
II LIGA. Trzy miesiące grania i zaledwie 14 meczów każdej drużyny – na wiosnę nie będzie miejsca na błędy.
29 lutego 2020 roku – na ten dzień kibice w Stalowej Woli czekali z niecierpliwością długie miesiące. Właśnie w sobotę „Stalówka” rozegra pierwszy mecz na zmodernizowanym obiekcie przy ul. Hutniczej, noszącym dumnie nazwę Podkarpackiego Centrum Piłki Nożnej. W ten sam dzień, również przed własną publicznością, zaprezentuje się Apklan Resovia, zaś wyjazd do Wronek czeka inny rzeszowski zespół, Stal.
Był 26 sierpnia 2017 r. Stal Stalowa Wola zremisowanym 1-1 meczem z ŁKS-em pożegnała się ze swoim domowym obiektem przed jego gruntowną przebudową. Wówczas chyba nikt nie przypuszczał, że tułaczka po stadionach w Rzeszowie i Boguchwale będzie trwać tak długo, bo grubo ponad 2 lata. Przekładany wielokrotnie termin ukończenia całej inwestycji sprawił, że dopiero sobotnim meczem z Bytovią Stal zainauguruje występy w swoim nowym domu. Rywal, który na wyjazdach wygrał do tej pory tylko raz, wydaje się być idealnym na tego typu okazję. – Bardzo długo czekaliśmy na ten moment i wreszcie się doczekaliśmy. Zapowiada się prawdziwe piłkarskie święto w Stalowej Woli. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dzięki wrażeniom nazwijmy to artystycznym, ale również dzięki dobrej grze naszych piłkarzy. Pierwszy mecz zawsze jest trudny, związane są z nim duże nadzieje, a w tym przypadku są one jeszcze większe. Liczymy na dobry początek rundy i oczywiście chcemy wygrać. Mecz będzie mogło obejrzeć blisko 4 tysiące (dokładnie 3764) kibiców i jest spora szansa, że właśnie taka liczba stawi się w sobotni wieczór na trybunach. Do czwartku sprzedaliśmy już ponad połowę biletów – mówi Wojciech Fabianowski, dyrektor sportowy Stali. Ta do wiosennej rundy przystąpi w mocno przewietrzonym składzie, którego podstawowym zadaniem będzie wydostanie się ze strefy spadkowej, a w dalszym etapie powalczenie o coś więcej. Pomóc ma w tym aż 11 z 14 meczów, jakie Stal w tej rundzie rozegra przed własną publicznością. – Chcemy się przypomnieć kibicom w Stalowej Woli, bo dawno już tu nie graliśmy. Gra wieczorem, przy światłach, jest marzeniem każdego piłkarza i kibica. Widać, że nasi fani mocno się szykują na to spotkanie. Mam nadzieję, że po nim nie będą stać już w kolejkach do kas po bilety, tylko zakupią karnety i będą nas wspierać przez całą rundę – dodaje Szymon Szydełko, szkoleniowiec „Stalówki”.
Najgorszy na początek
Aż 28 punktów więcej od swoich sobotnich rywali uzbierali piłkarze Apklan Resovii. Mimo tego w Rzeszowie nikt nie zamierza lekceważyć Gryfa Wejherowo. – To najgorszy przeciwnik na początek rozgrywek. Wynik inny niż zwycięstwo będzie porażką, a przecież nie do końca wiemy, czego się po przybyszach znad morza spodziewać – tłumaczy Szymon Grabowski, szkoleniowiec „pasiaków”. Gryf może się okazać rywalem nieprzyjemnym, bo nie ma nic do stracenia. Przez wielu został już skazany, bo też uratowanie się przed spadkiem w sytuacji, gdy do bezpiecznego miejsca traci się 14 punktów a do rozegrania zostało 14 kolejek, należałoby uznać za wydarzenie spektakularne. Jednak trener Łukasz Kowalski nie zamierza szybko wywieszać białej flagi. Powiedział o tym w wywiadzie dla portalu nadmorski24.pl. – Broni nie składamy. Gdybyśmy ją złożyli, to byśmy nie trenowali, tylko przychodzili na mecze. Owszem, musiałoby się wydarzyć bardzo dużo rzeczy, abyśmy zachowali miejsce w drugiej lidze. Natomiast życie pokazuje, że warto walczyć o każdy punkt. Różne historie w ostatnich latach widzieliśmy. Czy to organizacyjne w wielu klubach, czy po prostu jakieś nagłe reorganizacje. Trzeba uzbierać jak najwięcej punktów, a później zobaczymy, co się będzie działo. Szymon Grabowski zwraca uwagę, iż drużyna z Kaszub w ostatnich sparingach prezentowała się więcej, niż poprawnie. – Wygrali z mocną kadrowo Radunią Stężyca, zremisowali z pierwszoligową Olimpią Grudziądz. Spodziewam się, że młodzi i ambitni piłkarze Gryfa będą gryźć trawę. Dlatego tak ważne jest, aby od początku pokazać, kto będzie rozdawał karty. Przeciwnik nie ma prawa poczuć się na naszym boisku zbyt komfortowo – podkreśla. Gryf to drużyna nastolatków, wyjątek stanowi Marcin Burkhardt. Gdy sięgał po mistrzowski tytuł z Legią, tudzież Puchar Polski z Jagiellonią, większość jego dzisiejszych klubowych kolegów bawiła się w piaskownicy. Dla 37-latka Gryf jest trzynastym przystankiem w karierze, a jego obecność przy Wyspiańskiego z pewnością przykuje uwagę kibiców. To będzie również wyjątkowy mecz dla Maksymiliana Hebla, który zimą trafił do Resovii właśnie z Wejherowa. Hebel w 20 ligowych występach w zespole z Pomorza strzelił 6 goli, a trener Kowalski nie ukrywa, że odejście wychowanka Arki Gdynia to najpoważniejsza strata. – Maks posiada potencjał, by stać się jednym z wiodących piłkarzy tej ligi. Mam nadzieję, że pomoże nam w awansie – stawia sprawę jasno opiekun rzeszowian, którzy do wicelidera z Łęcznej tracą zaledwie 4 punkty. Nad Bałtykiem resoviacy rozbili Gryfitów 3-0, w sobotę też może być pięknie, choć trzeba wiedzieć, że „pasiaki” również mają swoje problemy. Kontuzje wykluczyły ze spotkania Szymona Fereta i Mateusza Geńca, wiele do życzenia (tradycyjnie) pozostawia murawa boiska. O koronkowych akcjach prowadzonych dołem możemy chyba zapomnieć. – Jeśli jednak zagramy na swoim poziomie, punkty zostaną w Rzeszowie. Zimą drużyna pracowała bez wytchnienia, głód sukcesu jest ogromny. Pozostaje tylko udowodnić swoją wyższość na murawie – kończy Szymon Grabowski.
Z optymizmem na rezerwy
Do wielkopolskich Wronek udaje się natomiast Stal Rzeszów, która w sobotnie południe zmierzy się tam z rezerwami Lecha Poznań. To jedna z najbardziej niewdzięcznych drużyn w II-ligowym towarzystwie, bowiem tak na dobrą sprawę do końca nie wiadomo, w jakim zestawieniu wyjdzie na mecz. Stal, która przezimowała na ostatnim miejscu gwarantującym udział w barażach, musi od początku rundy mieć się na baczności. Grupa pościgowa jest bowiem bardzo mocna i tylko czeka na potknięcie biało-niebieskich. – Każdy czeka na tę adrenalinę związaną z walka o ligowe punkty. Te mecze są zupełnie inne, niż spotkania kontrolne. Mecz we Wronkach jest ważny, ale z drugiej strony nie można go przeceniać i twierdzić, że jeśli się go wygra, to potem cała runda będzie udana, a jak się przegra, to na odwrót. Jest 14 spotkań, 42 punkty do zdobycia i wiemy, ile ich mniej więcej wystarczy do tego, aby znaleźć się w czołowej szóstce – mówi przed pierwszym tegorocznym meczem o stawkę Janusz Niedźwiedź, trener rzeszowskiego beniaminka. Ten przystąpi do drugiej części sezonu wzmocniony kilkoma solidnymi piłkarzami, na czele chociażby z obrońcą, Łukaszem Górą, pomocnikiem Marcelem Kotwicą czy byłym królem strzelców III ligi w barwach Polonii Warszawa, Krystianem Pieczarą. Ciekawym ruchem transferowym może się również okazać pozyskanie 20-letniego Australijczyka Dylana Collarda, grającego ostatnio w portugalskim Lusitano FC Vildemoinhos.
STAL ST. W. – BYTOVIA
sobota, godz. 19.38
RESOVIA – GRYF
sobota, godz. 14
LECH II – STAL RZ.
sobota, godz. 12 (we Wronkach)
tsz, mj


