Andrzej Duda przechodzi sam siebie w szczuciu na sędziów. Wzywa do walki z wykształconymi przez komunistów prawnikami. Zapomniał jednak, gdzie „kwiat PiS” zdobywał prawnicze tytuły.
Jeśli powiedzieć coś dobrego o prezydencie RP Andrzeju Dudzie, to trzeba przyznać, że jest on osobą bardzo posłuszną. Bez refleksji wykonuje to, co mu każe prezes jego partii, Jarosław Kaczyński. Tyle, że u kogoś, kto jest głową państwa, posłuszeństwo posunięte do służalczości, bynajmniej zaletą nie jest. U progu prezydenckiej kampanii wyborczej atakiem PiS na polski wymiar sprawiedliwości A. Duda realizuje zadanie polegające na szczuciu na sędziów! Posunął się w tym tak daleko, że za Dudę wstydzi się promotor jego pracy doktorskiej: – Przekroczył granicę, za którą jest już tylko obrażanie ludzi – stwierdził prof. Jan Zimmermann.
Ktokolwiek liczył, że Andrzej Duda jako głowa polskiego państwa stanie się prezydentem nie swej partii i jej sympatyków, a wszystkich Polaków, był naiwny. Niemniej, gdy PiS wyciągnął ręce po władzę sądowniczą niektórzy apelowali do A. Dudy, by ten zamach na demokrację i właściwy jej trójpodział władzy powstrzymał. Prezydent ani myślał to uczynić, nadal podpisywał co mu prezes kazał, a o tym, co dzieje się z polskim wymiarem sprawiedliwości nie mówił wcale, albo nader skąpo, choć jest wszak doktorem prawa, zatem doskonale sobie z tego co wyprawia jego partia zdawał i zdaje sprawę. Tak było dotychczas, ale teraz sytuacja uległa zmianie. A uległa, bo teraz właśnie A. Duda ma znów swoje 5 minut, gdyż ma wykonać kolejne zadanie powierzone przez prezesa: wygrać wybory, by PiS rządził niepodzielnie. A przy okazji ma zohydzić Polakom niezawisłych sędziów, sprawić, by widzieli ich jako zagrożenie już nie tylko dla szarego obywatela, ale wręcz dla Polski!
Trzeba przyznać, że niektórzy Polacy poddają się tej PiS-owskiej retoryce i propagandzie. I nie chodzi tylko o sympatyków PiS-u, nazywanych nierzadko jego „wyznawcami”. Prawdą jest bowiem, że polski wymiar sprawiedliwości naprawdę wymaga zmian. Przeciętny Polak nie ma zielonego pojęcia jak działa Krajowa Rada Sądownicza, ani jak się powołuje sędziów Sądu Najwyższego. Zwykły obywatel chciałby, żeby zwróciwszy się do sądu, lub przed jego oblicze trafiwszy mógł liczyć na szybkie rozstrzygniecie jego sprawy i niewielkie koszty z jej prowadzeniem związane. Tymczasem w Polsce proste nierzadko sprawy sądowe ciągną się latami! Potrzeby zmian w tym zakresie nie kwestionuje nikt, łącznie z sędziami walczącymi dziś o swą niezawisłość z władzą. Na przykład jeszcze w 2018 roku o tym, że polski wymiar sprawiedliwości potrzebuje zreformowania mówił na jednym ze spotkań w Przemyślu sędzia Igor Tuleya, będący jedną z czołowych twarzy walki sędziów o apolityczne sądy i godność zawodową. – Zmiany są potrzebne – podkreślał. – Niektóre zasady sądowe pamiętają czasy… zaborów! To nieprawdopodobnie wydłuża procesy. Zmiany tego chcieliby także sędziowie – podkreślał sędzia I. Tuleya.
Tyle tylko, że działania PiS w wymiarze sprawiedliwości nie polegają wcale na dążeniu do zmian, które interesowałyby szarych obywateli. To, co czyni partia rządząca, ma zmierzać do jednego: do upolitycznienia sądów i sędziów i uzależnienia władzy sądowniczej od polityków. A to już po prostu „kryminał”, gdy chodzi o państwo mieniące się demokratycznym. Być może PiS nie spodziewało się, że sędziowie i przedstawiciele innych prawniczych zawodów stawią temu tak zdecydowany opór. Być może też nie spodziewało się, że w tym oporze poprze sędziów tak licznie społeczeństwo. Jednak prezes J. Kaczyński to człowiek, który nie jest w stanie „odpuścić”. Teraz zatem sięga po swe narzędzie w postaci A. Dudy. I oto prezydent RP „wyszedł” z roli wiecznie uśmiechniętego członka PiS z długopisem w ręku. Teraz szczuje, krzyczy, straszy i obraża: – Sędziowie muszą zrozumieć, jaka jest ich rola w polskim państwie. Szkoda, że nie chce tego zrozumieć wielu profesorów na wydziałach prawa polskich uczelni. Mam nadzieję, że zdołamy to przełamać i że – tak jak udało się kiedyś pokonać komunę – uda się oczyścić do końca nasz polski dom, tak żeby był czysty, porządny i piękny, i dalej wzrastał nam zdrowo – mówił na spotkaniu w katowickim „Spodku” prezydent RP.
Wśród tych, którzy rzekomej reformy sądownictwa w Polsce nie potrafią zrozumieć, a zachowaniem A. Dudy są wręcz wstrząśnięci jest osoba dobrze znana prezydentowi RP. To prof. Jan Zimmernann, były kierownik Katedry Prawa Administracyjnego UJ i promotor pracy doktorskiej A. Dudy. – Jestem zaszokowany tym, co Andrzej Duda w ostatnich dniach mówi nie tylko o profesorach, ale i o sędziach sądów europejskich, członkach Komisji Weneckiej. Jestem tym wstrząśnięty – przyznał w wywiadzie dla „Na Temat”. – Często krytycznie podchodziłem do jego wypowiedzi, do jego błędów prawnych i politycznych, do jego zachowań żenujących i zawstydzających obywatela, ale pozostawiały one przynajmniej możliwość polemiki z prawnych, czy politycznych punktów widzenia – zauważył prof. Zimmermann. – Teraz przekroczył granicę, za którą jest już tylko obrażanie ludzi. To już nie jest granica prawna, polityczna, ale etyczna- podkreślił. – Nie będę z nim rozmawiał o wołaniu górników, żeby przyjechali do Warszawy i zrobili porządek, budzi to skojarzenia z najgorszymi czasami PRL-u. To jest nie do przyjęcia – skonkludował profesor.
A przecież i w inną nutę przy okazji szczucia na sędziów uderza Andrzej Duda. Jego słowa, które padły w Zwoleniu, stały się powodem do żartów, ale tak naprawdę były złowieszcze: – Nie będą nam tutaj w obcych językach narzucali, jaki ustrój mamy mieć w Polsce i jak mają być prowadzone polskie sprawy. Tak, tu jest Unia Europejska i bardzo się z tego cieszymy, że jest, ale przede wszystkim tu jest Polska – powiedział A. Duda nawiązując do opinii Komisji Weneckiej w sprawie „ustawy kagańcowej”. Choć niektórym może wystąpienie prezydenta wydawało się bardzo spontaniczne, to zdaniem Marcina Dumy, szefa Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych było dobrze przygotowanym elementem kampanii. Prezes IBRiS podkreśla, że antysędziowskie i antyeuropejskie wystąpienia Dudy są obliczone na walkę z rywalem, który może mu odebrać część głosów wyborców prawicowych, czyli Krzysztofem Bosakiem z „Konfederacji”. To „ukłon” prezydenta w stronę narodowców przy okazji opluwania sędziów.
To, że politycy PiS stale muszą nawiązywać do walki z komuną, nie zaskakuje. Teraz i Andrzej Duda sięgnął po ten argument. Jednak wyjątkowo nieudolnie: – Proszę was o wsparcie, bo – jak widzicie – sytuacja jest trudna. Oni (sędziowie przyp. autora) mają swoje możliwości oddziaływania międzynarodowego, mają swoich kolegów, swoich ludzi w trybunałach i innych miejscach. Opowiadają różne bzdury, zaprzeczają trudnym dla nich faktom. Twierdzą, że ktoś chce zniszczyć wymiar sprawiedliwości w Polsce. A wśród nich cały czas są ludzie, którzy orzekali w stanie wojennym i skazywali ludzi na karę więzienia za walkę o wolną Polskę – powiedział prezydent Polski w Katowicach. Uszło uwadze A. Dudy, że średni wiek sędziego w Polsce, to… 40 lat. Jak dość łatwo policzyć w okresie transformacji ustroju w Polsce sędziowie byli bardzo młodymi ludźmi, nastolatkami, albo studentami, jak więc mieli orzekać w stanie wojennym? Premier polskiego rządu, Mateusz Morawiecki „umiał” to wyjaśnić: – W latach 90. komunistyczni sędziowie wyszkolili swoich następców i ich w ten sposób ukształtowali – powiedział Morawiecki w wywiadzie dla „Die Welt”.
Nie jest tajemnicą, że tak pan prezydent Duda, jak i pan premier Morawiecki czasem tak coś „palną” kompletnie bez zastanowienia, że tylko się śmiać. Tak było i tym razem, bo jakiś przytomny internauta wkrótce po tych słowach umieścił w sieci widoczną na naszych łamach grafikę. Widać na niej, jak na dłoni, w jakich to latach prawnicze wykształcenie zdobywał „kwiat” PiS-u z prezesem Kaczyńskim i jego nieżyjącym bratem Lechem na czele. W przypadku tych panów, a także pani Krystyny Pawłowicz to była tzw. głęboka komuna, a listę zamyka Stanisław Piotrowicz, który nie tylko za owej głębokiej komuny został prokuratorem, ale jako prokurator oskarżał opozycjonistów! I kogo tu wyszkolili i ukształtowali komunistyczni prawnicy?! Gdy się słucha takich wywodów, jak pana prezydenta Dudy, czy pana premiera Morawieckiego i spojrzy na tę grafikę, to z pamięci wydobywa się cytat z „Folwarku zwierzęcego” George’a Orwella: „Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim”…
Monika Kamińska



40 Responses to "Towarzysze reformatorzy"