Afera PBS: „Państwo pokazało nam środkowy palec”

Pani Barbara Rakoczy z trójką dzieci – rodzina straciła w pożarze dorobek całego życia. Dzięki ludziom dobrej woli udało się zebrać pieniądze i odbudować budynek. Połowę pieniędzy, które zostały na koncie m.in. na zakup wyposażenia domu zabrał Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który restrukturyzuje Podkarpacki Bank Spółdzielczy w Sanoku. Fot. Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Sanoku.

SANOK, PODKARPACIE. Dla wielu samorządów utrata funduszy może zakończyć się inwestycyjną stagnacją, marginalizacją, a nawet bankructwem.

Sejm głosami posłów PiS odrzucił poprawkę do budżetu państwa zgłoszoną przez posłów Lewicy o utworzenie rezerwy celowej, która pokryje straty poniesione przez podkarpackie samorządy w wyniku restrukturyzacji Podkarpackiego Banku Spółdzielczego w Sanoku. Przeciwko zagłosowali także posłowie PiS z Podkarpacia.

Złożona w ubiegłym tygodniu poprawka do budżetu przez posłów klubu Lewica zakładała utworzenie rezerwy celowej w kwocie 85 milionów złotych, pieniądze miały być przeznaczone na wypłacenie samorządom strat związanych z przymusową restrukturyzacją PBS w Sanoku. Poprawka głosami posłów Prawa i Sprawiedliwości została jednak odrzucona. Wszyscy posłowie PiS z Podkarpacia zagłosowali przeciw, Piotr Uruski, poseł z Sanoka, nie był obecny na głosowaniu. Pytany przez nas o powody absencji unikał odpowiedzi, oficjalnych powodów, jakie powstrzymały posła przed udziałem w głosowaniu więc nie znamy. Na późniejszych sejmowych głosowaniach poseł Uruski już był i brał w nich udział.

Znieczulica rządu

– Sytuacja związana z przymusową restrukturyzacją Banku PBS pokazuje wielką znieczulicę partii rządzącej w sprawie problemu podmiotów, które ucierpiały w wyniku tej operacji – uważa Łukasz Rydzik, koordynator Lewicy w regionie przemysko-krośnieńskim. 

Zwraca uwagę, że możliwość udzielenia realnej, finansowej pomocy poszkodowanym samorządom odrzucili posłowie, którzy sami interweniowali i składali do premiera pisma w sprawie afery związane z upadkiem Podkarpackiego Banku Spółdzielczego w Sanoku. 

– Piątkowe głosowanie, czyli możliwość utworzenia rezerwy celowej na pokrycie strat związanych z przymusową restrukturyzacją PBS, została odrzucona głosami wszystkich podkarpackich posłów PiS! Jest to o tyle smutne, że partii tej zaufało w naszym regionie 62 proc. mieszkańców! W nagrodę otrzymujemy totalną ignorancję – mówi Łukasz Rydzik.

Dodaje, że dla wielu samorządów utrata funduszy może zakończyć się inwestycyjną stagnacją, marginalizacją, a nawet bankructwem. – Decyzja o przymusowej restrukturyzacji PBS-u to totalny brak empatii. Osoby, które ją podjęły patrzyły tylko na finanse banku, nie biorąc pod uwagę jak bardzo wysoki koszt społeczny może przynieść taka decyzja. Klientami banku były w końcu jednostki samorządu terytorialnego, szpitale, domy pomocy społecznej, spółdzielnie mieszkaniowe czy parafie, czyli instytucje które zapewniają dobrostan naszych mieszkańców. Decyzja ta finalnie uderzy więc w mieszkańców naszych podkarpackich miejscowości – podsumowuje nasz rozmówca.

„Państwo pokazało nam środkowy palec”

Suchej nitki na zachowaniu posłów Prawa i Sprawiedliwości nie zostawia Robert Petka, zastępca wójta gminy Olszanica. – Był kiedyś taki dowcip. „Kiedy władza mówi, że jest zainteresowana dobrem obywateli, to obywatele na wszelki wypadek powinni zacząć chować swoje dobra”. Nawet w najczarniejszych myślach nie przypuszczałem, że dożyję chwili w której ten zabawny skądinąd dowcip zamieni się w ponurą rzeczywistość – komentuje ostatnie wydarzenia Robert Petka. 

– Naszym posłom warto byłoby w tej sytuacji przypomnieć rotę ślubowania poselskiego, które składali całkiem niedawno, a szczególnie jej fragment, który brzmi: „czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny i dobra obywateli”. Większość z nich dodała także słowa: „Tak mi dopomóż Bóg”. Jakoś nie widzę tam ani dobra obywateli, ani też Boga. Chyba, że chodzi o dobro obywatela, któremu Bankowy Fundusz Gwarancyjny będzie wypłacał co miesiąc pensję w kwocie 35 tysięcy złotych za zarządzanie zgliszczami po Podkarpackim Banku Spółdzielczym, a jedynie Bóg raczy wiedzieć ile jeszcze w tym czasie zgarną pozostali obywatele zajmujący się fachowo tym tematem. Jeżeli dodamy do tego, że pieniądze na ten cel pochodzić będą między innymi ze środków zagarniętych w majestacie prawa dzieciom z Domu Dziecka w Nowej Sarzynie, które w wieku 18 lat opuszczając mury tej placówki, często bez wsparcia bliskich i rodziny nie dostaną na start w dorosłe życie 4 tysięcy złotych, a tylko połowę tej kwoty, a także z pieniędzy przeznaczonych dla rodziny z pięciorgiem dzieci z Załuża, która w pożarze straciła dach nad głową, pieniędzy podopiecznych Domu Pomocy Społecznej w Iwoniczu, pieniędzy szpitali, parafian i wspólnot lokalnych, to może lepiej by było, gdyby po złożonym ślubowaniu posłowie wypowiadali słowa: „A teraz Boże, miej w opiece moich wyborców” – kontynuuje. 

Przyznaje, że poprawka zgłoszona przez Lewicę była do tej pory jedyną konkretną propozycją, dzięki której samorządy miały szansę odzyskać utracone pieniądze. 

– Wszyscy są oburzeni i zbulwersowani gestem wyprostowanego środkowego palca, który pani poseł Lichocka zademonstrowała w Sejmie. A ja pytam: jaki palec państwo pokazało tym, którym w majestacie prawa zagarnięto pieniądze z kont?

Zapowiada, że samorządowcy sprawy nie odpuszczą i będą walczyć o odzyskanie zagarniętych ich zdaniem przed Bankowy Fundusz Gwarancyjny pieniędzy. 34 podkarpackie samorządy, które miały konta w PBS, straciły łącznie około 80 milionów złotych. Z tych pieniędzy BFG pokrył długi PBS-u oszacowane na blisko 183 miliony złotych. Samorządowcy apelowali w tej sprawie o wsparcie do wojewody, posłów i premiera, a o działaniach BFG poinformowali Najwyższą Izbę Kontroli. 

– Mądra maksyma mówi: „Zło triumfuje tylko tam, gdzie przyzwoici ludzie milczą i pozostają bierni”. Dlatego zapewniam, że ani nie zamierzamy w tej sprawie milczeć, ani nie będziemy bierni. W przyszłym tygodniu podejmiemy kolejne kroki, a propozycje działań już dzisiaj leżą na stole. Jakie będą to działania tego nasz rozmówca nie chce jeszcze zdradzać.  

BFG zabrał pieniądze pogorzelcom

Rodzina poszkodowana w pożarze, o której wspomina wójt Petka, mieszka w Załużu w gminie Sanok. To młode małżeństwo z piątką małych dzieci. W marcu ubiegłego roku z dnia na dzień w wyniku pożaru zostali bez dachu nad głową. Ogień strawił cały ich dobytek. Na pomoc ruszyli mieszkańcy gminy, miejscowe parafie oraz Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Sanoku. Mieszkańcy utworzyli komitet społeczny, który zbierał pieniądze dla pogorzelców na odbudowę domu. W trzy miesiące udało się zebrać ponad sto tysięcy złotych. Dzięki tym funduszom, które wpłacali ludzie z całej Polski ruszyła odbudowa domu. Budynek w stanie surowym już stoi, brakuje jeszcze dachu i okien oraz wyposażenia. I właśnie na ten cel przeznaczone miały być pieniądze zebrane na koncie komitetu. W wyniku restrukturyzacji PBS-u BFG z konta zniknęło 12 tysięcy złotych.  

–  Przyznam szczerze, że w pierwszej chwili myślałam, że to jakiś ponury żart – przyznaje Edyta Dziadosz, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Sanoku. – Przecież to niemożliwe, aby ktoś zabrał pieniądze, które zbierali ludzie – dodaje. 

Napisała w tej sprawie pismo do Pawła Małolepszego, który kieruje teraz bankiem jako administrator z ramienia Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. – Chcę, aby wyjaśnił mi, na jakich zasadach i dlaczego zostały nam zabrane środki – wyjaśnia Edyta Dziadosz. Odpowiedzi do dzisiaj nie otrzymała. 

Wiadomość o utracie środków przekazała siedmioosobowej rodzinie osobiście. – Byli zdumieni. Nie mogli w to uwierzyć, byli przekonani, że to jakaś pomyłka. Najpierw było niedowierzanie, a później złość i niemoc. Dla nich te 12 tysięcy złotych to zakup całego niezbędnego wyposażenia do domu – mówi kierownik GOPS. 

– Byłam w totalnym szoku – przyznaje Barbara Rakoczy, poszkodowana we wspomnianym pożarze, mama pięciorga dzieci. – Przecież to jest nieludzkie, żerować na osobach pokrzywdzonych przez los – dodaje. 

Zachowaniem posłów PiS, którzy odrzucili wniosek o przekazanie samorządom utraconych pieniędzy jest zszokowana. – Nie wiem co mam powiedzieć, chce mi się płakać jak o tym pomyślę – powiedziała nam.

Uderzyli w najsłabszych

Restrukturyzacja Podkarpackiego Banku Spółdzielczego w Sanoku to pierwsza taka operacja w polskim systemie bankowym. Proces niespodziewanie ruszył 17 stycznia. W jego wyniku 34 podkarpackie samorządy i jednostki im podległe, które miały konta w sanockiej placówce, straciły 43 procent funduszy, jakie w chwili uruchomienia procesu znajdowały się na rachunkach. Straty samorządów oszacowano na 60 milionów złotych, jednostek im podległych na 20 milionów złotych. Wśród nich są m.in. szpitale w Brzozowie, Rzeszowie i Przemyślu, Domy Pomocy Społecznej w Iwoniczu, Dom Dziecka w Nowej Sarzynie, Centrum Integracji Społecznej w Olszanicy, Miejskie i Gminne Ośrodki Pomocy Społecznej oraz szkoły i parafie. Zdecydowana większość poszkodowanych podmiotów złożyła skargi na decyzję BFG o zagarnięciu środków z kont. Powstał też wspólny list z apelem o pomoc skierowany do premiera Mateusza Morawieckiego, ale do dzisiaj pozostał bez odpowiedzi. 

PBS pod lupą śledczych

Sprawę PBS-u prześwietla też Prokuratura Regionalna w Rzeszowie. Od czerwca 2018 roku prowadzi śledztwo w sprawie nadużycia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez osoby wchodzące w skład zarządu oraz „ustalonych pracowników” Podkarpackiego Banku Spółdzielczego w Sanoku.

Śledczy sprawdzają, czy działalność byłego zarządu mogła doprowadzić do kłopotów finansowych banku. – Postępowanie przygotowawcze zostało wszczęte w oparciu o zawiadomienie złożone przez pełnomocnika Podkarpackiego Banku Spółdzielczego z siedzibą w Sanoku dotyczące między innymi nieprawidłowości związanych z procesem udzielania kredytów dla szeregu ustalonych spółek prawa handlowego – informuje Hanna Biernat-Łożańska, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie.

Śledztwo dotyczy okresu od czerwca 2010 r. do kwietnia 2017 r. Na razie nikt w tej sprawie nie usłyszał zarzutów.

Osobne postępowanie w sprawie PBS-u w Sanoku prowadzi Prokuratura Rejonowa w Sanoku.

Ratunek przed upadkiem 

Restrukturyzacja PBS-u to pierwsza taka operacja w polskim systemie bankowym. Jak tłumaczy Filip Dutkowski, rzecznik BFG, była konieczna bo placówce groziła upadłość. Jej dług został oszacowany na prawie 183 milionów złotych. 

Klienci indywidualni, mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa zachowały pieniądze zgromadzone na kontach w chwili rozpoczęcia restrukturyzacji.  Samorządy, jednostki im podległe i przedsiębiorcy stracili prawie 43 procent swoich środków. Wszystko dlatego, że fundusze nie były objęte gwarancją, a bank musiał pokryć długi. PBS został przekształcony w nową placówkę i funkcjonuje jako Bank Nowy BFG. Docelowo ma zostać sprzedany innemu bankowi.

Martyna Sokołowska

9 Responses to "Afera PBS: „Państwo pokazało nam środkowy palec”"

Leave a Reply

Your email address will not be published.