Automat na puszki może nie wystarczyć

– U nas przed wejściem do sklepu, niemal każdy wrzuca butelki albo puszki do specjalnych automatów. Potem w kasie odbiera pieniądze. Recykling skuteczny, ale nie nowy, robię tak od piętnastu lat – tłumaczył Marek, znajomy z Norymbergi, gdy rozmowa zeszła na najgorętszy ostatnio temat ekologii.

Mówił o niemieckim sklepie, który również w Polsce odniósł ogromny sukces. I dziwił się, że w kraju nad Wisłą nie zainstalowano podobnych urządzeń. – W Niemczech gromadzenie i oddawanie butelek nie jest obciachem, tylko dowodem na dojrzałość. Kasa też ma znaczenie. Niemcy są praktyczni i oszczędni. Za małą puszkę aluminiową dostaję ćwierć euro. Puszka waży niewiele więcej od powietrza, jaki to problem wziąć dwa worki takiego materiału, gdy jedzie się na zakupy? – uśmiecha się Marek, który w domu segreguje śmieci do pięciu pojemników z iście zegarmistrzowską precyzją. – Dzieciaki mnie nauczyły. Suszyły głowę, pilnowały, żebym oddzielał aluminiowe wieczko od plastikowego pudełka po serku śniadaniowym. Troska o środowisko to w niemieckiej szkole priorytet. Wszystko zaczyna się od edukacji – kwituje, a ja przenoszę wzrok na syna i pytam go, czy jego szkoła podnosi temat ekologii. Wiem, że źle nie jest, widziałem wystawę zachęcającą do korzystania z tekturowych słomek i kubków do picia, bo te z plastiku rozkładają się przez kosmicznie długi okres czasu. – Coś tam pani mówiła – wzrusza ramionami moje dziecko, niezbyt zainteresowane dyskusją. Dziesięciolatek nie jest zapewne najbardziej wiarygodnym świadkiem, ale przypominam sobie jak przez niemal dwa tygodnie wkuwał „Katechizm polskiego dziecka”, nie mając pojęcia, co oznaczają sformułowania, że ojczyzna została zdobyta „krwią i blizną”. Władysław Bełza pisał ten wierszyk 120 lat temu, gdy Polski nie było na mapie. Wtenczas fraza: „A w co wierzysz? W Polskę wierzę. Coś ty dla niej? Wdzięczne dziecię. Coś jej winien? Oddać życie” nabierało szczególnego znaczenia. Dziś to anachronizm, rzecz nie przystająca do świata ultranowoczesnych technologii. Moim zdaniem, lepiej uczyć dzieci, jak dbać o własne podwórko. Zaczyna się od podnoszenia papierka z ziemi, a kończy na wymianie pieców we własnym domu i inwestowania w zieloną energię. Jeśli nie pójdziemy w tym kierunku, udusimy się toksycznym powietrzem w naszym pięknym kraju, który rzekomo tak bardzo kochamy. Dziś patriotyzm ma twarz świadomego zagrożeń obywatela, a nie żołnierza z karabinem.

Inna sprawa, że to wszystko może się zdać jak psu na budę. Europa będzie się kształcić w zakresie ekologii, podejmować horrendalnie drogie próby redukcji spalin i obniżenia klimatu, a w tym czasie do oceanów wpadną kolejne tony śmieci z krajów Trzeciego Świata. Każdego dnia ze stolicy Bangladeszu Dhaki trafia 4500 ton zanieczyszczeń do rzeki Buriganga. Nie żyje tam żadne stworzenie. Takich gigantycznych ścieków w Indiach, Chinach, Indonezji, na Filipinach czy w Egipcie jest na pęczki. Zamiast kolorowego automatu przyjmującego puszki, są ciężarówki wyrzucające odpady do rzek. I jak się przed tym bronić?!

Tomasz Szeliga, redaktor naczelny

2 Responses to "Automat na puszki może nie wystarczyć"

Leave a Reply

Your email address will not be published.