Minął rok od tragedii, a szlabanu na przejeździe wciąż nie ma

Miejsce wypadku przy ul. Borowej różni się jedynie tym, że dziś nie stoją tam już znicze, jak rok temu po tragicznym wypadku. Fot. Paweł Dubiel

RZESZÓW. Kilka dni po ubiegłorocznym wypadku Policja złożyła wniosek o rozważenie montażu szlabanu na przejeździe kolejowym przy ul. Borowej.

Niemal równo rok temu, 19 grudnia 2018 r., na przejeździe kolejowym przy ul. Borowej w Rzeszowie doszło do tragedii. Samochód wjechał na tory, mimo że paliło się czerwone światło. W pojazd uderzył pędzący szynobus. Na miejscu zginęły dwie osoby. Policja i kolej zaczęły zastanawiać się nad montażem na przejeździe szlabanów. 12 miesięcy od tego wydarzenia rogatek wciąż nie ma. Miejsce wypadku różni się jedynie tym, że dziś nie stoją tam już znicze.

19 grudnia 2018 r. przed godz. 15 na niestrzeżony przejazd kolejowy przy ul. Borowej w Rzeszowie prosto pod nadjeżdżający szynobus wjeżdża volkswagen passat. W samochodzie znajdują się trzy osoby. Pojazd zostaje zmiażdżony. Na miejscu ginie 19-latka i 27-latek, trzecia osoba w ciężkim stanie trafia do szpitala. Jak się okazało, na przejeździe nie ma rogatek, a kierowca wjechał na tory, mimo że paliło się czerwone światło. Zapewne nie zauważył on nadjeżdżającego pociągu, gdyż zasłonił mu go dostawczy samochód, który stał zaparkowany obok.

Po tym wydarzeniu w Rzeszowie podniósł się alarm w sprawie felernego przejazdu kolejowego, który, zdaniem wielu kierowców, powinien być zabezpieczony szlabanem. Wielu mieszkańców zwracało uwagę, że miejsce od lat jest niebezpieczne. Po tragedii policja złożyła do kolei wniosek o rozważenie montażu rogatek, co miałoby poprawić bezpieczeństwo na przejeździe. Sytuacja była paląca, szczególnie że kilka miesięcy przed tragedią, 4 maja 2018 r., doszło do innego zderzenia, tym razem szynobusu z nissanem. Ranna została wówczas pasażerka pojazdu.

„Nie podjęto decyzji”

Po tragedii, Państwowa Komisja Badania Wypadków Kolejowych, stwierdziła, że zamknięcie przejazdu jest potrzebne, lecz nie zgodzili się na to lokalni przedsiębiorcy w Rzeszowie, którzy w pobliżu mają swoje firmy. W sumie działa tam 11 podmiotów. Uzgodniono, że trzeba będzie zastanowić się nad montażem rogatek, a ratusz zajmie się przebudową okolicznej infrastruktury. Komisja zaczęła przygotowywać raport z grudniowego zdarzenia.

– Zlikwidowany zostanie skręt z ul. Warszawskiej na przejazd kolejowy dla osób, które jadą od strony centrum Rzeszowa, a nawrotka powstanie sto metrów dalej – mówił w marcu Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa. Działania miały zminimalizować niebezpieczeństwo.

W lipcu skontaktowaliśmy się z PKP PLK, pytając o postępy. – W sprawie rogatek na przejeździe kolejowym przy ul. Borowej nie podjęto jeszcze decyzji, a sytuacje nadal analizuje Komisja Badania Wypadków Kolejowych – tłumaczyła wówczas Dorota Szalacha, rzecznik PKP PLK. Kierowcy zaczęli irytować się, że nikt przez tyle miesięcy nie jest w stanie podjąć decyzji o zainstalowaniu szlabanu. – Czy trzeba czekać na kolejny dramat? – pytali rzeszowianie.

Zapomniano o tragedii?

W czwartek, 19 grudnia, minie równy rok, od tragicznego zdarzenia. Jak teraz wygląda sytuacja? – Wciąż czekamy na raport Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych, w którym znajdą się zalecenia dotyczące przejazdu kolejowego przy ul. Borowej. Raport powinien ukazać się w trakcie najbliższego miesiąca – mówi Piotr Hamarnik z biura prasowego PKP PLK. Dlaczego tak długo trwa przygotowywanie dokumentu? Jak słyszymy „takie są procedury”. – Na odcinku gdzie znajduje się przejazd kolejowy pociągi mogą jeździć z prędkością 60 km/h, natomiast przed wypadkiem ograniczenie wynosiło 120 km – wyjaśnia Hamarnik. Należy więc mieć nadzieję, że za kilka tygodni podjęte zostaną realne decyzje, które pozwolą poprawić bezpieczeństwo na przejeździe kolejowym. Do sprawy wrócimy.

Kamil Lech

4 Responses to "Minął rok od tragedii, a szlabanu na przejeździe wciąż nie ma"

Leave a Reply

Your email address will not be published.