
Związkowcy mają dość sytuacji, kiedy minister edukacji musi podnosić pensje belfrów do poziomu najniższej krajowej.
Związek Nauczycielstwa Polskiego apeluje do posłów o poparcie poprawek przyjętych przez Senat, aby tegoroczne podwyżki płac w wysokości 6 proc. otrzymali nie od września, ale z wyrównaniem od 1 stycznia br. Z kolei w ramach inicjatywy obywatelskiej proponują, by płace belfrów uzależniono od średniej krajowej. Gdyby dziś tak było, to od 1 stycznia 2020 r. wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela dyplomowanego wynosiłoby minimum 4931 zł, czyli – według GUS – tyle, ile przeciętne wynagrodzenia w gospodarce w III kwartale 2019 r., a stażysty – co najmniej 3599 zł.
– Apelujemy do posłów i posłanek o przyjęcie poprawek Senatu do tzw. ustawy okołobudżetowej. Senat przyjął naszą propozycję, aby tegoroczne podwyżki płac w wysokości 6 proc. były nie od września, ale z wyrównaniem od 1 stycznia br. W ubiegłym tygodniu te nasze poprawki przyjął Senat, teraz zajmie się nimi Sejm. Wczoraj złożyliśmy we wszystkich Klubach Parlamentarnych odpowiednie pismo w tej sprawie, w którym zwracamy się o nieodrzucanie przyjętych przez Senat poprawek – mówił Sławomir Broniarz, prezes ZNP. Oprócz podwyższenia nauczycielskich płac z wyrównaniem od 1 stycznia, poprawki dotyczą: pełnego „odmrożenia” zakładowego funduszu świadczeń socjalnych i zachowania wysokości odpisu przeznaczonego na fundusz nagród ministra i kuratorów oświaty, naliczanego w oparciu o kwotę bazową obowiązującą 1 stycznia br.
Związkowcy złożyli również wczoraj dokumenty potrzebne do zarejestrowania komitetu inicjatywy obywatelskiej. Marszałek Sejmu będzie miała 14 dni na przyjęcie zawiadomienia o powołaniu komitetu inicjatywy obywatelskiej, co pozwoli uruchomić procedurę zbiórki minimum 100 tys. podpisów pod projektem.
Obecnie wysokość wynagrodzenia nauczycieli jest pochodną kwoty bazowej dla nauczycieli określanej co roku w ustawie budżetowej. Propozycja ZNP polega na powiązaniu wynagrodzeń nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w kraju. Jak mówią związkowcy, wtedy nie dochodziłoby do skandalicznej sytuacji, kiedy minister edukacji podnosi pensje nauczycieli do poziomu najniższej krajowej.
Ich zdaniem, średnie wynagrodzenie powinno wynosić: dla nauczyciela stażysty – 90 proc., dla nauczyciela kontraktowego – 100 proc., dla nauczyciela mianowanego – 125 proc., a dla nauczyciela dyplomowanego – 155 proc. przeciętnego wynagrodzenia w III kwartale poprzedzającego roku budżetowego. Gdyby proponowane rozwiązania obowiązywały, to od 1 stycznia 2020 r. wynagrodzenie zasadnicze dyplomowanego wynosiłoby minimum 4931 zł, czyli – według GUS – tyle, ile przeciętne wynagrodzenia w gospodarce w III kwartale 2019 r., a wynagrodzenie zasadnicze stażysty – co najmniej 3599 zł. To – odpowiednio – ok. 1000 i 800 zł więcej niż obecnie.
wk



One Response to "Nauczyciele chcą wcześniejszych podwyżek"