięgiem jest niekiedy problem, ale te kilka słów „wszystko jest w porządku, czuję się dobrze” wystarczy, aby bliscy byli spokojni. A to bardzo ważne, bo bez ich wsparcia nie wspinał bym się po górach – mówi. 

Na każdą wyprawę zabiera też coś od dzieci. W podróż na Mount Everest zabrał laurkę od córki z napisem „dasz radę”. Zostawił ją szczycie najwyższej góry świata. Nagrał też pełen emocji film, w którym zachęca swoje dzieci do sięgania po swoje marzenia. – Chciałem im pokazać, że świat stoi przed nimi otworem, że mogą robić i osiągnąć wszystko, o czym tylko marzą. Bez koneksji, bez pieniędzy i znajomości – własną, ciężką pracą i konsekwencją. Tak jak ja, zwykły chłopak z Bykowiec, małej wioski na południu Podkarpacia – mówi. 

Łukasz po wysokich górach wspina się od lat. Zdobyć Koronę Ziemi zapragnął dekadę temu. – Był rok 2009 kiedy w mojej głowie pojawił się pomysł postawienia nogi na dziewięciu najwyższych szczytach świata. Wtedy wydawało mi się to szalone. Nikomu nieznany chłopak z Sanoka, bez doświadczenia, sprzętu, pieniędzy, koneksji i znajomości postawiłem sobie cel – zdobycie Korony Ziemi. Ale z czasem, kiedy zacząłem zdobywać kolejne szczyty mój cel zaczął wydawać mi się coraz bardziej osiągalny – opowiada Łukasz. 

Zaczęło się od Elbrusa (5642 m n.p.m.), później była Aconcagua (6961 m n.p.m.), Mont Blanc (4810 m n.p.m.), McKinley (6195 m n.p.m.), Kilimandżaro (5895 m n.p.m.), Puncak Jaya (4884 m n.p.m.) i Góra Kościuszki (2230 m n.p.m.). 

W ubiegłym roku 16 maja dokładnie o godzinie 8.47 czasu chińskiego (w Polsce była wtedy 2:47) stanął na Mount Everest. Jest pierwszym mieszkańcem Podkarpacia, który tego dokonał. – To było spełnienie moich marzeń. Zwieńczenie wielu lat ciężkiej pracy. Stałem na najwyższym szczycie Ziemi, u stóp miałem cały świat, a w głowie gonitwę myśli. O tym, co było, jak długo drogę przeszedłem i jaki ogrom pracy włożyłem, aby być tutaj, gdzie jestem dzisiaj. Aby spełnić swoje marzenia. Ja – zwykły chłopak z Sanoka na dachu świata. Coś niesamowitego! – wspomina himalaista. 

13 grudnia wyjedzie w kolejną podróż. Tym razem celem jest Masyw Vinsona (4892 m.n. p.m.) najwyższy szczyt Antarktydy. Łukasz dołączy do międzynarodowej ekipy, w której będzie jedynym Polakiem i Europejczykiem. 

Atak szczytowy zaplanowany został w okolicach świąt Bożego Narodzenia, ale jak zaznacza himalaista, uzależniony będzie od pogody i panujących warunków. – Każda góra jest inna. Ta będzie specyficzna m.in. ze względu na temperatury panujące na Antarktydzie. Wprawdzie będzie tam wtedy środek lata, ale temperatury i tak sięgają wtedy około minus 40 stopni Celsjusza – opowiada Łukasz. 

Łukasz od miesięcy intensywnie przygotowuje się do wyprawy. Każdą wolną chwilę poświęca na treningi i przygotowanie organizmu na ogromny wysiłek, z jakim wiąże się górska wyprawa. – To nie jest tak, że jestem jakimś superbohaterem o niezwykłej mocy. Bardzo ciężko trenuję, aby móc się bezpiecznie wspinać. I wcale nie jest tak, że zawsze ochoczo robię trening. Ja też jestem leniem. Kiedy pada deszcz lub śnieg, jest ciemno, zimno, a ja zamiast siedzieć w domu pod kołdrą biegam po lesie myślę sobie „co ja tu do cholery robię”. Ale pokonuję tego wewnętrznego lenia i robię swoje. Więc da się, tylko trzeba chcieć – mówi Łukasz.  

I nie tylko na treningi Łukasz znajduje czas. W wolnym czasie pisze i prowadzi wykłady motywacyjne. Ostatnio światło dziennie ujrzała jego druga książka pt: „Przepraszam za marzenia”, w której sanoczanin ze szczegółami relacjonuje wyprawę na Mount Everest. To barwna opowieść okraszona autorskimi zdjęciami o ogromnej pasji i marzeniach oraz odwadze i determinacji w ich realizacji. 

– Każda góra uczy mnie czegoś innego. Poprzednia wyprawa (opisana w książce „Jak długa jest noc” przyp. red.) nauczyła mnie pokory. Mimo dwóch podejść nie udało mi się zdobyć Chan Tengri (góra o wysokości 7010 m n.p.m. znajdująca się w centralnej części pasma górskiego Tienszan położona na granicy Kirgistanu, Kazachstanu oraz Chin). Musiałem uznać jej „wyższość” i zrezygnować z podejścia. Wcześniej nie byłem pewien, czy umiałbym się wycofać i zawrócić. Po tej wyprawie już wiem, że w kryzysowych momentach rozsądek jednak zwycięża. To była cenna lekcja. Everest z kolei nauczył mnie doceniać to co mam – ciepłą wodę w kranie, jedzenie, wygodne łóżko. Wydawać by się mogło, że to normalne, nic szczególnego, ale kiedy spotyka się ludzi, którzy żyją w tak skrajnej biedzie, że nie mają nawet tego, a mimo wszystko są serdeczni, ciepli i wszystkim się dzielą, człowiek zaczyna inaczej patrzeć na świat. Góry dają też możliwość zajrzeć w głąb siebie. Człowiek spędza wiele godzin samotnie w namiocie, ma czas pomyśleć o tym co było, jest i będzie. Spojrzeć na swoje życie z dystansu i odpowiedzieć sobie na pytanie: „Czy to jest ta droga, którą chciałem iść?” Jeśli odpowiedź brzmi „tak” może nazwać się szczęściarzem. Ja już wiem, że nim jestem. Nie bójcie się marzyć i róbcie wszystko, aby je spełniać, bo to nadaje życiu sens – kończy Łukasz.

Relację z wyprawy Łukasza na Masyw Vinsona na Antarktydzie będzie można śledzić na stronie gorymarzen.pl i na Facebook’u na profilu Podkarpacka Korona Ziemi.

Martyna Sokołowska

Leave a Reply

Your email address will not be published.