
PGE STAL MIELEC – TERMALICA NIECIECZA. Kulawa gra w ataku, proste straty i aż trzy stracone bramki – gospodarze fatalnie przywitali się z kibicami przy Solskiego.
W Mielcu szok. PGE Stal nie przypominała drużyny, która przed tygodniem rozbiła 5-0 Olimpię Grudziądz. To była najbardziej bolesna porażka odkąd na trenerskiej ławce pojawił się Dariusz Marzec.
Goście przegrali na inaugurację wiosny z ostatnią w tabeli Chojniczanką, w dotychczasowych trzech spotkaniach ze Stalą nie zdobyli choćby punktu, a poza domem prezentowali się gorzej, niż przeciętnie. Jednak Słonie potrafiły się zmobilizować i zdeptały wicelidera! Ten kto powiedział, że niedzielny pojedynek jest dla Stali jak skórka od banana, na której można się pośliznąć, trafił w dziesiątkę.
Apel w próżnię
Początek nie zapowiadał koszmaru gospodarzy, bo to oni ruszyli odważnie do ataku. Ani się obejrzeliśmy, a biało-niebiescy wykonali osiem rzutów rożnych. Z wolnego groźnie strzelał Krystian Getinger, w 25 minucie Andreja Prokić wpadł w pole karne, wycofał do Bartosza Nowaka, lecz ten huknął nad bramką. Mieliśmy jeszcze dalekie podanie Getingera do Mateusza Maka i „główkę”, która omal nie zakończyła się powodzeniem. Rywale wyglądali na zagubionych do momentu, gdy Wojciech Lisowski dał się wyprzedzić Marcinowi Grabowskiemu i spowodował jego upadek w polu karnym. Jedenastkę wykorzystał Piotr Wlazło, który tego dnia jeszcze zalezie za skórę mieleckim defensorom. – To nie my, to nie Stal jaką znamy! – kajał się w przerwie kapitan Krystian Getinger – Gramy nerwowo, szybko tracimy piłkę. Rzuty rożne to nie wszystko, brakuje nam sytuacji do zdobycia gola. Musimy się wziąć w garść!
Apel poszedł w świat, lecz chyba trafił w próżnię, bo po zmianie stron wicelider jeszcze bardziej obniżył loty.
Łotysz nieuchwytny
Nadzieja na uratowanie punktów gasła wraz z aktywnością pomocników Termaliki. Wlazło, Vlastimir Jovanović, a nade wszystko Roman Gergel chwycili za kierownicę i prowadzili pojazd w kierunku autostrady. Piłki trafiały do Vladislavsa Gutkovskisa, który miał nawet szansę na skompletowanie klasycznego hattricka. Łotysz strzelił swojego dziewiątego i dziesiątego gola w sezonie, a trener Rakowa Marek Papszun pewnie zaciera ręce, bo po zakończeniu rozgrywek napastnik będzie grał dla klubu spod Jasnej Góry.
To był chyba najsłabszy mecz Stali pod wodzą Dariusza Marca. Niepokonany od sześciu kolejek podkarpacki zespół nie miał atutów w ataku (czemu nie wszedł Maciej Domański?) i był nie do poznania w obronie, formacji którą od dawna tylko chwaliliśmy. Mielczanie muszą jak najszybciej odnaleźć przyczynę niedzielnej katastrofy, bo już w piątek zmierzą się w Legnicy z kolejnym kandydatem do awansu.
PGE STAL 0
TERMALICA 3
0-3
(0-1)
0-1 Wlazło (33. – karny), 0-2 Gutkovskis (57.), 0-3 Gutkovskis (64.)
tsz


