
PODKARPACIE, KRAJ. Rząd łupi i okrada nasze małe ojczyzny ile wlezie, a kasy miast i gmin świecą pustkami.
Przeciętny obywatel RP, szczególnie taki, do którego skierowana jest propaganda PiS o tym, jak to rząd „daje” obywatelom pieniądze i ulgi, nie ma pojęcia co ów rząd robi z ich małymi ojczyznami zarządzanymi przez samorządy. A te są zwyczajnie coraz bardziej okradane z pieniędzy i obciążone kolejnymi „genialnymi” pomysłami władzy, która pomysły wdraża, ale płacić mają za to miasta i gminy! Rząd nie płaci samorządom za zadania, które im zleca i nie widzi w tym nic dziwnego czy nagannego. Do tego jeszcze na nie przerzuca koszty na przykład podniesienia płacy minimalnej i swoich reform. Wśród części społeczeństwa pokutuje fałszywe przekonanie, że oto „dobry rząd PiS” chce dla obywateli jak najlepiej, a złe samorządy nie chcą współpracować, wypłacać należnych świadczeń ludziom, a także „fundują” im podwyżki w opłatach, na przykład za śmieci. Okradane i szkalowane w ten sposób samorządy mówią wreszcie „dość”! Chcą, by rząd im normalnie płacił za to, co do niego należy i przestał je łupić, udając przy tym „dobrego wujka” obywateli. Wielu włodarzy miast i gmin w całej Polsce nosi się z zamiarem dochodzenia przed sądem swoich racji i pieniędzy, niektórzy już rozpoczęli walkę przed wymiarem sprawiedliwości.
To, że w III RP kolejne rządy systematycznie spychały na samorządy trudne, kosztowne i niewdzięczne zadania to nie nowość i nie domena li tylko aktualnej władzy. Robiono tak w zasadzie cały czas, wmawiając ludziom, że tak jest lepiej. Dla rządu na pewno lepiej, gdy ma z głowy takie sprawy jak szpitale, czy szkoły, dla samorządów, które w większości są poważnie zadłużone, kolejne zadania „w prezencie” od rządu, to tragedia. Ale starały się jakoś dawać radę.
Teraz rząd PiS-u idzie już na całość. Nie dość, że obciąża samorządy kosztami swoich nieprzemyślanych reform na polach wszelkich, to jeszcze nie płaci im za to, co samorządy wykonują dla obywatel za rząd!
Samorządowcy znosili to póki mogli, ale już mają dość. Prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk wyliczył, że rząd jest winien miastu, którego jest włodarzem – bagatela – 145 milionów złotych! Nie jest jedynym, w całym kraju samorządy podliczają, ile zalega im rząd i przygotowują pisma do sądów.
Przemyśl chce pozwać wojewodę
Także na Podkarpaciu samorządy wyliczają niezrealizowane zobowiązania rządu wobec nich i koszty wdrażania jego pomysłów i reform. Prezydent Przemysła, Wojciech Bakun, już w sierpniu ujawnił, że będzie się domagał od Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego około 4 mln złotych, które ten zalega za ostanie 3 lata miastu z tytułu niepłacenia za zadania temuż miastu przez wojewodę zlecone. Mowa między innymi o takich zadaniach jak: transport i łączność, rolnictwo i łowiectwo (w tym m.in. finansowanie leczenia dzikich zwierząt, rannych na terenie miasta), gospodarka mieszkaniowa, działalność usługowa czy administracja publiczna (np. wydawanie dowodów osobistych, aktów urodzenia, ślubu, zgonu). To są zadania państwa, samorząd tylko technicznie je realizuje. Państwo powinno za nie płacić, ale jak się okazuje, nie kwapi się do tego. Bakun do wojewody napisał i… nic. Pieniędzy miastu wojewoda nie zwróciła, ani zwrócić nie zamierza. – Dotacje celowe powinny być przekazywane w wysokości zapewniającej realizację tych zadań w sposób umożliwiający pełne i terminowe ich wykonanie – zauważa W. Bakun. – Jakby tego było mało nie dość, że miasto musi dopłacać do rządowych zadań, to jeszcze musi oddawać część otrzymywanych w niewystarczającej wysokości dotacji – dodaje.
To jednak nie wszystko, bo rząd nie tylko nie płaci za dotychczasowe zadania zlecane miastu, ale dokłada jeszcze nowe w ramach różnych pomysłów. – Weźmy na przykład taki program rządowy „Czyste powietrze” – mówi Bakun. – Według rządu samorządy mają to przygotować i są odpowiedzialne za prawidłowe wnioskowanie obywateli i kontrolę nad tym. Rząd nie kwapi się jednak zapłacić za to, a przecież wykonujący to urzędnicy oczekują zapłaty! Takie przykłady można mnożyć – dodaje.
Aby samorządom nie było w tej sytuacji zbyt lekko rząd uszczupla ich dochody, bo przecież musi „dać” ludziom, żeby go chwalili. – Miasto ma ponad 5 mln. złotych miej z tytułu rządowej „operacji” zmniejszenia podatku PIT, zwiększenia kosztów uzyskania przychodu oraz zerowego podatku dla osób do 26 roku życia – wylicza Bakun. – Według rządu mamy sobie te pieniądze w budżecie zwyczajnie znaleźć, ale nikt nie wskazuje samorządowi jak ma to uczynić – zauważa. Włodarz Przemyśla nie wyklucza wzorem włodarzy innych miast podania rządu do sądu o zwrot pieniędzy. – Myślę, że jeśli wojewoda nam ich nie odda, zwyczajnie nie będzie innego wyjścia – mówi prezydent Przemyśla.
Rzeszów jeszcze nie tonie, ale już liczy straty
Ostatnie decyzje partii rządzącej, w sposób pośredni lub bezpośredni, wpływają także na finanse stolicy Podkarpacia. Jak tłumaczy rzeszowski ratusz, ceny prądu są póki co zamrożone, lecz sytuacja na przyszłość wcale nie musi napawać optymizmem. – W tym roku płaciliśmy wyższe stawki, lecz dzięki interwencji prezydenta udało się odzyskać straty. Nie wiadomo co będzie dalej – mówi Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa. Kolejna paląca kwestia to odbiór śmieci. – W tym obszarze, w przyszłym roku, podwyżki dla mieszkańców niestety są nieuniknione – informuje Chłodnicki. PGE Energia Ciepła ogłosiła jesienią konkurs ofert na przyszłoroczny odbiór odpadów do utylizacji w rzeszowskiej spalarni. Rzeszów, aby nie zostać od stycznia z górą śmieci musiał zaproponować kwotę 721 zł za przyjęcie tony śmieci (dotychczas 302 zł). Szacuje się, że teraz podwyżki dla mieszkańców mogą wynieść nawet 60-80 proc.
To nie koniec. – Jeśli chodzi o sprawy podatkowe (w różnych zakresach) to budżet miasta w 2020 r. zanotuje straty w kwocie ok. 37 mln zł – informuje Chłodnicki. Kolejna kwestia dotyczy rządowej reformy edukacji i jej negatywnych następstw. Zamieszanie z etatami nauczycieli, niskie pensje oraz przekształcenia struktur niektórych szkół znacznie uszczuplają budżet Rzeszowa. – Wystąpiliśmy w ramach Unii Metropolii Polskich o zwrot 8,5 mln zł z tytułu stary w związku z wprowadzoną reformą – wyjaśnia Chłodnicki.
Sytuacja finansowa w Ustrzykach Dolnych jest kiepska
– Największym problemem jest mocno niedoszacowana oświata. W latach 2014-2018 samorząd do subwencji otrzymywanej z budżetu państwa średnio dopłacał około ośmiu milionów złotych. W 2020 roku dopłaci dwa razy więcej. – Subwencji oświatowej nie wystarcza nawet na płace nauczycieli. Te problemy spowodowane są kończącą się reformą oświaty, podwyżkami dla nauczycieli i wzrostem płacy minimalnej dla pracowników obsługi – uważa Bartosz Romowicz, burmistrz.
W przyszłorocznym budżecie brakuje też pieniędzy na inwestycje, kulturę i promocję. – Wydatki ograniczamy praktycznie we wszystkich działach. Znacznie mniej wydamy na bieżące utrzymanie dróg (odśnieżanie, łatanie dziur), ochotnicze straże pożarne czy kulturę i wydarzenia promocyjne – wylicza burmistrz.
Dodatkowo samorząd zlikwidował dopłatę do wody i ścieków dla mieszkańców, podniósł niektóre podatki i opłatę miejscową. – Nadal szukamy oszczędności. Na razie nawet nie rozmawiamy o inwestycjach w kolejnych latach, bo na ten moment na razie na nie nas nie stać. Być może uda się wprowadzić jakieś nowe inwestycje w trakcie roku budżetowego – mówi Bartosz Romowicz.
Czy Ustrzyki Dolne o należne pieniądze będą walczyć w sądzie? – Dokonujemy analizy takich możliwości. Jeśli uznamy, że są szanse powodzenia, to pewnie skierujemy sprawę na drogę sądową – przyznaje burmistrz i dodaje. – Rządząca w Polsce partia jest partią antysamorządową, co pokazuje swoimi działaniami. To jest ukryta próba likwidacji samorządów, a przynajmniej ograniczenia ich roli. Próbuje się z samorządowców zrobić nieudaczników w oczach mieszkańców. Skoro premier polskiego rządu mówi, że jest tak dobrze i samorządy dostają na wszystko pieniądze, to coś jest nie tak. Zapraszam serdecznie pana premiera lub osobę upoważnioną do Ustrzyk Dolnych i pokażę, jak gospodarujemy środkami które otrzymujemy i zapytam, gdzie popełniamy błąd. Przekażę również arkusze organizacyjne szkół i zapytam, jak ograniczyć jeszcze wydatki na oświatę. Dopóki rządzący w Polsce nie będą poważnie traktować samorządów, to sytuacja nie zmieni się – podsumowuje Bartosz Romowicz.
Monika Kamińska, Martyna Sokołowska, kl



11 Responses to "Samorządy pozwą rząd"