Kobieta już nie chlipie w rękaw

Dr Magdalena Hoły-Łuczaj jest absolwentką filozofii i filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Adiunktka w Katedrze Nauk Społecznych Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Fot. WSIiZ

– Kim jest współczesna feministka?
– Wydaje mi się, że to osoba, która widzi, ile jest jeszcze do zrobienia, żeby było więcej – mówi się równości, ale lepiej byłoby użyć słowa – sprawiedliwości, w podziale obowiązków przy organizacji życia rodzinnego i na rynku pracy. Nadal mamy różnice w kwestii tego, czego oczekuje się od mężczyzn i kobiet, a także jak ich się za to wynagradza.

– Patriarchat jest nadal żywy?
– W tej najbardziej wymiernej sferze, czyli finansowej, ciągle tak. Jeśli porówna się wynagrodzenia czołowych aktorek Hollywood, tenisistek czy nawet kobiet pracujących w bardziej przyziemnych branżach – na uczelni czy w korporacji, okaże się, że nie są równe z pensjami mężczyzn. Pytanie, z jakiego powodu oscarowy aktor miałby zawsze dostawać większą gażę niż oscarowa aktorka? Trudno znaleźć wytłumaczenie, a mimo to ciągle tak się dzieje.

– A jak jest w rodzinach, czy są oparte na partnerstwie?
– Coraz więcej osób w wieku ok. 30 lat ma rodziny, które pod względem organizacyjno-logistycznym są lepsze, niż czasem próbuje się to przedstawiać. Nasi mężowie są często inni, niż chcieliby widzieć ich patriarchowie – czy to Kościoła czy konserwatywnych partii. Ta zmiana w życiu prywatnym już się dokonała, ale w świadomości społecznej, czy dyskursie polityczno-medialnym, nie do końca.

– Ojciec, który idzie na urlop tacierzyński jeszcze dziwi?
– Coraz mniej. Oczywiście, trudno mi o tym zapewniać, bo żyję w „akademickiej bańce” osób z wyższym wykształceniem, z dużego miasta, ale myślę, że jest to coraz mniej szokujące. Tata zostający z dzieckiem z pewnością nie budzi już uśmiechu, a akceptację. Może ta zmiana nie jest powszechna, ale zauważalna.

– Dziś co druga kobieta mówi, że jest feministką. Czy ta moda na feminizm mu nie szkodzi?
– Feminizm już na pewno na stałe wszedł do dyskursu medialnego. Nie jest tematem marginalnym, wręcz przeciwnie, jest dość często podnoszonym zagadnieniem. Czy to mu szkodzi? Nie sądzę. Jeśli się go oswaja, przekłada na coraz szersze i równocześnie bardziej przystępne kategorie, to jest szansa, że feminizm stanie się bardziej przyswajalny, albo przynajmniej jego obraz nie będzie wypaczony. Bo to, czy ktoś się godzi na te propozycje, to jego wybór. Najważniejsze, żeby nie sprzedawano mu karykaturalnego obrazu feministki, który czasami starają się  tworzyć politycy konserwatywni, a który tak naprawdę nie istnieje.

– Początki feminizmu kojarzą nam się z sufrażystkami, walką o prawo do głosowania w wyborach.
– Sądzę, że dziś feminizm przestaje się kojarzyć z ruchem sufrażystek i jest sprowadzany do sztucznej figury feministki wojującej z mężczyznami, której tak naprawdę nie wiadomo, o co chodzi. Nie dostrzega się niestety ciągłości oraz tradycji, która w Polsce była tak żywa. To wielka szkoda. Zbliżają się wybory prezydenckie i przy okazji kampanii, możemy zauważyć, jak te role przypisane kobietom i mężczyznom są ciągle różnie napisane.

– Jak długo kobiety będą jeszcze musiały walczyć o swoje prawa, szacunek?
– Mam nadzieję, że już w przypadku naszych dzieci będzie już lepiej. Liczę, że to zmiana jednego pokolenia, żeby peleton biegł równym tempem.

– Wiele gwiazd walczy z seksualizacją kobiecego ciała, krzyczy, że należy się nam szacunek, a zaraz potem wrzuca do Internetu swoje półnagie zdjęcia albo pracuje z reżyserami oskarżanymi o molestowanie czy gwałt. Czy to nie hipokryzja?
– Wydaje mi się, że takich, które bardzo protestują, a potem wrzucają roznegliżowane zdjęcia jest zaledwie kilka, ale gdyby chcieć do tego podejść życzliwie, myślę, że ważne jest przekazanie decyzyjności samym kobietom. Kiedy chce pokazywać ciało, robi to, a kiedy nie ma ochoty wchodzić w intymne czy zażyłe relacje z mężczyznami, może powiedzieć nie. Kobieta nie jest już księżniczką, którą się zdobywa i której jedyna aktywność to czekanie i chlipanie w rękaw. Sama decyduje, czy, jak i z kim się pokazuje, a także na jakich warunkach nawiązuje kontakty.

– W XXI wieku kobieta ma być silna, niezależna i nie pozwalać sobie na moment słabości. Feminizm chce zamienić kobiety w mężczyzn?
Myślę, że nie. Tendencja jest nawet odwrotna. Chodzi bardziej o to, żeby mężczyznom dać przyzwolenie na słabość, aniżeli zachęcać kobiety, żeby wysoko trzymały gardę. To raczej obraz mężczyzn się zmienia. Są wobec nich inne oczekiwania, żeby umieli okazywać słabość, przyznać się do niej. Z tego też powodu intensywnie zaczęły się rozwijać studia nad męskością. Najnowsze, żywo rozwijane tematy badań akademickich, dotyczą właśnie tych zmian.

– Czyli nie powinniśmy poddawać się stereotypom?
– Dokładnie tak. Należy uwolnić się od społecznych oczekiwań i presji i żyć w zgodzie ze sobą. Nie udawać, że jest się zahukaną kobietką, kiedy wcale ktoś się tak nie czuje, ani nie być herosem bez żadnego słabego punktu, jeśli wcale tak nie jest.

– A propos społecznych oczekiwań. Kiedyś wielkim wstydem było „porzucenie” wychowania dzieci dla kariery. Przez lata panie walczyły o to, by móc pracować i być niezależnymi.  Dziś innym kobietom coraz trudniej zrozumieć, że matka może zostać w domu i tam się realizować. Dlaczego?
– Dziś mówi się o nowym konserwatyzmie, co jest związane z zyskiwaniem popularności przez partie prawicowe i ich narracją, ale jest też problem sprzecznych oczekiwań wobec kobiet. Nadal jest sporo do zrobienia, żeby  kobieta, jeśli sama chce – mogła zostać w domu, pójść do pracy lub próbować łączyć te dwie sfery. Chodzi o danie przyzwolenia na każdy z tych wzorców i wspieranie rodzin w ich wyborze.

– Babska solidarność w ogóle istnieje?
– Myślę, że tak, ale jednak w obrębie kobiet, które zdecydowały się na podobne wybory i ścieżki życiowe. Na przykład matki, które łączą rodzicielstwo z pracą, faktycznie się rozumieją i się wspierają, wiedząc, że wobec nich są inne oczekiwania oraz mają inne możliwości niż, dajmy na to, bezdzietni koledzy. Czy istnieje całkowicie pankobieca solidarność? Nie wiem, ale mam też wątpliwości, czy w dzisiejszych czasach jest w ogóle ludzka solidarność.
Rozmawiała Wioletta Kruk

6 Responses to "Kobieta już nie chlipie w rękaw"

Leave a Reply

Your email address will not be published.