
RZESZÓW. Jak przedsiębiorcy radzą sobie z archaicznymi przepisami.
Kiedy przed sklepem spożywczym przy ul. Bohaterów 5 w Rzeszowie pojawił się labirynt barierek, mieszkańcy osiedla nie kryli zdziwienia. – Teraz musimy chodzić dookoła – narzekają i zastanawiają się, po co właściciel zamontował metalowe słupki. Nie, wcale nie chce utrudnić potencjalnemu złodziejowi ucieczki. Stara się o otrzymanie koncesji na alkohol. Według prawa, punkt sprzedaży alkoholu musi być oddalony od szkół, przedszkoli czy kościołów o co najmniej 100 m. Przedsiębiorcy świetnie sobie z tym radzą, ustawiając barierki, które sztucznie wydłużają odległość. Czy w takim razie wymóg jest jeszcze zasadny? – Ten przepis obecnie nie ma sensu – przyznaje Andrzej Dec, przewodniczący Rady Miasta w Rzeszowie.
Uchwała Rady Miasta Rzeszowa z 2018 r. określa minimalną odległość miejsc sprzedaży napojów alkoholowych na 100 metrów, licząc w ciągu komunikacyjnym, od wejścia do placówki do wejścia na teren działki wydzielonej ogrodzeniem, gdzie znajdują się: szkoły, placówki oświatowo-wychowawcze i opiekuńcze, budynki kultu religijnego, jednostki wojskowe, kluby abstynenckie czy grupy AA. W przypadku braku ogrodzenia odległość mierzona jest bezpośrednio do wejścia placówek. Przez ciąg komunikacyjny należy rozumieć dystans, jaki trzeba pokonać od wyjścia z terenu punktu sprzedaży alkoholu do wejścia na teren obiektu chronionego. A ten można łatwo wydłużyć.
Sklep przy ul. Bohaterów obecnie nie posiada koncesji na alkohol. Przeszkodą jest stojący zbyt blisko kościół parafii pw. św. Judy Tadeusza. Labirynt barierek wydłużył odległość pomiędzy świątynią a punktem handlowym do 100 metrów. Już wcześniej inny właściciel sklepu na osiedlu Kmity skorzystał z tego rozwiązania i otrzymał zezwolenie na sprzedaż alkoholu. Sąsiad wziął więc z niego przykład.
W całej Polsce dochodzi do podobnych przypadków. Niektórzy wybierają niższe modele słupków i co sprawniejsi klienci zamiast obchodzić dookoła, mogą przekroczyć barierki. W najgorszej sytuacji są niepełnosprawni, dla których nawet kila dodatkowych metrów do pokonania robi sporą różnicę.
Niestety, mimo prób, nie udało nam się uzyskać komentarza ze strony sklepu. O zasadność przepisu zapytaliśmy za to przewodniczącego Rady Miasta Rzeszowa. – Ten przepis jest ustawowy, więc nie możemy go zmienić. Mamy jedynie prawo do zwiększenia liczbę metrów. Jeśli w oparciu o tego typu doświadczenia zwiększymy wymaganą odległość do 150 m, wtedy prawdopodobnie pojawią się sklepy, które będzie dzielić 120 m od szkoły czy kościoła i zrobią to samo, co przedsiębiorcy z os. Kmity – ocenia Andrzej Dec. – Generalnie uważam, że słabo walczymy z upowszechnianiem sprzedaży alkoholu. Jeśli przeczyta się wstęp do Ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, okaże się, że nie realizujemy celów, które są tam zapisane. Naszą uchwałą spowodowaliśmy, że liczba punktów sprzedaży alkoholu jest bardzo duża. Każdy, kto chce go sprzedawać, może to robić, pod warunkiem zachowania odpowiedniej odległości – nie ma złudzeń przewodniczący Rady Miasta.
Czy wymóg zachowania 100 m jest w ogóle potrzebny? – Ten przepis jest niedorzeczny. Obecnie to nie ma sensu, bo przecież to nie są te czasy, kiedy wokół punktu sprzedaży gromadzili się spożywający. Poza tym w niemal każdym sklepie jest alkohol i to czy szkoła bądź kościół jest blisko, nie ma żadnego znaczenia. Tym bardziej, że jest przepis, który zabrania spożywania alkoholu przed sklepem – tłumaczy Andrzej Dec.
wk



8 Responses to "Metalowe barierki przed sklepem… czyli jak dostać koncesję na alkohol"