Jak obrzydzić dzieciom szkołę

Drodzy Czytelnicy, zapytam Was, czy wiecie: jakie były przyczyny chrztu Chlodwiga? W jaki sposób Pepin Krótki (tak, tak był ktoś taki) przejął władzę w państwie Franków? Nie wiecie? Hmmm, to w takim razie może coś prostszego: jak doszło do wielkiej schizmy wschodniej? Znacie pięć filarów islamu? To także za trudne? To może: kto podpisał i dlaczego traktat w Verdun w 843 roku? Czym jest reforma kluniacka? A może potraficie przedstawić zmiany, które wprowadził papieski dokument z 1059 roku albo podać postanowienia ugody w Wormacji?

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że na kilkadziesiąt milionów ludzi żyjących w Polsce wie to może kilkaset osób. Osób, które zawodowo zajmują się historią. Tymczasem te i wiele różnych innych niemniej „ciekawych” zagadnień ma nauczyć się na sprawdzian mój 11-letni syn i inni jego rówieśnicy uczęszczający do polskich szkół. Kilkadziesiąt stron drogi przez mękę. Ta wiedza nie jest przyswajalna dla dorosłego, jest kompletnie niepotrzebna, a każdy kto ma dziecko, ten wie, że ci jeszcze mali ludzie żyją dzisiaj w innym – wirtualnym świecie i tego typu rzeczy do nich nie trafią.

Powstaje pytanie, po co uczyć takich głupot w szkole? Tym bardziej, że oprócz tak wspaniałego przedmiotu jak historia dzieci uczą się niemniej „ciekawych” i „potrzebnych” rzeczy na przedmiotach takich jak np. matematyka, biologia, geografia, język angielski czy język polski. Ten ostatni to także mój ulubieniec. Lektury, które nijak się mają do dzisiejszej rzeczywistości, lektury, które po przeczytaniu kilku stron powodują we mnie wstrząs anafilaktyczny. A recepta na to jest prosta. Powiedzmy na jednej lekcji dzieciom, że ktoś sobie napisał takie coś jak np. „Chłopcy z Placu Broni” i z grubsza powiedzmy o czym to jest, a zachęćmy młodych ludzi do czytania książek, takich które przystają do dzisiejszych czasów i zachęcą oraz nauczą tych młodych ludzi czytania na całe życie. Tak jak w Finlandii, w której czytelnictwo stoi na najwyższym światowym poziomie. W Polsce jest zaś jedno z najgorszych w całej Unii Europejskiej. Przypadek?

Na koniec wróćmy jeszcze do lekcji historii. Od razu zaznaczam, że nie jestem przeciwnikiem tego przedmiotu, a wręcz przeciwnie – był to mój ulubiony przedmiot w szkole podstawowej i średniej, a do dzisiaj pasjonuje się wybranymi okresami historycznymi. Jednak na litość boską, tę wspaniałą historię można przedstawić w ciekawy, a wręcz pasjonujący sposób. A nie ucząc o Kodeksie Justyniana, dżihadzie czy odrodzeniu karolińskim.

Takich kwiatków można odnaleźć w szkole całe mnóstwo. Np. nauka angielskiego kiedy dziecko po trzech lekcjach korepetycji wie więcej niż po kilku latach nauki w szkole! Kartkówka z regułkami z plastyki, czy… a zresztą o patologicznym systemie szkolnictwa w Polsce można by napisać wiele książek. Przerażające jest jednak to, że ci młodzi ludzie, czyli Wasze dzieci i wnuki już wkrótce wejdą w dorosłe życie, kompletnie nienauczone rozwiązywania problemów logicznie, bez pasji i charyzmy – jak żeś mnie Panie Boże stworzył. Owszem niektóre zapamiętają do końca życia wykute w bólach regułki, ale z tej mąki chleba nie będzie i znów będziemy sto lat za… (nie użyję tu tego słowa, bo jeszcze mnie ktoś w dzisiejszych niepewnych czasach oskarży o rasizm).

A można uczyć się od najlepszych, czyli Finów i czerpać całymi garściami z ich – owszem – niedoskonałego systemu szkolnictwa, ale na pewno jednego z najlepszych na świecie. Jednak chyba ta nasza polska duma nam na to nie pozwala, a i przecież wstaliśmy z kolan, więc nie będzie mówił nam Fin jak uczyć w szkole. Niestety.

Redaktor Grzegorz Anton

4 Responses to "Jak obrzydzić dzieciom szkołę"

Leave a Reply

Your email address will not be published.