
STAL RZESZÓW – GÓRNIK POLKOWICE. Biało-niebiescy z coraz większym niepokojem muszą zacząć spoglądać w dolne rejony tabeli.
Drugi tegoroczny mecz Stali Rzeszów zakończył się jej drugą porażką 1-2. Podopieczni Janusza Niedźwiedzia najwyraźniej nie wybudzili się jeszcze z zimowego snu. To nie wróży im nic dobrego, bowiem przewaga biało-niebieskich nad strefą spadkową stopniała do zaledwie 5 punktów.
– Musimy obejrzeć ten mecz, przeanalizować go i wyciągnąć wnioski – mówił po porażce we Wronkach Janusz Niedźwiedź, trener Stali. Po tygodniu grze jego podopiecznych praktycznie nie zmieniło się nic na lepsze. Usprawiedliwieniem biało-niebieskich nie mogą być nawet kłopoty kadrowe przed mecze z Górnikiem. Ze składu z powodu nadmiaru kartek wypadł Wojciech Reiman i Grzegorz Goncerz oraz kontuzjowany Piotr Głowacki. Dokonane roszady, w tym m.in. gra od pierwszego gwizdka Marcela Kotwicy, Artura Pląskowskiego, Łukasza Mozlera czy debiutującego w biało-niebieskich barwach Łukasz Góry nie okazały się zbawienne. Stal tak, jak w pierwszym tegorocznym meczu, tak i w sobotę zaprezentowała się blado. Na domiar złego ekipa z Hetmańskiej już od 7. min musiała odrabiać straty po tym, jak na listę strzelców wpisał się Kamil Wacławczyk, dobijając uderzenie Karola Fryzowicza. Chwilę później miejscowych z opresji wybawił Wiktor Kaczorowski, wygrywając pojedynek sam na sam z Filipem Baranowskim. Dobra gra Górnika została ostatecznie nagrodzona po raz drugi tuż przed przerwą, kiedy to piłka po dośrodkowaniu Dominika Radziemskiego trafiła Roberta Trznadla i Michała Bednarskiego, by ostatecznie wtoczyć się do bramki. Rzetelność dziennikarska nakazuje wspomnieć również o sytuacjach, jakie przed przerwą miała Stal, która umieściła nawet piłkę w bramce Górnika. Wcześniej jednak sędzia dopatrzył się faulu Damiana Kostkowskiego i gola nie uznał. Po zmianie stron niewiele się zmieniło. Kaczorowski kolejny raz musiał ratować swój zespół w sytuacji sam na sam (tym razem z Mariuszem Szuszkiewiczem), a jego koledzy z pola grali tak, jakby to oni prowadzili 2-0. A było przecież na odwrót. Promykiem nadziei dla miejscowych był rzut karny, podyktowany w 81. min po faulu na Wiktorze Kłosie, który na gola zamienił Krystian Pieczara. To właśnie ostatni kwadrans w wykonaniu biało-niebieskich był zdecydowanie najlepszy w całym meczu, ale nie wystarczyło to do uratowania choćby jednego punktu i zatarcia złego wrażenia, jakie pozostawili po sobie.
– Rezultat nas martwi. Graliśmy przed własnymi kibicami i chcieliśmy odnieść dla nich zwycięstwo. Niestety, ta sztuka nam się nie udała. Pierwsza połowa była moim zdaniem najsłabszą w tym sezonie. W drugiej za wszelką cenę chcieliśmy odwrócić losy spotkania. Strzeliliśmy kontaktową bramkę i głęboko wierzyliśmy, że uda nam się co najmniej zremisować. Niestety musimy przełknąć gorycz porażki – mówił po meczu Robert Trznadel, obrońca Stali.
STAL RZ. 1
GÓRNIK P. 2
(0-2)
0-1 Wacławczyk (7.), 0-2 Bednarski (45.), 1-2 Pieczara (83. – karny)
mj



One Response to "Zimowy sen Stali"