Samorządy szukają pieniędzy na oświatę

W szkołach może się zrobić ciaśniej.

PODKARPACIE. W gminach rozpoczęło się planowanie roku szkolnego 2020/2021 i… ograniczenie wydatków.

Samorządowcy w napięciu czekają na informacje o wysokości przyznanej subwencji oświatowej. Koszty związane z oświatą stale rosną, a zapowiedziane na wrzesień podwyżki dla nauczycieli z pewnością nie pomogą miejskim kasom. Niektórzy już dziś zastanawiają się, jak mogą oszczędzić. W niektórych miastach Polski już dziś otwarcie mówi się o liczniejszych klasach, ograniczaniu zatrudnienia i rezygnacji z inwestycji, które mogą zaczekać. W Łańcucie do szkół będą przyjmowane wyłącznie dzieci z miasta.

– Nie wiadomo jeszcze, jaką dostaniemy subwencję. Od 2014 r. co roku rośnie kwota, którą dokładamy. Musimy więc szukać pieniędzy w budżecie. To przykre, że w Warszawie podejmuje się decyzje, a każdy mieszkaniec, który „składa” się na budżet, musi do tego dołożyć – przyznaje Rafał Kumek, burmistrz Łańcuta. Ze szkół powoli spływają informacje do arkuszy organizacyjnych wraz z propozycjami oszczędności. – Może np. nie musimy dzielić jednej klasy na dwie grupy, a te jeszcze na chłopców i dziewczynki i stworzyć 4 grupy wf z jednej klasy. To niepotrzebnie nabija godziny i koszty – zauważa burmistrz. Co z jakością edukacji? – Dopóki dopłacamy brakujące kwoty, w szkołach nic się nie zmienia. Jeżeli jednak okaże się, że trzeba stworzyć mniej grup, dziecko będzie miało o godzinę mniej angielskiego w tygodniu. Być może w świetlicy będą większe grupy czekających na lekcję lub po zajęciach – mówi Rafał Kumek.

Samorząd zdecydował już, że od nowego roku szkolnego do szkół i przedszkoli nie będą przyjmowani uczniowie spoza Łańcuta. – Każda jednostka ma swoje szkoły. Prawo obliguje mnie do tego, żeby wszystkie nasze miejskie dzieci miały zapewnioną edukację i tak będzie. Jeżeli 10 rodzin spoza Łańcuta chciałoby posłać tu swoje pociechy, stworzy się oddzielny oddział, a subwencja nie pokryje jego utrzymania – tłumaczy burmistrz. – W każdej gminie są szkoły, więc tam mogą pójść do szkoły. A oświata pochłania coraz więcej z budżetu samorządów. – Rok temu wydaliśmy ponad 30 mln zł z 80 mln. Nie mogę utrzymywać tylko szkół, bo mieszkańcy mają różne oczekiwania. Skąd mam wziąć na całą resztę? – pyta.

UM w Rzeszowie również czeka na informacje o przyznanej subwencji. – Ona będzie jasna na przełomie marca i kwietnia. Na dziś nie umiem powiedzieć, jakie będą skutki ewentualnych braków. Na razie nie planujemy ani zwiększania oddziałów, ani zwalniania nauczycieli – oświadcza Zbigniew Bury, dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta w Rzeszowie. Zauważa też, że ruch kadrowy nie jest wynikiem wyłącznie brakujących funduszy: – W okresie kampanii wyborczej obiecują różne rzeczy. Jeżeli spełni się np. stażowa emerytura, może się zdarzyć, że część nauczycieli po prostu odejdzie z zawodu, bo będzie im się bardziej opłacało.

Dyrektor Zbigniew Bury na razie nie chce mówić o cięciach w edukacji. – Zawsze staramy się racjonalnie gospodarować środkami, co nie oznacza oszczędności. Na dość wysokim jakościowo poziomie realizujemy wszystkie zadania obowiązkowe i nie tylko –  twierdzi. Przyznaje jednak, że Miasto ponosi coraz większe koszty w związku z oświatą. – Nie jest żadną tajemnicą, że rok rocznie dopłacamy do subwencji poważne kwoty, rzędu 23-27 proc. całego budżetu. W ubiegłym roku to było ponad 0,5 mld zł, z tego 27 proc. wyniósł wkład miasta. Mówimy o całej edukacji, w tym zadaniach własnych, w postaci prowadzenia przedszkoli – tłumaczy.

Wioletta Kruk

Leave a Reply

Your email address will not be published.